Modern Talking jako zespół grający na żywo
: pt paź 18, 2019 23:41
Słuchając ostatnich koncertów Dietera z jego solowej trasy i katując po raz kolejny koncerty Thomasa z lat '80 zebrało mi się na przemyślenia na powyższy temat. Może to będzie jakiś zaczyn do dalszej dyskusji 
Jak dobrze wiecie, MT grało pełnowymiarowe koncerty, ale dopiero przy okazji swojego triumfalnego powrotu w latach dziewięćdziesiątych, zaczynając od dużej trasy w ramach promocji albumu "Back for Good" a kończąc na drastycznie zredukowanej serii koncertów promujących krążek "Universe". Czy można jednak powiedzieć, że były to koncerty w pełni na żywo? Oglądając np. cały koncert z Moskwy z trasy BfG bardziej słychać podkład puszczony z taśmy niż cokolwiek innego, chociaż na scenie widzimy cały zespół - jak mniemam - profesjonalnych muzyków. To samo można powiedzieć o koncercie z Budapesztu - największego jeśli chodzi o publiczność. I o tym ostatnim, berlińskim z 2003 roku.
Ubolewam też trochę nad faktem, że Modern Talking w latach '80 nigdy nie dało koncertu. Takiego z prawdziwego zdarzenia. Fakt, sama forma w jakiej zespół wówczas funkcjonował uniemożliwiała organizowanie jakichkolwiek tras koncertowych, bo w końcu gdzie by był czas na skomponowanie, nagranie i wypuszczenie dwóch albumów w ciągu jednego roku?
Jednak przykład pierwszych koncertów Thomasa po pierwszym rozpadzie zespołu, gdy występował w RPA i Chile doskonale pokazuje, że takie koncerty mogły naprawdę fajnie wyglądać, no i brzmieć. Gdyby MT poszło w tę stronę, to myślę, że udział Dietera i Luisa w przygotowaniach do takich koncertów tym bardziej pomógłby w przetłumaczeniu typowo studyjnego projektu na wersję sceniczną.
Takie doświadczenie zapewne nie byłoby bez znaczenia dla charakterystycznego brzmienia MT. Częstszy kontakt z publiką i wychwytywanie tego co jej się najbardziej podoba zapewne przyczyniłoby się do pewnej ewolucji muzyki tworzonej przez Dietera. Kto wie, może jego nieusidlona gitara w końcu zostałaby podłączona i przestałaby być tylko rekwizytem?
Jak dobrze wiecie, MT grało pełnowymiarowe koncerty, ale dopiero przy okazji swojego triumfalnego powrotu w latach dziewięćdziesiątych, zaczynając od dużej trasy w ramach promocji albumu "Back for Good" a kończąc na drastycznie zredukowanej serii koncertów promujących krążek "Universe". Czy można jednak powiedzieć, że były to koncerty w pełni na żywo? Oglądając np. cały koncert z Moskwy z trasy BfG bardziej słychać podkład puszczony z taśmy niż cokolwiek innego, chociaż na scenie widzimy cały zespół - jak mniemam - profesjonalnych muzyków. To samo można powiedzieć o koncercie z Budapesztu - największego jeśli chodzi o publiczność. I o tym ostatnim, berlińskim z 2003 roku.
Ubolewam też trochę nad faktem, że Modern Talking w latach '80 nigdy nie dało koncertu. Takiego z prawdziwego zdarzenia. Fakt, sama forma w jakiej zespół wówczas funkcjonował uniemożliwiała organizowanie jakichkolwiek tras koncertowych, bo w końcu gdzie by był czas na skomponowanie, nagranie i wypuszczenie dwóch albumów w ciągu jednego roku?
Jednak przykład pierwszych koncertów Thomasa po pierwszym rozpadzie zespołu, gdy występował w RPA i Chile doskonale pokazuje, że takie koncerty mogły naprawdę fajnie wyglądać, no i brzmieć. Gdyby MT poszło w tę stronę, to myślę, że udział Dietera i Luisa w przygotowaniach do takich koncertów tym bardziej pomógłby w przetłumaczeniu typowo studyjnego projektu na wersję sceniczną.
Takie doświadczenie zapewne nie byłoby bez znaczenia dla charakterystycznego brzmienia MT. Częstszy kontakt z publiką i wychwytywanie tego co jej się najbardziej podoba zapewne przyczyniłoby się do pewnej ewolucji muzyki tworzonej przez Dietera. Kto wie, może jego nieusidlona gitara w końcu zostałaby podłączona i przestałaby być tylko rekwizytem?