Zaczynam:
Systems In Blue, Mark Ashley, t.m. joy itp. (za brak własnych pomysłów, nieudolne upodabnianie się do MT i muzyki Bohlena)
U2 (za to, że w rankingach z Depeche Mode zazwyczaj wygrywają a jak dla mnie ich muzyka jest strasznie nudna)
Tokio Hotel (z pewnością niedługo mi przejdzie ale póki trwa moda strasznie działają mi na nerwy)
Avril Lavigne (kiedy włączyłem jakiś kanał muzyczny zawsze leciało "Complicated". Uraz pozostał do dziś)
Hip Hop (za dużo tego w mediach a sam gatunek - bez fajerwerków)
Madonna (piosenki z lat 80-tych są nawet fajne ale jak widze jej najnowsze klipy to odbija mi się wczorajszy obiad)
no i tak ogólnie nie przepadam za muzyką gitarową. Zawsze wolałem brzmienie syntezatorów od żywych instrumentów
