
W roku 1988 wciąż jeszcze nie mogłem się otrząsnąć po rozpadzie Modern Talking. Nie ja jeden jak się wkrótce okazało... Fani nie mieli już na co czekać. Nie ukazywały się kolejne albumy MT, a wszelkie media z dziką i bezmyślną radością (czyli złośliwością) egzaltowały się rozpadem duetu. Blue System i solowe albumy Thomasa Andersa nie były w stanie zastąpić tej niepowtarzalnej magii, jaką generowali obaj panowie, pracując razem. Wspomnianej magii nie zrozumie też ten, kto nie był prawdziwym entuzjastą nagrań Modernu.
Z mojej strony mogę powiedzieć, że w latach 80 bylem bezgranicznym fanem MUZYKI tego duetu. Zawsze miałem świadomość, ze są to kompozycje proste i klarowne, ale też zawsze stałem na straży dobrego imienia tych piosenek. Opinie laików głoszące, że wszystko to jest "na jedno kopyto", wprawiały mnie w młodzieńczą złość i jednocześnie spore zażenowanie tego typu "osądami". Nie chcę tu jednak opisywać co ja tam wtedy czułem i tak dalej. Każdy kto lubił wówczas Modern Talking, czuł coś swojego i zarazem po swojemu. Na tym przecież polega odbiór muzyki i zarazem sztuki którą tworzą dl nas artyści.
W wyniku sporej nostalgii i chęci zapełnienia wspomnianej luki po rozpadzie MT, wpadłem wtedy na pomysł, aby założyć tzw. fan club na łamach znanej wtedy chyba każdemu gazety Świat Młodych... Po przeszło 20 latach od tamtej chwili, postanowiłem dzisiaj odkurzyć Wam ten moment, tutaj na łamach forum Modern Talking.pl. Czynię to również ze względu na pewien cień nadziei, że może odezwie się ktoś, kto wtedy utrzymywał ze mną korespondencję? Pamiętam jak dzisiaj, kiedy listonosz wręczył mi do rąk, worek z listami! Pionierskie czasy. Nie było przecież internetu... Naliczyłem wtedy dobrze ponad 150 listów!
Z siedemdziesięcioma osobami utrzymywałem regularny, listowny kontakt. Każdą wolną chwile spędzałem na odręcznym przepisywaniu z bravo tekstów piosenek MT i wielu innych tym podobnych kwestiach. W tamtym czasie, komunistycznej szarości i niezwykle skąpych kanałów informacyjnych, wszystko co można było przechwycić z zachodniej prasy, stanowiło posmak luksusu i czegoś nadzwyczajnego. Cieszył mnie fakt, ze przynoszę radość innym i oczywiście sobie samemu również. To była ekscytująca misja dla młodego człowieka.
Jedno jest pewne. Z mojej strony był to rok szczerej, charytatywnej pracy w imię idei, w imię muzyki Modern Talking. Czas ten traktuję dzisiaj bardzo ciepło i po latach chętnie wracam wspomnieniami do tamtego szalonego i odrobinę utopijnego pomysłu.
Pierwsza miłość była powodem zakończenia tego przedsięwzięcia. Skończyłem pisać listy o Modern Talking, a rozpocząłem kaligrafię listów miłosnych. Innymi słowy stałem się Ready For Romance, a nawet Romantic Warrior...
Serdecznie Wszystkich pozdrawiam i załączam do wglądu oryginalny wycinek ze Świata Młodych. Było to 1 października, 1988 roku. Adres oczywiście nieaktualny już od wielu lat. Może to ktoś z Was okaże się jedną z tych 70 osób, które przez 12 miesięcy regularne wymieniały ze mną korespondencję o Modern Talking...?
Krzysiek


ps. Powyższy wpis jest w zasadzie powtórką mojego tekstu, zamieszczoną pierwotnie na forum Klub80 13 listopada, 2008 roku. http://www.klub80.pl/forum/viewtopic.ph ... 4564#p4564

