Didi&Thomas pisze:Wiecie, mnie zastanawia tylko fakt i słowa jakie wypowiedział Dieter po ostatnim wspólnym koncercie w Berlinie w 2003 roku - Bohlen powiedział wtedy że "dla Modern Talking nie ma już przestrzeni na rynku muzycznym", a przecież skoro jest nas, fanów MT tylu, to jednak jest ta przestrzeń, są tacy co czekaliby na kolejne płyty bez względu na to co pisali by o tej muzyce tzw. "wytrawni krytycy" Pytanie było jednak co by było gdyby MT się nie rozpadł. Myślę że nie byłoby Blue System, sukcesy na listach przebojów byłyby też mniejsze niż w latach 86-87, ale prawdziwi fani na pewno by nie zawiedli. Niestety rynek muzyczny rządzi się swoimi prawami: były czasy italo disco i euro dance, potem była moda na kawałki tria Stoke&Eitckac&Waterman, potem przyszedł RAP, szaleństwo Boys Bandów, ale dla mnie wszystko co przyszło po MT było blade i popularne w wąskim znaczeniu. A przecież za Modern Talking nie było muzycznych telewizji, u nas w Polsce puszczali ich tylko w dyskotekach i w drugim programie PR w takim cyklu "Muzyka nocą" A płyty ? Kto pamięta tamte czasy wie jak trudno było je zdobyć. A jednak był suckes i było szaleństwo, bo ich muzyka była i jest ponadczasowa.
To dobre spostrzeżenia, trudno się z nimi nie zgodzić. Nie wiem, może się starzeję

ale ostatnio coraz częściej mnie nachodzą myśli, że "dzisiejsza muzyka" to już jest "nie to". I nawet nie chodzi mi o to, że nie mam czego słuchać - wręcz przeciwnie, jest dużo ciekawej muzyki, powstały nowe gatunki i jest sporo porządnych zespołów. Ale.. nie ma w tym już tego elementu emocji, słucham sporo fajnej muzy, ale bez większego zaangażowania - jest ładna, dobrze brzmi i tyle. Nie czuję żadnej więzi z tymi zespołami, tylko uznanie, że tworzą ciekawe piosenki. Nie wiem na ile to jest kwestia mojego "wieku"

(jak wiadomo, większośc ludzi z wiekiem trzyma się muzycznie 'swoich czasów', nie zaczyna z nowymi wykonawcami) a na ile dzisiejszy stan rynku muzycznego. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jednak to drugie. Gdzieś kiedyś przeczytałam wypowiedź Thomasa (ale nie pamiętam gdzie), dokładnie nie przytoczę jego słów, ale ogólny sens był taki, że stwierdził, że powtórka sukcesów z lat 80 jest prawie niemożliwa. Nie chodzi nawet o MT, zdaje się, że mówił ogólnie o rynku muzycznym. Dawniej muzyka grała ważną rolę, teraz jest internet, gry, pełno innych atrakcji. Żaden wykonawca obecny nie powtórzy sukcesu, jaki był dany wielu zespołom lat 80 (a tamte czasy, trzeba przyznać, obfitowały w takie właśnie szybkie kariery) i wątpliwe, by pojawiła się osobowość sceniczna na miarę Madonny czy Michaela Jacksona. Widzicie kandydatów? Bo ja nie. Myślę, że Thomas trafił w 10, łebski gość. Obserwuję od jakiegoś czasu to, co się dzieje w muzyce. Otóż łatwośc nagrywania muzyki właściwie przez każdego, spowodowała powstanie mnóstwa zespołów. Jest większy wybór, większe rozwarstwienie, zróżnicowanie. Mało jest wykonawców, którzy zdolni byliby "zapełnić stadion". Nie trzeba już zbytnio pchać się do wielkich wytwórni, internet pomaga w poromocji kolejnych wykonawców. Oczywiście to wszystko jeszcze jest nadal w powijakach, wielkie firmy płytowe nadal się trzymają, ale i tak widać mnóstwo zmian. Do tego internet przyczynił się do piractwa, łatwości uzyskania piosenki bez płacenia za nią - wg mnie to ogromnie obniżyło wartośc muzyki jako takiej. Telewizje muzyczne więcej uwagi poświęcają promowaniu dzwonków do komórek niż teledysków..
Nie wiem jak to jest u dzisiejszej młodzieży, ale czy oni maja w ogóle jakieś 'ukochane' zespoły, wokalistów? Celowo piszę 'ukochane', wiadomo bowiem, jak fan podchodzi do swojego zespołu (oczywiście to słowo-przenośnia

). Odnoszę wrażenie, że raczej te wszystkie Jay Z, Beyonce i inne Christiny Aguilery to takie wypełniacze czasu i materiał na dzwonki do telefonu.

Może się mylę, jeśli tak, no cóż.. chciałabym się mylić.
Jeszcze coś odnośnie tegorocznego festiwalu sopockiego. Czytałam wypowiedzi internatutów pod relacją z koncertu. Wiadomo, wszystkich nie zadowolisz - choc większość była pozytywna, znaleźli się malkontenci, narzekający, że "kicz i tandeta, że po co robić takie imprezy z byłymi gwiazdami". I wiecie co, ktoś poczynił celne spostrzeżenie w odpowiedzi na te narzekania - "może i tandetne, może i byłe gwiazdy, ale zobacz, jakie masy ludzi przyszły na ich występ (bilety sprzedano w 2 godziny!), i zobacz, jakie budzili emocje. Myślisz, że na podobny koncert Dody czy Feela za 25 lat ktokolwiek przyjdzie? Wątpię, czy pies z kulawą nogą będzie o nich jeszcze pamiętał". A więc właśnie. Chyba z latami 80 skończyła się epoka uwielbianych gwiazd..