Porównuję od jakiegoś czasu Xaviera Dolana - reżysera, aktora, 25 letniego szczeniaka z najlepszymi zjawiskami kultury różnych dziedzin, jakie mnie (ale nie tylko) przytrafiły się ostatnimi laty. Po "Wyśnionych miłościach" przyszedł czas na "Toma" , a ostatnio "Mamę", która zgarnęła już kilka nagród w tym nagrodę jury na festiwalu w Cannes, a teraz kandyduje do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. "Mamy" jeszcze nie widziałem, ale chciałbym żebyście swoją przygodę z Dolanem zaczęli "z przytupem", stąd moja rekomendacja:
I zaczęło się... On bazgrze, zapisuje....(ja ziewam)....Jedzie, trafia na budynki w środku nicości...ponuro...( mi nudno)... znajduje klucz, wchodzi, zasypia, zwisając na obcym stole (szlag mnie trafi - no nie dam rady, myślę)... I wchodzi ona, stara, zacięta na twarzy i pyszczy do niego, że co on w jej pustym domu...Ten tłumaczy, że śmierć, pogrzeb, a jej umarlak – syn, to jego przyjaciel przecież...(Przyjaciel myślę...no można mieć różnych przyjaciół).... Stara chyba myśli podobnie, choć (?) I tu się rodzi pierwsze pytanie...Wie (?), nie wie (?)...nie chce wiedzieć (?)... (bo i ja się siebie pytam: ten niby żałobnik - beznamiętnie bazgrał na chusteczce, niby o żalu...po stracie(?)...ale czy naprawdę żałuje? Czemu tak nieżałośnie?) ... I noc, po rybie na kolację, znów ciemno...tym razem jak w dupie...Ciemno, ale intrygująco. Sen... ( Czekam, w napięciu)... I trzask, morda w poduszkę... To Tom, duszony, przyciskany (Nic nie widzę, bo ciemno...ale słyszę) : "WON, nie zostaniesz tu dłużej niż trzeba. Nikt cię tu nie chce. Nie zasmucaj mojej matki. Dwa miłe słowa na pogrzebie i wypad !. Ranek...Pan "nocna rozróba" od tyłu przy stole przy którym Tom... "Jak spałeś?" - pyta stara. "Dobrze" - odpowiada Tom (no, po takiej nocy - takie "dobrze" brzmi złowieszczo źle). Stara ciągnie: "To syn mój drugi", a do niego samego..."Wypad do stodoły"...( stara nie lubi swego pierworodnego, myślę... ) Prysznic, Tom ocieka wodą...scena pod prysznicem jak z "Psychozy"... zasłonka...postać naciera...gwałtownie odsuwa zasłonę...Tom się wytrzeszcza...przed sobą nie widzi noża, ale twarz brodacza, pewnego siebie z miną chorej satysfakcji..."Pamiętaj, co mówiłem" - konkluduje brodacz. ( i to wszystko przed pogrzebem - uświadamiam sobie, chyba już lepiej nie będzie...Drżę) ... Pogrzeb, mowa... mówi ksiądz, Tom mówi, ale tylko do siebie, powtarza w myślach, a te myśli nijak przez usta wyjść nie mogą, bo usta te tylko do myśli mówią... Głowa opada, Tom pochyla się do starej, szepce, ta łapie jego dłoń, chyba rozumie, że z przemówienia nie będzie, rozumie też ksiądz i brodacz, którego ręka niechybnie teraz też trafia na rękę Toma... W tle piosenka, dedykacja dla umarlaka od jego...chłopaka...(ale czy na pewno jego...(?)... nie wiem). Banalna, ckliwa melodia, głos wykonawcy, krótki obrazek karaoke...to chyba umarlak śpiewa (chyba)...Bo umarlaka ani na pamiątkowym zdjęciu, ani w innej wizualizacji...(kim był umarlak - pytam siebie w końcu bezsilnie). Znał go najprawdopodobniej ten, z którym teraz brodacz szamocze się przy drzwiach..."Nie wejdziesz...Znikaj w podskokach"... - szepce, krzycząc...Koniec zgrzytu, koniec pogrzebu. Tom w kiblu...coś przeżywa...(ale co?). Krótka chwila tete a tete i znów brodacz, z kopytem na drzwiach i uściskiem, mocnym, bolesnym... Głowa Toma prawie w kiblu..."Zasmuciłeś moją matkę...przeprosisz w domu gnoju, przemówisz,tak jak powinieneś"..." Ale nie...Tom w samochodzie, ucieka..."KIJ CI W RYJ brodaczu"... (w końcu krzyczy, nieważne, że do kierownicy, ważne że para uszła - cieszę się). Dlaczego jednak wraca do domu pośrodku niczego ? (tylko ciuchy, rzeczy ? - nie wierzę!). Znów stół, znów on, znów stara, znów brodacz... "Co powiedziała ? " - pyta stara..."Powiedz jej" - stanowczo zachęca brodacz.... "Zamknij się" - słyszy wrzask matki. Tom chwilę myśli, rzuca na żer obłudników historię: " Powiedziała...dziś część mnie umarła...i żadne słowa nie wypełnią pustki, jaką w sobie czuję..." Brodacz w napięciu łypie gałami..."A potem dodała: nic nie znaczysz, jesteś niczym, jeśli nie mogłaś go ustrzec przed śmiercią, szkoda czasu na płacz... Żałuję, że się z Panią nie spotkałam...On był jej pierwszą i prawdziwą miłością"... "A potem odłożyła słuchawkę" - urywa niecierpliwie brodacz..."Nie ! Powiedziała jeszcze...Nienawidzę siebie...postaram się wszystko naprawić...i rozłączyła się"...Stara w rozsypce...uwierzyła...(ale ja nie wierzę!) "Mogła przyjechać i powiedzieć mi to, co tobie"...Zwraca się teraz do brodacza: "Francis daj Tomowi ubrania brata i pokaż mu..." "Co???" - odparowuje brodacz..."Jak się doi krowy"...SKORO TAK...OPOWIEŚĆ CZAS ZACZĄĆ... (THRILL ME TOM), NIM ON CIĘ ZABIJE !
