Filmy
- you're my heart
- Posty: 1745
- Rejestracja: pn gru 29, 2008 23:50
-
nado
- Posty: 664
- Rejestracja: pt sty 08, 2010 14:48
Re: Filmy
Skoro z nudów zbłądziłem w te rejony, nie omieszkam dołożyć swoich trzech groszy w temacie. David Lynch - magik, mistrz, kultura wysoka, a może: filmowy dewiant, niestrawny artysta, kiepski reżyser. Jakie est wasze zdanie
Ostatnim, udanym według mnie, filmem Lyncha, jest Mulholland Drive. Może dlatego tak sądzę, bo go po prostu zrozumiałem
. Dla wszystkich, którzy nie skumali, o co chodzi w tym filmie, kilka słów na jego temat:
Mulholland Drive – zagadka rozwiązana.
Lynch w Mulholland Drive przekreśla grubą kreską obiegowe wyobrażenia o Hollywood, bezwzględnie rozliczając się z mitem tej największej na świecie wytwórni filmowej. Przy okazji detronizuje pozycję Los Angeles – miasta powszechnie uznanego za pępek filmowego świata. W wizji Lyncha Miasto Aniołów niszczy, deprawuje, a czasami też zabija. Nie liczą się dla niego nazwiska, talent, wdzięk i uroda. Ważne są za to koneksje oraz postawieni wysoko w branży przyjaciele. Tak krwawego rozliczenia z Fabryką Snów nie było w kinie od czasów Bulwaru Zachodzącego Słońca – Billego Wildera, który jako pierwszy, odważył się skonfrontować hollywoodzki mit z rzeczywistością. Lynch chwyciwszy za wilderowski wątek, rozwija go i snuje we właściwy sobie sposób, nie szczędząc po drodze środków wyrazu, którymi niegdyś czarował oraz szokował publiczność. W swej opowieści, z jednej strony, łopatologicznie wykłada mechanizmy rządzące filmowym światkiem, z drugiej, narzuca zagmatwaną poetykę snu, który przydarzył się głównej bohaterce jego filmu – Diane. Jej hollywoodzka przygoda doskonale uzmysławia widzowi destrukcyjny wpływ pokrętnych interesów filmowego biznesu na życie mało znaczącego człowieka, łaknącego sławy. Historia Diane, którą w przeważającej części tworzy jej piękny sen o zawodowym i prywatnym spełnieniu, stanowi właśnie oś lynchowskiej narracji. Nie łatwo zrozumieć, o co w niej chodzi, bo jest ona chaotyczna oraz specjalnie pogmatwana, ale przy odrobinie dobrej woli można ją przerobić na klasyczne opowiadanie:
Diane Selwyn, przyjeżdża do L.A. na zaproszenie swojej ciotki, pracującej w branży filmowej. Nowicjuszka otrzymuje szansę zaprezentowania się na castingu do filmu. Nie wypada na nim jednak najlepiej, co sama później z zażenowaniem przyznaje. Rolę , o którą zabiegała, dostaje od dawna pracująca w branży, piękna latynoska – Camilla Roads. Dziewczyny zaprzyjaźniają się ze sobą. Camilla wkręca Diane do kilku epizodów w produkcjach, w których odgrywa główne role. Diane wynajmuje własne lokum i romansuje z ze swoją nową przyjaciółką. Miłość kwitnie do czasu, a gdy traci na sile, wraz z nią upada kariera zawodowa Diane. Camilla nie pomaga kochance tak chętnie, jak dawniej, wkrótce zaś zupełnie zmienia obiekt swoich zainteresowań. Na planie filmowym nawiązuje romans z reżyserem Adamem Kesherem. Między dziewczynami dochodzi przez to do częstych scysji. Ich związek nieubłaganie zmierza ku końcowi. Na przyjęciu w willi położonej przy Mulholland Drive, osiąga kres. Gdy Adam oświadcza oficjalnie, że zamierza wziąć ślub z Camillą, w Diane coś pęka. Zdesperowana, wynajmuje łachmytę od brudnej roboty i zleca mu zabójstwo swojej byłej kochanki. Dowodem