Strona 2 z 7
Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: czw maja 08, 2008 20:29
autor: adamstan
Właśnie zapoznaję się z całą płytką. Kompozycje są świetne - mają ten klimacik za który kochamy MT. Niestety dla mnie wszystko psuje Systemsowy beat - cholera, oni naprawdę nie umieją programować perkusji i basu niestety... :-/ Aż szkoda takich fajnych piosenek...
Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: czw maja 08, 2008 21:00
autor: Atlantis
No to tak czytam co piszecie i dochodzę do wniosku: po co właściwie ten Bohlen, po co Anders? Chórki mamy, spiewać może Ashley, nagrał już parę płyt, może ze trzy, cztery, z pewnością jest lepszy od Bohlena i przerósł go wraz z Systemsami, to brzmienie które osiągneli-to lepsze niż If I..., Win The Race, Locomotion Tango i inne dokonania Bohlena. Nie mówiąc już o takich miernotach jak Why The Kiss, Never Ever let You Go, Maybe, czy Gasoline.
No i to wina Dietera, że dziś takie brzmienie upadło.
Z piosenkami jakie tu są gloryfikowane jest problem taki jak z komputerem Amiga-ma rzesze swoich fanów, jednak nie należy oczekiwać że cały świat oszeleje na jej punkcie.
Jak tak dalej pójdzie, to nawet jak Bohlen będzie leżał pod respiratorem, to i tak będą do niego pretensje, że nie nagrywa moderntalkingowych piosenek, a przecież znalazł się jego kolejny chórzysta, który nagrywa i nagrał już dwa single i album i generalnie przerósł mistrza.
Co do samej płyty. W aranżacjach właściwie nie zrobiono postepu, ten sam badziew co na płytach SiB. Jedyny jakoś odróżniający się Magical Moon akurat jest moim zdaniem niesłusznie krytykowany. In The Name of love-tu jest niezła melodia, choć utwór to kalka Ready For The Victory. Na plus można zaliczyć dwie ballady, zwłaszcza tę o Kopciuszku, ma świetną melodię, nie wiem tylko po co tam dano te chórki. Ok, wszyscy wiemy kto je spiewał, to ich mocny atut, ale dawanie ich wszędzie i bez umiaru jest bezsensowne.
Ogólnie, płyta nie jest bardzo zła, na pewno lepsza niż solowe płyty Sibów, musicie jednak zgodzić się że brzmieniowo to jest beznadzieja i mówienie o tym, że jest jak Modern Talking lat 80., to wystawianie jak najgorszego świadectwa zespołowi, który jednoczy wszystkich na tym forum. To nie jest ten klimat, to brzmienie, to tylko kopia, bardzo nieudolna, jak wszystkie kopie Bohlena.
Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: czw maja 08, 2008 21:25
autor: Mateusz
Atlantis pisze: z pewnością jest lepszy od Bohlena i przerósł go wraz z Systemsami, to brzmienie które osiągneli-to lepsze niż If I..., Win The Race, Locomotion Tango i inne dokonania Bohlena.
nigdy w życiu, Bohlen to mistrz nad mistrze i nikt mu nie dorówna, nikt nie napisał że jest inaczej
Atlantis pisze:No i to wina Dietera, że dziś takie brzmienie upadło.
no po cześci tak, w pewnym sensie potrafię go jednak go zrozumieć, skończył w modern talking i postanowił pisać inne kawałki. to że mi się nie podoba to co teraz produkuje to inna kwestia. jesli jednak mam okazje posłuchać substutytu MT zrobionego z klasą - wybieram substytut.
Atlantis pisze:Z piosenkami jakie tu są gloryfikowane jest problem taki jak z komputerem Amiga-ma rzesze swoich fanów, jednak nie należy oczekiwać że cały świat oszeleje na jej punkcie.
a kto tutaj cokolwiek gloryfikuje? z tego co ja widze każdy wyraża swoje zdanie, jedni pozytywne inni negatywne i nikt tym bardziej nie oczekuje od nikogo żeby lubił Ashleya (!) ja przynajmniej tego nie zauważylem.
