Triko, dorzucę swoje trzy grosze - dla mnie bycie fanem Dietera, Thomasa, czy innych wykonawców którzy przy ich udziale się pojawiali oznacza:
1) Pewną stałość gustu (zupełnie inną niż u współczesnego młodego STEROWANEGO pokolenia, które słucha z upodobaniem Pussycat Dolls, by za tydzień już je opluwać, bo na fali jest Fergie, czy Timbaland, czy jakiś inny Puff, czy Dog) - choć słucham różnej muzyki, często wracam też do DB, MT czy TA - choć nie wszystkie ich utwory podobają mi się tak samo.
2) Umiejętność znoszenia tego, gdy Twoi idole są opluwani, tak jak w latach '80, gdy część społeczeństwa w ślad za jakimś zapalonym krytykiem "łyknęła" określanie MT jako "Modnych Tłuków", i wrzuciła ich do gara tzw. kiczu razem z Papa Dance i Kajagoogoo - i przyznawania się do tego, że ich się słucha, choćby wszyscy inni mówili że to "beee".
3) Świadomość, że idol nie jest ideałem, że też ma swoje wady, że nie wszystko w życiu zrobił dobrze - a pomimo to pewną tolerancję dla jego poczynań (nie mylić z bezkrytycznością).
4) Wykonawcy ci wszyscy nie tworzą "do szuflady", lecz DLA NAS, więc nasze zdanie też może i POWINNO się tutaj liczyć - ja np. lubię "Jet Airliner", ale chętnie usłyszałbym je zrobione na lepszym sprzęcie, a "My Bed Is Too Big" w wersji maxi jest ohydne, bo do dobrego utworu "z charakterem" dorzucono stękania jakiejś klępy, niczym w reklamie RTV Euro AGD.
Mam nadzieję, że nie będziesz tu polował na czarownice - i przyjmiesz rzecz tak jak jest
