Bohlena za nic nie kocham, cenie za wspaniałe melodie jakie DAWNIEJ tworzył, potrafił je też świetnie wyprodukować. Dziś też mu się czasem zdarza, ale już niezmiernie rzadko, ostatnie jego piosenki jakie mi się podobają, to Why The Kiss i wszystkie te wzorowane na Timbalandzie, który na tym forum jest notorycznie krytykowany.
Co do głosu, to są nagrania w których jego brzmienie mi się bardzo podoba, np. Deja vu czy Don't Do That, ale są takie, w których po prostu jest nieznośny, za przykład weźmy Backstreet Heaven. Poza tym są to tylko albumy, bo przecież nie można powiedzieć nic dobrego o jego występach live, bo to nie jest spiew, tylko miauczenie kota w rui. Tu Justyna ma zupełną rację, tak jak Thomas nie powinien zabierać się za komponowanie, bo się do tego po prostu nie nadaje, tak wycie Bohlena na żywo jest po prostu nieznośne. Jestem właściwie pewien, że nikt z Was nie kupił by płyty jakiegoś nieznanego wykonawcy z takim głosem, nikt nie poszedł by na jego koncert, a gdyby coś takiego poszło w radiu większość zmieniła by stacje z narzekaniem na dzisiejszą muzykę.
Teksty — jest kilka udanych, ale większość jest niestety żenująca i wywołuje zniesmaczenie na twarzy. Mówienie w tym wypadku o skrótach myślowych, nad którymi można się zastanawiać jest cokolwiek śmieszne, bo takie truizmy jak to, że "na boisku czasem wygrywa słabsza drużyna" poznaje każdy pięciolatek oglądając zmagania kojota ze strusiem pędziwiatrem. Dla mnie teksty "jesteś moją kosmiczną dziewczyną, i trudno cie znaleźć" są na poziomie "chodź tu do mnie poczuj się swobodnie". Dlaczego ten drugi ma być kretyński, a ten pierwszy świetny? Skąd ta podwójna miara?
Poza tym jedyne nad czym można się zastanawiać wsłuchując się czasem w te liryki, to to, jak można np. "stać w cieniu wiatru". Tu zwracam się do tych, którzy czasem je zgłębiają, aby mi to wytłumaczyli. Pisać takie rzeczy może każdy, udowodniono to nawet na tym forum w dziale z zagadkami. Jedna z nich przedstawiała właśnie kilka linijek, a pytano co to za utwór. Jak się okazało (autorem tego pyt. był zdaje się Arek), tekst ten napisał ona sam, w kilka chwil.
Osobiście jeśli zastanawiam się nad tekstem wykonawcy, to tylko wtedy jeśli jest on niejednoznaczny. Świetnym przykładem jest ten:
I'm taking a ride
With my best friend
I hope he never lets me down again
He knows where he's taking me
Taking me where I want to be
I'm taking a ride
With my best friend
We're flying high
We're watching the world pass us by
Never want to come down
Never want to put my feet back down
On the ground
I'm taking a ride
With my best friend
I hope he never lets me down again
Promises me I'm safe as houses
As long as I remember who's wearing the trousers
I hope he never lets me down again
Never let me down
See the stars, they're shining bright
Everything's alright tonight
Rozmyślałem nad nim kilka razy, mam troche interpretacji, może i Wy pokusicie się o jakąś. Na koniec dodam, że za te teksty nie ma do Bohlena pretensji, ostatecznie wielokrotnie podkreślał, że są o niczym i takie mają być. Powinny być jednak przynajmniej gramatyczne.
Co mi w Bohlenie przeszkadza: jest chamem, zarozumialcem, z przerośniętym ego, który ewidentnie zapomniał, że jest tym kim jest dzięki tym, którzy kupują jego muzykę. A tym wciska on wszystko. Co prawda było już o tym, ale dla przypomnienia:
48 Hours
http://ca.youtube.com/watch?v=SbbGb24JMis
My Bed is too big
http://www.youtube.com/watch?gl=CA&hl=en&v=Yo2nod-b0Q8
Po usłyszeniu tych dwóch nagrań Bohlen niesłychanie stracił w moich oczach, poczułem się wtedy strasznie oszukany.
Jest wielu wykonawców, których słuchanie nawet przez lata ciągle zaskakuje, w przypadku Dietera najczęstszym zaskoczeniem jest takie właśnie jak to sprzed niedawna:
http://michgub.wrzuta.pl/audio/jlYp3l2F ... 90_version.
Myślę, że część zna to nagranie, takie samo Dieter po prostu ukradł cztery lata później i miał czelność podpisać własnym nazwiskiem.
Są grupy, które nie mając nic muzycznie do powiedzenia po prostu nie nagrywają, ich nowymi albumami możemy cieszyć się co kilka lat, a Bohlen? Mówi nam o dinozaurach, sensie, ale w tydzień powstaje 14 nagrań i oto mamy wspaniały, świeży Mr Lonely... To zwykła chałtura i nic więcej.
Na koniec odnośnie rzekomych spotkań Thomasa i Dietera. Mam nadzieje, że to tylko urojenia i plotki, bo jeśli doszło by do takiego powrotu, to obaj powinni spaść ze szczytu na którym byli na samo dno, bo kolejny comeback pokazał by najdobitniej, że na dnie jest ich miejsce.