Atlantis pisze:Jak tak dalej pójdzie, to nawet jak Bohlen będzie leżał pod respiratorem, to i tak będą do niego pretensje, że nie nagrywa moderntalkingowych piosenek, a przecież znalazł się jego kolejny chórzysta, który nagrywa i nagrał już dwa single i album i generalnie przerósł mistrza.
widze tutaj wyraźną frustrację faktem że piosenki Ashleya i SIB'ów podobają sie ludziom

spokojnie

ja na przykład nigdy nie twierdziłem i nie twierdze że uczeń przerósł mistrza bo mistrz jest tylko jeden i na zawsze pozostanie, czegokolwiek by teraz nie nagrywał.
Atlantis pisze:To nie jest ten klimat, to brzmienie, to tylko kopia, bardzo nieudolna, jak wszystkie kopie Bohlena.
Jasne że kopia, i kopią pozostanie na wieki, ale nie jest kopią nieudolna tylko najlepszą z tych jakie do tej pory powstały.
Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: czw maja 08, 2008 21:35
autor: Pkmodern
Atlantis pisze:No to tak czytam co piszecie i dochodzę do wniosku: po co właściwie ten Bohlen, po co Anders? Chórki mamy, spiewać może Ashley, nagrał już parę płyt, może ze trzy, cztery, z pewnością jest lepszy od Bohlena i przerósł go wraz z Systemsami, to brzmienie które osiągneli-to lepsze niż If I..., Win The Race, Locomotion Tango i inne dokonania Bohlena. Nie mówiąc już o takich miernotach jak Why The Kiss, Never Ever let You Go, Maybe, czy Gasoline.
No i to wina Dietera, że dziś takie brzmienie upadło.
Z piosenkami jakie tu są gloryfikowane jest problem taki jak z komputerem Amiga-ma rzesze swoich fanów, jednak nie należy oczekiwać że cały świat oszeleje na jej punkcie.
Jak tak dalej pójdzie, to nawet jak Bohlen będzie leżał pod respiratorem, to i tak będą do niego pretensje, że nie nagrywa moderntalkingowych piosenek, a przecież znalazł się jego kolejny chórzysta, który nagrywa i nagrał już dwa single i album i generalnie przerósł mistrza.
Co do samej płyty. W aranżacjach właściwie nie zrobiono postepu, ten sam badziew co na płytach SiB. Jedyny jakoś odróżniający się Magical Moon akurat jest moim zdaniem niesłusznie krytykowany. In The Name of love-tu jest niezła melodia, choć utwór to kalka Ready For The Victory. Na plus można zaliczyć dwie ballady, zwłaszcza tę o Kopciuszku, ma świetną melodię, nie wiem tylko po co tam dano te chórki. Ok, wszyscy wiemy kto je spiewał, to ich mocny atut, ale dawanie ich wszędzie i bez umiaru jest bezsensowne.
Ogólnie, płyta nie jest bardzo zła, na pewno lepsza niż solowe płyty Sibów, musicie jednak zgodzić się że brzmieniowo to jest beznadzieja i mówienie o tym, że jest jak Modern Talking lat 80., to wystawianie jak najgorszego świadectwa zespołowi, który jednoczy wszystkich na tym forum. To nie jest ten klimat, to brzmienie, to tylko kopia, bardzo nieudolna, jak wszystkie kopie Bohlena.
Tak Atlantis przeczytałem co napisałeś i widzę iż bardzo płytko, bez przemyślenia przestawiasz swoje wywody. Widzę iż nie potrafisz zrozumieć, albo jeszcze do Ciebie nie dotarło iż Modern Talking skończył się w 2003 roku i koniec - nie ma! To co nagrali do tej pory Thomas i Dieter - tego nie można w jakimkolwiek sensie nazwać Modern Talking, bo Modern Talking to Dieter i Thomas razem, a nie oddzielnie. Kwestia Systemsów i Ashley'a to nic innego jak bazowanie na tym co tworzyło część Modern Talking - muzyka i łatwo wpadający w ucho tekst. A dla tych Fanów Modern Talking, którzy z utęsknieniem czekają na jakiekolwiek melodie w stylu tego dobrze nam znanego Modern Talking - płyty SIB czy Marka są tą magiczną powtórką do przeszłości. Istotne jest tu jedno - Oni nagrywają w tym naszym ulubionym stylu, Bohlen już niestety nie (nowa płyta Medlocka będzie kolejną kalką tego co wcześniej piosenki pokolenia DSDS ukazały). I dla samej radości słuchania tego specyficznego stylu, naprawdę możemy uważać za szczęście to że Ashley z SIB wydali tą płytę.
Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: czw maja 08, 2008 21:42
autor: Atlantis
Nie jestem tym faktem sflustrowany, bo muzyka ma dawać radość i są to, jak mówi Dieter, emocje. Ja nigdy nie zadowalałem się substytutami i stąd wywodzi się moja niechęt do tego wszystkiego. Sflustrowany jestem i nie mogę po prostu nie skomentować faktu, że pisze się, że You Kill Me With Your Smile brzmi jak MT lat 80. Brzmienie tego utworu pozostawię bez komentarza. Utwór tytułowy brzmi również jak Milano, tudzież inny wytwór naszego rodzimego rynku muzyki tanecznej, a ne MT. Podobnie Lonely Nights in Avalon- to też raczej zespół Akcent, a nie spółka Bohlen-Rodriques.
Pamiętam, że kiedy usłyszałem, że MT to koniec, było to bardzo treaumatyczne przeżycie. Z biegiem czasu jednak nauczyłem się to doceniać, że potrafili odejść jako zespół legenda, żegnając się rewelacyjnym albumem, a nie nagrywając czegoś takiego jak dzisiejsze Bad Boys Blue.
Gloryfikacją nazwałem uwielbienie dla piosenek z lat 80. Sam je bardzo lubie, ale to było 20 lat temu i nie na miejscu byłaby teraz papierowa scenografia w teledyskach, no i takie jak wtedy nagrania. Że czasem udaje się stworzyć coś takiego, co bardzo tamte lata przypomina, a przy tym nie jst obciachem pokazuja takie utwory jak Mrs. Robota czy Why The Kiss, jednak sa to sporadyczne przypadki.
Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: czw maja 08, 2008 21:50
autor: Atlantis
Tak Atlantis przeczytałem co napisałeś i widzę iż bardzo płytko, bez przemyślenia przestawiasz swoje wywody.]
Płytkim to jest napisanie, że czyjeś wywody są płytkie, bez podania konkretnej argumentacji.
Mateusz również nie zgadza się z moimi pogladami, ale potrafi kulturalnie z nimi polemizować.
A co do mojego zdania, nie przeszkadza mi to, że komuś podoba się ta płyta. Natomiast mówienie o tym że jest jak Modern Talking jest po prostu nie na miejscu, bo to tak jak zobaczyć pocztówkę i powiedzieć: byłem nad morzem. To brzmienie jest tak jak napisałes, płytkie. Okropne, plastikowe, momentami wręcz żenujace.
Powody dla którego nie ma więcej piosenek jak MT. Zmieniły się czasy, a poza tym jakoś zawsze było tak, że ci wszyscy, którzy ich nasladowali zawsze byli o pare klas niżej, nawet BBB w latach 80.
Podsumowując: jeśli komuś się to podoba to bardzo dobrze i jestem jak najbardziej za. Ale mówienie o tym, że jest jak siódma płyta MT z lat 80. jest delikatnie mówiąc grubą przesadą, robiącą z Modern Talking jakiś podrzędny, weselny, chodnikowy zespół.
Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: czw maja 08, 2008 22:03
autor: adamstan
Atlantis pisze:Sflustrowany jestem i nie mogę po prostu nie skomentować faktu, że pisze się, że You Kill Me With Your Smile brzmi jak MT lat 80. Brzmienie tego utworu pozostawię bez komentarza. Utwór tytułowy brzmi również jak Milano, tudzież inny wytwór naszego rodzimego rynku muzyki tanecznej, a ne MT. Podobnie Lonely Nights in Avalon- to też raczej zespół Akcent, a nie spółka Bohlen-Rodriques.
