Mija kilka dni od premiery płyty Negroniego, a MT.pl milczy...Wymownie milcząc, kopie coraz głębszy grób, w który tak czy inaczej Bohlen w końcu wpadnie.
Wyjątkowo, choć nie bez przyczyny, ja tym razem Bohlenowi grobu nie życzę i kosy na niego nie ostrzę, wręcz przeciwnie, mam ochotę uścisnąć go po przyjacielsku , a póżniej napić się z nim wódki. Otwieram zatem półlitrówkę i wznoszę toast za płytę "Crazy" !, na której nie tylko Daniele, ale i Bohlen jest szalony

.
Co za intrygująca odmiana: dżwięków disco-polo w zasięgu: 0,0; infantylnych coverów w stylu "Baby baby": 0,0; monotonnych, prostackich, męczących beatów: 0,5. Co w zamian ?: oryginalne ! tak, tak klimaty pop, nierzadko okraszone gitarowym brzmieniem oraz ładnymi, czasami nawet ciekawymi! melodiami.
Na me ucho Bohlen tym razem idzie na łatwiznę i ciągnie łacha z słuchacza jedynie dwa razy: aranżacja "Don't think about" me to oczywiście powtórka z rozrywki sprzed roku. Może nie ma się co dziwić i zbytnio rozczarowywać, bo w końcu "Call my name" okazało się największym przebojem w historii DSDS i siłą rzeczy musiało być powtórzone. Poza tym zwrotki Love Is Getting Stronger są niczym innym niż "Take me tonight" Alexandra Klawsa, na co tradycyjnie klnę i upuszczam piany z pyska. Reszta, choć nawiązania są, nie drażni ucha i nie woła o pomstę do nieba. Domaga się głaskania z włosem i pod włos, a więc głaszczę:
1 - primo: Absolutely Right ! za oryginalność, aranżację, power i styl britpopu 2011
2 - secouno: Don't Leave, za sekcję dętą i rytmiczną, a także klimat najlepszych "band kawałków" Marka Medloczka
3 - terzo: - If You're Lonely, jednak za MT ( wstyd mi

) ale chyba tak, po prostu. Nic już o niej nie powiem
4 - quarto: I Like It Hot, za sexy taneczne arażmo, luzik wcale nie!... pozorny

5 - Terror In My Heart i Goodnight Maria, za dluższy niż zwykle rockowy pazur
Wszystkie covery pozostawiam, bez ocen, bo wszystkie są dobre

. Oh Jonny - po liftingu: pyszny,soczysty,wymuskany ,Cello - miodzio, choć nie odbiega daleko od oryginału oraz zupełnie zaskakujący "Knockin' on heavens door - The Doors". Jeżeli komuś podobało się to, co zrobili producenci płyty Andersa ze "Sweet hello, the sad goodbye" Roxette, to spodoba mu się bohlenowska wersja Doorsów.
Daniele nie jest wielkim piosenkarzem, choć ma zadatki by takim zostać, był drugi w konkursie talentów, mimo to Bohlen postanowił mu oddać, coś, czym nie pogardziłaby gwiazda z większymi aspiracjami. Płyty "Crazy" słucha się szybko, bezboleśnie i z przyjemnością. Można powiedzieć śmiało, że jest ona skierowana do słuchaczy 25 +, w przeciwieństwie do albumu Lucki - którego celem był odbiorca - podlotek <20 ( notabene: - albumu nie najgorszego dla wskazanego przedziału wiekowego).
W dzisiejszym stanie posiadania Bohlena - kompozytora, płytą "Crazy" cieszę się znów, jak dziecko ! I choć wiem, że jest lepsza niż jakakolwiek inna płyta niemieckiego "Idola", wydana pod skrzydłami Dietera, jestem pewien, że w opiniach wielu modernmaniaków sczeżnie niczym fetor po pierdnięciu. I tego mi żal.
Ocena: 4,5/6
