..Ale zawsze bardzo lubiłem te starocie z lat 80 tych, perełki disco.....
Wtedy był zawarty taki jakiś głęboki klimat w tamtych czasach, piosenki zdawały się jakieś bardziej dorobione, dopieszczone, teraz często słucha się wszystkich jakby ściągnięte były prosto z taśmociągu z lini produkcyjnej.
Czesto są tak podobne, że nawet trudno odróżnić pomiędzy różnymi wokalistami, a co dopiero kolejnymi płytami wokalistów.
Takie na jedno kopyto . Weżmy np Rolfa z lat 80, a kolejne nagrania Madonny na przestrzeni ostatnich lat .
Rolfa piosenki choć słuchałam je tylko raz, mocno i natychmiast zostają w pamięci do dziś.Każda zdaje się taka jakaś indywidualna, wyjątkowa.
Madonna okrzyknięta królową popu, zlewa się ze sobą na ostatnich płytach, mało charakterystyczne takie nagrania jakby z taśmociągu na sprzedaż , bez ducha , ambicji .
Drugi album bije na głowę pierwszy mimo pewnych rzeczy które nie są doskonałe, zobacz co zrobili w "Shangri-la", tam jest bardzo ładny bridge po końcu zwrotki, który nas bardzo ładnie wprowadza w refren, ale ta zwrotka nie jest dopracowana, brakuje jakieś ciekawej przygrywki, tylko leci jakiś analogowy, i z lekka plastikowy podkład, tu tego nie dopracowano. I jeszcze ten początek w "Heaven And Hell", znowu refren jest bomba, ale ten początek jest jak dla mnie nieco przytłumiony. I "Key To Freedom" na koniec, bardzo dobra piosenka, ale za szybko się kończy refren i przechodzi na jakiś niepotrzebny falset, za dużo tu falsetu dali. .
Zawsze słuchając tych początkowych albumów Sib odnosiłam podobne wrażenie.
Że ich utwory są takie niedorobione, czegoś zawsze brakowało, a to właśnie refren przykrutaśny, czy wstawiony jakby nie w tym miejscu, za szybkie wejście w refren czy zwrotkę.Brak ogólnie nie wiadomo czego właściwie.Aranży , wstawek melodycznych?
Zwyczajnie płynności jaką Bohlen mógł się poszczycić w każdej piosence.
Teraz po wielokrotnym obsłuchu przyzwyczaiłam się i przestałam zwracać na to uwagę ale pamiętam na początku bardzo to kuło po uszach
O dziwo mam wrażenie że im panowie z Sib starsi tym się docierają w tym- nie swoim jednak brzmnieniu.Robią coraz lepsze, bardziej harmonijne kawałki .
Z jakąś namiastką własnej weny twórczej(WRESZCIE

)że ten synth pop ala Erasure naprawdę można tam gdzieś wyłapać, a to krok do odizolowania się i usamodzielnienia.
Dieterowi do takich brzmnień raczej daleko
Ale np: dużo fajniejsza płyta "Out Of The Blue" niż "Heartbreak Boulevard" Ashleya, tamta mi wogóle mało podchodzi. Tu każda niemal piosenka jest fajna, mimo tych niedoróbek ma coś co powoduje, że mogę tego słuchać wiecznie. Obroniła się też z perspektywy czasu, po 7 latach.
Ta Ashleya momentalnie u mnie w kąt poszła, obecnie nawet niepamiętam co tam było, poodświerzam chyba Sibów-widocznie ładny (niby

) Ashleyowski falset nie wystarczy