Atlantis pisze:Co do samej płyty. W aranżacjach właściwie nie zrobiono postepu, ten sam badziew co na płytach SiB
Niestety tak... Aczkolwiek w samych melodiach jest pewien potencjał, i myślę, że przy odrobinie czasu byłbym w stanie do doprowadzić do nieco bliższej "oryginałowi" postaci - bo większość patentów aranżacyjnych Bohlen-Rodriguez z lat '80 mam już jako-tako opanowaną
Myślicie że warto spróbować? Jak tak, to wytypujcie kawałek-kandydata do testu

Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: czw maja 08, 2008 22:13
autor: Mateusz
adamstan pisze:Myślicie że warto spróbować? Jak tak, to wytypujcie kawałek-kandydata do testu
Do You Remember of course!

Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: pt maja 09, 2008 10:13
autor: Daniel
Atlantis pisze:to brzmienie które osiągneli-to lepsze niż If I..., Win The Race, Locomotion Tango i inne dokonania Bohlena.
Nie bluźnij!
Żaden twór modernopodobny nigdy nie dogoni, a tym bardziej wyprzedzi Bohlena i Andersa!
Płytka może jest dobra, jak na naśladowców, ale nie wierzę ze może być lepsza niż cokolwiek, co napisał Bohlen dla MT.
Aż sobie zaraz posłucham i się przekonam... co takiego jest tam lepszego od If I... albo Locomotion Tango...
[aktualizacja]
Atlantis pisze:Ogólnie, płyta nie jest bardzo zła, na pewno lepsza niż solowe płyty Sibów, musicie jednak zgodzić się że brzmieniowo to jest beznadzieja i mówienie o tym, że jest jak Modern Talking lat 80.
Ufff, sorry, do konca nie doczytalem, ze to bylo pisane w ironią !
Ale tak mnie to poruszylo ze szybko musialem napisac co o tym myslę (bez doczytania do końca!)

Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: pt maja 09, 2008 11:42
autor: Peter
Mateusz pisze:Panie i Panowie - mamy 7 płytę Modern Talking z lat 80

bo tak brzmi ten album.
No bez przesady, jak można porównywać np: dwie ostatnie płyty MT do czegoś takiego? Tutaj tylko w miarę przyzwoicie brzmi Back to summer 97 a reszta to totalne dziadostwo, ja nie wiem jak wytwórnie płytowe mogą wypuszczać coś takiego, ale cenie upodobania fanów Ashleya. Według mnie Ashley tworzy bardzo płytką muzykę disco polo Ashley ma głos podobny do Andersa, ja jednak dostrzegam znaczną różnicę. Trzeba wreszcie prawdzie spojrzeć w oczy żaden wykonawca nie dorówna nigdy Modern Talking!!!! Możliwe, że blisko muzyki Bohlena są SIB ale oni naśladują BS. Jedynym wykonawcą, który może dorównać do MT jest tylko Thomas Anders.
Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: pt maja 09, 2008 15:06
autor: Blue Forever
Wracam do opisu płyty...
You Kill Me With Your Smile - Bardzo mi się podoba, gdyż wykonanie refrenu przypomina mi utwór Les McKeown'a - praktycznie identycznie śpiewa słowo "Suzanne". Świetny klimat.
Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: pt maja 09, 2008 18:58
autor: Mateusz
Peter pisze:No bez przesady, jak można porównywać np: dwie ostatnie płyty MT do czegoś takiego? Tutaj tylko w miarę przyzwoicie brzmi Back to summer 97 a reszta to totalne dziadostwo, ja nie wiem jak wytwórnie płytowe mogą wypuszczać coś takiego, ale cenie upodobania fanów Ashleya. Według mnie Ashley tworzy bardzo płytką muzykę disco polo Ashley ma głos podobny do Andersa, ja jednak dostrzegam znaczną różnicę.
Pisząc że mamy 7 album z lat 80, mialem na mysli że mamy do czynienia z bardzo dobrym nasladownictwem i przy tym twierdzeniu pozostaję nadal. Album mi sie podoba a "dziadostwo" na nim zawarte brzmi bardzo przyzwoicie. A jesli chodzi o głos Ashleya to baaardzo mu daleko do Andresa, nie ma czego porównywac w zasadzie:)
Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: pt maja 09, 2008 20:07
autor: Daniel
No więc właśnie słucham sobie tej płytki...
