nebula4 pisze:Tego typu impreza otwarta nie jest impreza w ktorej Thomas udziela sie ludziom indywidualnie-po to jest Fan-day party!
Bardzo ciekawe - bywałem na różnych koncertach, o wielu słyszałem i wychodzi na to, że całe życie żyłem w błogiej nieświadomości... Nie wiedziałem, że na występy jeździ się tylko kogoś posłuchać, a od zbierania autografów są fan-day party. Sądzisz np., że kiedy Woody Allen był w Katowicach ze swoim jazz bandem to zagrał i od razu odleciał do Nowego Jorku, a za parę tygodni znów wyrzucił setki dolarów na samolot, przefrunął Atlantyk i spotkał się z fanami, żeby im złożyć podpisy i się do nich pouśmiechać? Za przeproszeniem - z czym do ludzi.
nebula4 pisze:Dletego cokolwiek Thomas zrobil lub nie zrobil po koncercie trzeba uszanowac poprostu....on jest TYLKO czlowiekiem! Najzwyczajniej w swiecie mogla go rozbolec.....glowa! I tyle-koniec tematu

.
Jak go rozbolała głowa to mógł o tym łaskawie poinformować fanów - no bo w końcu jest tylko człowiekiem i pewno nic co ludzkie nie jest mu obce.
nebula4 pisze:Bylam pod wrazeniem zespolu ktory akompaniowal Thomasowi-ciesze sie ze mozna piosenki MT zagrac na prawde na instrumentach a nie puszczac zmiksowana Dieterowa rabanke

Ta jak to ładnie ujęłaś "dieterowa rąbanka" była dla panów wykonawców i tak za trudna do zagrania. Niestety w utworach MT zabrakło mi oryginalnych partii gitary Bohlena. Nie będę przyjmował do siebie argumentu, że to są inne aranżacje, bo aranżowanie polega na przerabianiu utworu tak żeby nabrał innego, czasem ciekawszego charakteru. A ten, nazwijmy to "aranż" był po prostu pozbawiony czegokolwiek co mogłoby zastąpić oryginalną ścieżkę w interesujący sposób.
nebula4 pisze:Poza tym kochamy Thomasa tez dlatego ze jest takim typem faceta na 'wymarciu' a dzentelmenow jak widzimy jest jak na lekarstwo....

Zgodzę się - dżentelmenów uciekających z podniesioną głową przed fanami i trzaskających za nimi drzwiami jest na szczęście coraz mniej.
skorpionek1975 pisze:Wszystkich plujących jadem dodaje do wrogów i nie będę widzieć ich postów
Tym samym "na złość matce odmrażasz sobie uszy"
ArCrack pisze:Tak jak pisałem, poniekąd rozumiem rozczarowanie kogoś, kto czekał na Thomasa po koncercie i autografu nie dostał. Czy to powód do oburzenia? Nie sądzę, raczej kwestia szczęścia bądź jego braku.
Jeśli artysta da komuś przypadkowemu autograf po koncercie, to super o nim świadczy. Czy jeśli go nie da, to świadczy źle? Thomas spotyka się przy okazji każdego koncertu zarówno z pewną (raczej zorganizowaną) grupą fanów jak i grupą VIPów. Uważam, że jest to normalny i zdrowy układ, bo kilkuset chętnych fizycznie nie da się obsłużyć.
Chyba źle rozumiesz tych troszkę bardziej zniesmaczonych ludzi, którzy tu piszą. Nikt tu nie ma pretensji, że mu się nie udało dostać autografu, bo nie miał szczęścia. Tu się o to rozchodzi, że nikt z poza uprzywilejowanej grupy fan klubu nie dostał podpisu i na pewno nie jest to "zdrowy układ".
Tak, uważam że źle to świadczy o artyście jeżeli nie da kilku szarym ludziom nawet spośród "kilkuset chętnych" autografu.
Notabene w przypadku Zabrza grupa ta liczyła tylko około 50 osób.
Karina Maria pisze:Czy możemy zamknąć już ten burzliwy temat i powymieniać się relacjami z koncertu.....? Bo chyba właśnie tego dotyczy ten wątek.........
Szkoda, że chcesz uniknąć trudnych tematów, ale je trzeba przeboleć. Co do koncertu - fajnie się bawiłem, fajny był głos Thomasa, fajne baloniki, konfetti, róże, fajne utwory. Ale nie po to się tłukłem tyle godzin na Śląsk, żeby zobaczyć tylko to, bo koncert to ja mogę sobie w domu obejrzeć. Chodziło o coś więcej, czego mi zabrakło i na czym się zawiodłem.
I właśnie o tym rozmawiamy.