wykonania zlecenia staje się niebieskie pudełko, które, według umowy, ma być otwarte po fakcie. Tuż przed wywiązaniem się przez płatnego mordercę z podjętego zobowiązania, osamotnioną blond piękność dopadają wyrzuty sumienia. Dziewczyna żałuje swojej decyzji. Pełna wątpliwości kładzie się spać. W śnie widzi Camillę jadącą czarną limuzyną. Samochód w pewnym momencie staje, po czym drugi szofer każe Camilli wysiąść, grożąc jej przy tym pistoletem. Do morderstwa jednak nie dochodzi, bo na limuzynę najeżdża wesoły dżip nastolatków. Camilla cudem przeżywa koszmarny wypadek, schodzi z położonej wysoko nad miastem Mulholland Drive i kieruje swoje kroki w stronę świateł metropolii. Jest skołowana. Przesypia noc w krzakach obok domu zarządzanego przez niejaką Coco. Gdy z rana widzi wychodzącą z jednego z mieszkań posesji dystyngowaną panią, niepostrzeżenie wchodzi do jej domu. Wkrótce pojawia się tam także senne alter ego Diane - Betty, dziewczyna z prowincji, która na zaproszenie ciotki przyjechała właśnie do L.A. I oczekuje na swój pierwszy casting do filmu. Camilla przedstawia się Betty jako Rita. Nie robi tego specjalnie. Straciła pamięć i nie wie, jak sobie pomóc. Gdy wreszcie zwierza się ze swojego problemu, Betty wyciąga do niej pomocną dłoń. Decyduje się rozwiązać zagadkę – odnaleźć tożsamość Rity. Po znakomitej prezentacji do roli w filmie, o którą, notabene, zabiegała tuż przed wypadkiem Camilla, Betty odkrywa prawdę. Dziewczyny spędzają wspólnie upojną no, podczas której wyznają sobie miłość. Idylla nie trwa jednak długo, bo każdy, nawet najpiękniejszy sen, ma swój kres. Już na jawi, nadal targana wyrzutami sumienia Diane, strzałem w głowę odbiera sobie życie.
Sen kieruje się własnymi regułami. Śniąc, brniemy przez abstrakcyjne obrazy nierzadko będące krzywym zwierciadłem naszych autentycznych przeżyć. Podświadomość po swojemu swojemu filtruje rozterki, którym realnie ulegamy, dbając tym samym o naszą równowagę psychiczną. W śnie Diane ucieka od traumy, będącej treścią jej życia. W marzeniu sennym przeżywa przygody zgoła odmienne od tych, które spotkały ją na jawie. Nie gra więc w nim niespełnionej aktorki, porzuconej kochanki, nieszczęśliwej kobiety. Styka się, co prawda nadal, z postaciami, z którymi związana jest w rzeczywistości, ale okoliczności tych kontaktów są już zupełnie inne – pozytywne.
W zaserwowaną przez Lyncha zagadkę warto się wgryźć, wbrew wszelkim niedogodnościom formalnym. Nie ma co ukrywać, że pierwsza część filmu nie angażuje wystarczająco mocno, jest chaotyczna, sprawia wrażenie źle „posklejanej”. Mglistość fabuły rozmywa się jednak z każdą kolejną chwilą i paradoksalnie, staje się tym mniejsza, im bliżej jej do klasycznej lynchowskiej obrazowości.
Ten „koślawy” montaż, który fani traktują jak mankament, w gruncie rzeczy wyszedł filmowi na dobre. Przemieszanie wątków realnych z abstrakcyjnymi w proporcjach niemalże identycznych, spowodowało że każdy widz w „Mulholland Drive”mógł znaleźć coś dla siebie. Ludzie zatem tłumnie podążyli do kin.
O kolejny komercyjny sukces, Lynchowi nie będzie łatwo, dlatego warto pamiętać jego dzieło z 2001 roku. Reżyser w swoim najnowszym filmie zabłądził w rejony, w które trudno zapuścić się nawet najwytrwalszemu lynchomaniakowi.
Mulholland Drive – zagadka rozwiązana.
