Pioetrek pisze:[...] Jest też coś takiego w brzmieniu tej płyty co troszkę odejmuje jej u mnie punktów. Nie potrafię tego konkretnie nazwać ale podobne odczucia mam do Backstreet Dreams - BS oraz do produkcji dla Y. Catterfeld i N. Tineo. Coś jakby dobre kawałki puszczać na kiepskim sprzęcie. Aczkolwiek poziom płyty C.C.Catch i BS jest moim zdaniem sporo wyższy od wymienionych przeze mnie nowszych produkcji - a pojedyncze kawałki, chociażby Nothing but heartache zaliczam do wielkich dzieł Dietera.

[...]
Wiecie, co tak naprawdę z punktu widzenia technicznego, różni nowsze produkcje od tych wcześniejszych? Cztery główne rzeczy:
1. Kompresja. Dawniej realizowano tak płyty, że odstęp między najcichszym fragmentem a najgłośniejszym, w danym utworze, był względnie duży. Przy tym, najgłośniejszy peak utworu niekoniecznie dobijał (jak dziś) do bezwzględnego cyfrowego zera. Tak zwana wartość średnia
RMS oscylowała w granicach -15... -14 dB. Zapewniało to swego rodzaju oddech nagraniu i niemęczący wielokrotny odsłuch. Jednak wyścig rozgłośni radiowych o "jak najlepsze brzmienie" (z założeń psychoakustycznych wynika, że głośniejsze odtworzenie wyda się odbiorcy lepsze), spowodował, iż realizatorzy zaczęli niemiłosiernie pompować nagrania, zwiększając ich RMS do -9 ... -4dB. Taki zapis pliku, w softwarowym edytorze, wygląda jak... parówka.

Dźwięk jest dynamiczny, agresywny, na pierwszy rzut oka (a raczej ucha) wydaje się atrakcyjniejszy, ale... szybciej męczy, nie ma przestrzeni, staje się bliższy, bez głębi i trudniej w nim umieścić tzw. smaczki, z jakich przecież słynęły realizacje Dietera.
2. Pogłosy. W sztuce realizacji dźwięku, z czasem zaczęto minimalizować użycie pogłosów, czy to pod postacią klasycznych efektów typu reverb, czy też innych odbiciowych, jak delay itp. I nie dotyczy to tylko wokali, ale także innych instrumentów. Bardzo dobrze to słychać choćby na przykładzie werbli. Zwróćcie uwagę, im wcześniejsza produkcja Bohlena, tym werbel ma większy pogłos. Dzisiaj są to już produkcje bliskie, wręcz rzucające się na twarz słuchacza. I znowu, tracimy przez to głębię, swego rodzaju tajemniczość i możliwość delektowania się smaczkami. Taka moda.
3. Tonacje. Nie wiem, czy ktoś to analizował, ale zauważcie, że wcześniejsze utwory Dietera były komponowane w tonacjach mollowych. Nawet, jeśli był to utwór o wysokim tempie, z założenia np. do dyskoteki, to taka tonacja minorowa wkładała do utworu jakiś taki posmak melancholii, romantyzmu. Im głębiej w las, tym więcej drzew.

Później Dieter, wraz z całą modą muzyki tanecznej, przechodzi w większości kompozycji na tonacje durowe. A te już nie niosą ze sobą takich nostalgicznych nut.
4. Instrumenty. U Dietera zmieniało się to z płyty na płytę i z roku na rok, a były to wymiany całych technologii i to przekładało się na brzmienie. Najpierw analogi (jak Sequential Circuit Prophet 5 słyszalny choćby doskonale na pierwszym albumie MT), potem okres cyfrowych brzmień (Yamaha DX7 itp.), jak choćby na pierwszej płycie C.C.Catch. Następnie moda na samplery (akademicki wręcz przykład w Testamente D`Amelia), a pod koniec, wirtualne analogi (Clavia Nord Lead) i software komputerowy (ostatnie płyty BS i nowe MT po powrocie). To, wierzcie mi, nie pozostało bez przełożenia na zmianę brzmienia, o jakim wspominacie.
Kwestia zmiany sposobu nagrywania i przejście z wielośladu analogowego na cyfrowe rejestratory DAW i edycję komputerową, na ogólny wyraz kompozycji ma już mniejsze znaczenie (choć zapewne przyczyniła się także w jakimś stopniu do tego, co składa się na różnice wcześniejszych nagrań względem tych późniejszych).
To tyle
uchem branżowca.

Jeśli to
off-topic, to przepraszam i wnioskuję o przeniesienie posta.
