Święta za pasem, a więc ja podążając tradycją świąteczną pragnę Wam coś podarować. Wrodzona skromność podsunęła mi jedyny możliwy prezent – moje muzyczne odkrycia roku
. Wszystkiego najlepszego :
1. THOMAS AZIER – HYLAS
Debiutancka płyta kolesia, który może się stać kimś tak ważnym dla przyszłości muzyki rozrywkowej, jak Xavier Dolan aktualnie dla filmu. Dorobek „pierwszego” w porównaniu z „drugim” jest proporcjonalnie mały, ale poziom tego muzycznego debiutu świadczy o tym, że mamy do czynienia z kimś wyjątkowym. Tym bardziej dziwić może fakt, że obaj panowie mają niewiele ponad 20 lat.
„Hylas” to misterna, złożona z gamy różnych elektronicznych dźwięków rodem z lat '80 mieszanka dla słuchaczy spragnionych emocji wypływających z trzewi, nocnych łajz, wszystkich ekscytujących się równie mocno klimatem, jak i oryginalnością formy. Bez dłużyzn z pomysłem i wrzaskiem – tak zaczyna THOMAS AZIER.
2. JULIEN DORE – LOVE
Miłość ponoć jest piękna. Nic o tym nie wiem, ale dzięki Julianowi, mogę sobie ją wyobrazić. Co ma wspólnego miłość z Michelem'm Platinim, jak śpiewać o emocjach związanych z miłością z perspektywy skrajnych biegunów? Już wiem. Jak opowiadać o miłości, gdy chce się stworzyć spójny muzyczny obraz z farb różnych kolorów i nie stracić jej uniwersalnego piękna, nie przekona się nikt, kto nie wysłucha, co ma do powiedzenia w tym temacie pełnokrwisty Francuz, tylko i aż zwycięzca muzycznego show.
3. ARTHUR H – BABA LOVE
Spóźnione, ale bardzo cenne odkrycie. Znów po francusku, tym razem z naciskiem na styl muzyczny, który w wolnej interpretacji można byłoby podciągnąć pod nowoczesną poezję... Dużo tu szalonego pianina, a ile miłości ? Miłość Arthura do oryginalnych muzycznych konstrukcji jest bezwzględna. Dźwięki pieści tak samo namiętnie w kawałkach o zabarwieniu melancholii, jaki i numerach ze znamionami szaleństwa. „La la laaaa la la la laaaa'” - lepszego tekstu do refrenu „Give me up” nie da się po prostu wymyślić... Lekkość kompozycji nie zawsze idzie w parze z tekstami, bo te często chodzą w parze ze śmiercią... Jestem w „ Paradis” i dobrze mi tu.
4. JUNGLE - JUNGLE[/color]
To jest dżungla.... Jej odgłosy towarzyszą wielu kawałkom tej płyty, albumu który kwalifikuje się jako... MODERN BLUES (???). Hmmmmm, hmmmmmmmmmm.... Nazwa stylu jest tak samo intrygująca, jak sama muzyka... Znacie Air?...nie to nie Air... lubicie chillout...? nieeeeee to nie to... Wiem... uwielbiacie wysokie chórki... TAAAAAAAK. Tu takowe tworzą CAŁE kompozycje... Polecam odkrywcom, ludziom lubiącym słuchać i penetrować tajemnicze muzyczne czarne dziury.
5. UNIQPLAN – WILDERNESS
Dzikość młodych debiutantów, Polskie muzyczne okno na świat, mieszanka przebojowości, lekkich gitar i elektroniki. Czy można chcieć czegoś więcej ? Chyba tylko tańczyć, trzepać głową i krzyczeć YEAHHHHHHHHHH. Tym bardziej, że utwór tytułowy jest bardzoooooooo modern
Miłego słuchania. Ciekawe, czy ktoś zrobi sobie jeden z tych muzycznych prezentów 