O cóż mogę powiedzieć o niej dobrego... że jest modernopodobna.
I na tym wlasciwie jej zalety się kończą.
Aranzacja i instrumentarium wola o pomste do nieba! Toz takie "bździum bździum" to mozna zagrac na "keyboardzie" kupionym za 100 zl na stadnionie 10lecia, albo jak kto teraz woli w Auchanie w dziale z zabawkami. Zreszta zarowno panowie SIB jak i MA juz nas do takich aranzow przyzwyczaili. Oto jest wyjasnienie dlaczego DB zrobil kariere, a SIBy nadawali sie tylko do chórków (w dodatku w tajemnicy!). Wokal MA niby podobny do Thomasa jest jednak 5 klas wstecz. Anders ma "gawał głosu", potrafi zaspiewac bardzo nisko, jak i wysoko. MA piszczy niczym weselni zabawiacze i w kazdym nagraniu spiewa identycznie. Odnosze wrazenie ze to caly jego Andersopodobny glos jest po prostu wyuczony (gosciu byl fanem MT i tyle razy cwiczyl z marchewka do lustra, ze az nauczyl sie spiewac podobnie do Thomasa, wypowiadac i akcentowac slowa).
Niestety prawda jest taka, ze jesli chcemy jeszcze uslyszec dobre piosenki w stylu Dietera, to musza sie za nie zabrac naprawde PROFESJONALIŚCI! I jesli w skladzie producenckim nie bedzie Bohlena albo Rodriguesa albo Axela Breitunga, to bedziemy otrzymywac wlasnie takie kompozycje, ktore nadaja sie do sluchania po przynajmniej 4 piwach. Cała plyta jest bardzo monotonna i wrecz męcząca, wysluchac calosc bez przerywania to naprawde duzy wyczyn.
A dla porowniania taka produkcja jak chociazby BWO ze Szwecji, rowniez mocno "zalatujaca" latami 80tymi jest znakomita, a sluchanie albumu Prototype to prawdziwa przyjemnosc (chociaz nie jest to styl typowo Bolenowski).
Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: pt maja 09, 2008 20:46
autor: Peter
Daniel pisze:Niestety prawda jest taka, ze jesli chcemy jeszcze uslyszec dobre piosenki w stylu Dietera, to musza sie za nie zabrac naprawde PROFESJONALIŚCI! I jesli w skladzie producenckim nie bedzie Bohlena albo Rodriguesa albo Axela Breitunga, to bedziemy otrzymywac wlasnie takie kompozycje, ktore nadaja sie do sluchania po przynajmniej 4 piwach.
Podejrzewam, że sam Anders wystarcza przydałby mu się do pomocy, ktoś, kto robi dobre aranżacje, niekoniecznie Rodriguez byle nie Thomas Widrat. Co do głosu Ashleya możliwe, że jest wyuczony jest znacznie słabszy od głosu Thomasa i tylko troszeczkę podobny. Zresztą TA się lepiej prezentuje o niebo od MA(ślicznie wychodzi na okładkach na koncertach co nie można powiedzieć o MA). Ja lubię plastikowe brzmienie, ale ta płyta jest zbyt plastikowa zbyt płytka, ma zbyt prosta muzykę.
Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: pt maja 09, 2008 22:09
autor: Mateusz
Daniel pisze: wysluchac calosc bez przerywania to naprawde duzy wyczyn.

ja ten wyczyn wykonałem juz ze 100 razy w samochodzie

Re: Mark Ashley wciąż żyje ;)
: pt maja 09, 2008 23:56
autor: adamstan
Daniel pisze:A dla porowniania taka produkcja jak chociazby BWO ze Szwecji, rowniez mocno "zalatujaca" latami 80tymi jest znakomita, a sluchanie albumu Prototype to prawdziwa przyjemnosc (chociaz nie jest to styl typowo Bolenowski).
O tak - REWelACyjNA płyta, uwielbiam ją