Lynch w Mulholland Drive przekreśla grubą kreską obiegowe wyobrażenia o Hollywood, bezwzględnie rozliczając się z mitem tej największej na świecie wytwórni filmowej. Przy okazji detronizuje pozycję Los Angeles – miasta powszechnie uznanego za pępek filmowego świata. W wizji Lyncha Miasto Aniołów niszczy, deprawuje, a czasami też zabija. Nie liczą się dla niego nazwiska, talent, wdzięk i uroda. Ważne są za to koneksje oraz postawieni wysoko w branży przyjaciele. Tak krwawego rozliczenia z Fabryką Snów nie było w kinie od czasów Bulwaru Zachodzącego Słońca – Billego Wildera, który jako pierwszy, odważył się skonfrontować hollywoodzki mit z rzeczywistością. Lynch chwyciwszy za wilderowski wątek, rozwija go i snuje we właściwy sobie sposób, nie szczędząc po drodze środków wyrazu, którymi niegdyś czarował oraz szokował publiczność. W swej opowieści, z jednej strony, łopatologicznie wykłada mechanizmy rządzące filmowym światkiem, z drugiej, narzuca zagmatwaną poetykę snu, który przydarzył się głównej bohaterce jego filmu – Diane. Jej hollywoodzka przygoda doskonale uzmysławia widzowi destrukcyjny wpływ pokrętnych interesów filmowego biznesu na życie mało znaczącego człowieka, łaknącego sławy. Historia Diane, którą w przeważającej części tworzy jej piękny sen o zawodowym i prywatnym spełnieniu, stanowi właśnie oś lynchowskiej narracji. Nie łatwo zrozumieć, o co w niej chodzi, bo jest ona chaotyczna oraz specjalnie pogmatwana, ale przy odrobinie dobrej woli można ją przerobić na klasyczne opowiadanie:
Diane Selwyn, przyjeżdża do L.A. na zaproszenie swojej ciotki, pracującej w branży filmowej. Nowicjuszka otrzymuje szansę zaprezentowania się na castingu do filmu. Nie wypada na nim jednak najlepiej, co sama później z zażenowaniem przyznaje. Rolę , o którą zabiegała, dostaje od dawna pracująca w branży, piękna latynoska – Camilla Roads. Dziewczyny zaprzyjaźniają się ze sobą. Camilla wkręca Diane do kilku epizodów w produkcjach, w których odgrywa główne role. Diane wynajmuje własne lokum i romansuje z ze swoją nową przyjaciółką. Miłość kwitnie do czasu, a gdy traci na sile, wraz z nią upada kariera zawodowa Diane. Camilla nie pomaga kochance tak chętnie, jak dawniej, wkrótce zaś zupełnie zmienia obiekt swoich zainteresowań. Na planie filmowym nawiązuje romans z reżyserem Adamem Kesherem. Między dziewczynami dochodzi przez to do częstych scysji. Ich związek nieubłaganie zmierza ku końcowi. Na przyjęciu w willi położonej przy Mulholland Drive, osiąga kres. Gdy Adam oświadcza oficjalnie, że zamierza wziąć ślub z Camillą, w Diane coś pęka. Zdesperowana, wynajmuje łachmytę od brudnej roboty i zleca mu zabójstwo swojej byłej kochanki. Dowodem wykonania zlecenia staje się niebieskie pudełko, które, według umowy, ma być otwarte po fakcie. Tuż przed wywiązaniem się przez płatnego mordercę z podjętego zobowiązania, osamotnioną blond piękność dopadają wyrzuty sumienia. Dziewczyna żałuje swojej decyzji. Pełna wątpliwości kładzie się spać. W śnie widzi Camillę jadącą czarną limuzyną. Samochód w pewnym momencie staje, po czym drugi szofer każe Camilli wysiąść, grożąc jej przy tym pistoletem. Do morderstwa jednak nie dochodzi, bo na limuzynę najeżdża wesoły dżip nastolatków. Camilla cudem przeżywa koszmarny wypadek, schodzi z położonej wysoko nad miastem Mulholland Drive i kieruje swoje kroki w stronę świateł metropolii. Jest skołowana. Przesypia noc w krzakach obok domu zarządzanego przez niejaką Coco. Gdy z rana widzi wychodzącą z jednego z mieszkań posesji dystyngowaną panią, niepostrzeżenie wchodzi do jej domu. Wkrótce pojawia się tam także senne alter ego Diane - Betty, dziewczyna z prowincji, która na zaproszenie ciotki przyjechała właśnie do L.A. I oczekuje na swój pierwszy casting do filmu. Camilla przedstawia się Betty jako Rita. Nie robi tego specjalnie. Straciła pamięć i nie wie, jak sobie pomóc. Gdy wreszcie zwierza się ze swojego problemu, Betty wyciąga do niej pomocną dłoń. Decyduje się rozwiązać zagadkę – odnaleźć tożsamość Rity. Po znakomitej prezentacji do roli w filmie, o którą, notabene, zabiegała tuż przed wypadkiem Camilla, Betty odkrywa prawdę. Dziewczyny spędzają wspólnie upojną no, podczas której wyznają sobie miłość. Idylla nie trwa jednak długo, bo każdy, nawet najpiękniejszy sen, ma swój kres. Już na jawi, nadal targana wyrzutami sumienia Diane, strzałem w głowę odbiera sobie życie.
