Byłem dzisiaj w empiku i jak się bardzo ucieszyłem jak zobaczyłem to wydawnictwo

i natychmiast włożyłem do koszyka. Odżyły stare czasy mojej wczesnej młodości, kiedy byłem fanem tego bandu. W tych czasach dla mnie istniało właściwie dwie rzeczy: Blue System i Take That właśnie, miałem całą ścianę z posterami TT i jak się rozpadli to potem kupowałem solowe płyt, a potem przyszło MT i TT poszło w odstawkę.
1. "The Flood" - klasyka, styl bliski staremu dobremu TT. 6/6.
2. "SOS" - ciekawy, choć przeciętny wokal Owena ze znakomitym Williamsa, dość kontrastują co jednak dodaje uroku piosence. Materiał na kolejnego singla. 4/6.
3. "Wait" - na początku trochę nudnawo, trzeba poczekać dłużej by piosenka ukazała swoje piękno. 5/6.
4. "Kidz" - piosenka taka może w stylu Robbiego Williamsa, ma ciekawy tekst, materiał na kolejnego singla. 5/6.
5. "Pretty Things" - mało przebojowy, ale przyjemny dla ucha utwór. 4/6.
6. "Happy Now" - dużo ciekawszy utwór od poprzedniego, to już pierwsza solówka na tej płycie. 5/6.
7. "Underground Machine" - omijam ten utwór z daleka 2/6.
8. "What Do You Want from Me?" - solówka Marka, ale mało udana, Mark lepiej brzmi w balladach jak "Day after tomorrow" czy "Babe". przeciętnie. 3/6.
9. "Affirmation" - kapitalna solówka Howarda (wspomaganego przez jasona, który robi tu echo), który mimo, że wielkim wokalistą nie jest, pokazał, że śpiewać potrafi. Materiał na singla. 5/6.
10. "Eight Letters" - jaki piękny tekst: "Eight letters, three words, one meaning" - wiadomo o co chodzi, ta solówka się najlepiej Gary'emu udała kolejny materiał na singla, wbrew temu co pisałem jednak po wielokrotnym wysłuchaniu albumów jednak się przebojów tu trochę znajdzie. 5/6.
11. "Flowerbed" (hidden track) - znakomita solówka Jasona, usłyszeć Jasona śpiewającego - bezcenne, pojawia się pytanie dlaczego tak mało śpiewa z tak znakomitym głosem? Zdecydowanie się facet marnował. Na początku jego głos puszczony jest przez vocoder, później już na szczęście śpiewa normalnie. 6/6.
Mam pytanie: jak wam się zdaje dlaczego Gary Barlow i Mark Owen nie zrobili takich karier jak Robbie Williams? Moja hipoteza jest taka, że Gary nie miał alternatywy wobec przesycenia rynku tym stylem i robił dokładnie to samo co w TT, czyli słodki, melodyjny pop, z kapitalnym wokalem, ale rynek miał już tego dość, a Owen, no cóż wielkim wokalistą nie jest to raz, a dwa nie wiele jego piosenek jest lekkostrawnych, a Robbie zrobił coś co było na czasie czyli brzmienie britpopowe w stylu Oasis, które potem troszkę złagodniało, ale to była nowa jakość.