No cóz, zgadzam się z opinią YaQb85 i jkris. Bohlen najwyraźniej wyprany jest z pomysłów. Tworzenie w kółko plastikowych, identycznych ballad (a to dla DSDS, a to dla siebie, a to dla Y.Catterfeld itp.itd.) do nieczego nie prowadzi. Gdzie klimat tych ballad z lat 80-tych? O ile więcej uczucia i emocji jest w "Lady Lai", czy "Don't Let It Get You Down" niż w którejkolwiek z nowych produkcji?
Całkowicie zgadzam się z tezą, że Bohlen nie powinien na siłe eksperymentować, ale o wiele lepiej wyszłoby mu to, co próbują SiB - wrócić do stylu lat 80-tych. Czy nie wolelibyście usłyszeć czegoś w stylu "Some Harts Are Diamonds", albo "Silent Water" zamiast tych wszystkich landrynkowatych, jednakowych balladek?
Niech, u licha, kopiuje sam siebie, jeśli musi, ale niech robi to z głową i sięga do tych utworów, które były najlepsze. Bo rzeczywiście wtedy byłby sobą, tym Bohlenem, który podbił serca milionów fanów.
Ja, jak na razie, niczego zachwycającego w jego ostatniej twórczości (i stwierdzam to z przykrością), nie znajduję. Wolę już chyba SiB, bo oni, mniej czy bardziej umiejętnie, dają mi namiastkę tego, co zawsze uwielbiałem. I naprawdę wolę stylizowane na Dietera "Magic Mystery", czy "Point of No Return" niż "Be My Boyfriend", albo kolejną balladę jakich dziesiątki Bohlen napisał już wcześniej.
