MichałT pisze:Bardzo lubię ten zespół

Mam nawet ich kasety w domowej dyskografii
Jeśli chodzi o ich pierwszą płytę -
Hello, to moimi ulubionym piosenkami, są: największy hit zespołu Joy -
Touch By Touch (świetna jest także wersja maxi

),
Valerie oraz
Darling. Ogólnie utwory z pierwszej płyty są bardzo melodyjne, aranżacje też są niezłe - typowe dla lat 80., choć może troszeczkę zbyt "disco - polowe".
Druga płyta, czyli
Joy and Tears jest stosunkowo podobna brzmieniowo do pierwszej. Melodie są równie melodyjnie, a aranże stoją na podobnym poziomie. Na tym krążku możemy znaleźć, kilka utworów wartych polecenia. Są to:
Touch Me My Dear,
Black Is Black oraz tytułowy
Joy And Tears. Ta ostatnia kompozycja jest szczególnie warta uwagi. Aranżacja jest naprawdę cudowna, melodia jest genialna, a całość uzupełnia dźwięk harmonijki ustnej, oraz głos wokalisty, który przypomina wokal piosenkarza OMD
Trzecia płyta zespołu, zwana po prostu 3rd (third), bądź She's Dancing Alone to w zasadzie nie jest album Joya, a krążek keyboardzisty tej grupy - Andy'ego Schweitzera, który opuścił zespół, aby rozpocząc karierę solową. Jak dla mnie album ten jest najlepszy z dyskografii Joy (i ludzi z nim związanych

). Kawał melodyjnych piosenek i typowych dla lat 80. aranżów. Prawie każdy utwór, to potencjalny hit. Niższy poziom prezentuje tu w zasadzie tylko kompozycja "Venus" (nie jest to cover piosenki grupy Shocking Blue) reszta to po prostu sam balsam dla ucha. Gorąco polecam album. Listen and En
joy it
Pozdrawiam
Wielki Fan MichałT
Coś dzwoniło ale nie w tym kościele.

Faktycznie jest to krążek solowy Andy'ego Schweitzera, ale.... on jako jedyny został w zespole, Freddy i Manfred zespół opuścili, Andy mając prawo do nazwy pozostał pod starym szyldem i poszukał sobie nowego wokalisty i nagrał nowy materiał. Kompletna porażka muzyczna jak dla mnie. "Venus" to chyba po niemiecku było, takie wyszeptane, wogóle nie w stylu disco.
Sam zespół nie broni się z perspektywy lat, może kiedyś mi się to mogło podobać 5 lat temu jak to poznawałem, straszliwe są aranżacje, one zabijają ducha tej muzyki, wogóle to takie mało typowe jak na euro disco a bardziej takie discofoxowe, szlagierowe, nie wiem jak to mam nazwać? W Niemczech nie ma disco polo.Jak zaczyna się "Touch By Touch" to mnie odpychają te szlagierowe pierwsze takty, to nie jest to, podobnie mnie odpycha "Cheek to cheek" takie disco fox chyba to jest. Zespól zwyczajnie nie ma porównania do London Boys czy już zwłaszcza Alexa Breitunga i Silent Circle, to jest po prostu słabe, na dzień dzisiejszy lubię tylko jedną piosenkę "Lost In Hong Kong". Ona chyba zawsze była moją ulubioną, ale zespół w panteonie ikon lat 80 tych i tak jest, ale w moim odczuciu jest najsłabszy, choć lepszy niż np: takie wynalazki jak Fresh Fox czy Mark Ashley.
PS. dla tych co się nie orientują kto był kto to liderem był Freddie, klawiszowcem był wspomniany Andy a basistą Manfred Andy został sam w zespole.
Ciekawa jest ta zmiana z perspektywy lat, bo dzisiaj mi się Joy zupełnie nie podoba, a London Boys dużo bardziej cenię.