Sen kieruje się własnymi regułami. Śniąc, brniemy przez abstrakcyjne obrazy nierzadko będące krzywym zwierciadłem naszych autentycznych przeżyć. Podświadomość po swojemu swojemu filtruje rozterki, którym realnie ulegamy, dbając tym samym o naszą równowagę psychiczną. W śnie Diane ucieka od traumy, będącej treścią jej życia. W marzeniu sennym przeżywa przygody zgoła odmienne od tych, które spotkały ją na jawie. Nie gra więc w nim niespełnionej aktorki, porzuconej kochanki, nieszczęśliwej kobiety. Styka się, co prawda nadal, z postaciami, z którymi związana jest w rzeczywistości, ale okoliczności tych kontaktów są już zupełnie inne – pozytywne.
W zaserwowaną przez Lyncha zagadkę warto się wgryźć, wbrew wszelkim niedogodnościom formalnym. Nie ma co ukrywać, że pierwsza część filmu nie angażuje wystarczająco mocno, jest chaotyczna, sprawia wrażenie źle „posklejanej”. Mglistość fabuły rozmywa się jednak z każdą kolejną chwilą i paradoksalnie, staje się tym mniejsza, im bliżej jej do klasycznej lynchowskiej obrazowości.
Ten „koślawy” montaż, który fani traktują jak mankament, w gruncie rzeczy wyszedł filmowi na dobre. Przemieszanie wątków realnych z abstrakcyjnymi w proporcjach niemalże identycznych, spowodowało że każdy widz w „Mulholland Drive”mógł znaleźć coś dla siebie. Ludzie zatem tłumnie podążyli do kin.
O kolejny komercyjny sukces, Lynchowi nie będzie łatwo, dlatego warto pamiętać jego dzieło z 2001 roku. Reżyser w swoim najnowszym filmie zabłądził w rejony, w które trudno zapuścić się nawet najwytrwalszemu lynchomaniakowi.
- kate
- Posty: 244
- Rejestracja: sob cze 19, 2010 12:11
Re: Filmy
Czy się ożenili czy nie Vanessa była zazdrosna o film Turysta z Angeliną Jolie. Miały tam być sceny łóżkowe ale Depp zwrócił się do producenta i powiedział,ze film na tym straci i to dla jego dobra. Ale wiadomo,ze to ona go zmusiłaJasmine pisze:Ja słyszałam że oni się już ożenili
Ogólnie bardzo lubię wszystkie filmy z Angeliną bo nie dosć,ze to moja ulubiona aktorka to grała w fajnych filmach.
Poza tym bardzo lubię film Ja robot z Willem Smithem. Wręcz kocham. Super scenariusz i efekty specjalne. A filmowy Sonny jest taki uroczy.
Give me peace on earth-Please try
We stil have dreams-Dreams about Modern Talking
It's your smile-Dieter's smile
Run to you- I run to Thomas
I love them For always and ever
We stil have dreams-Dreams about Modern Talking
It's your smile-Dieter's smile
Run to you- I run to Thomas
I love them For always and ever
- Jasmine
- Posty: 1028
- Rejestracja: pt lut 05, 2010 8:14
- Lokalizacja: Pruszków
Re: Filmy
Oooo, ale ciekawostka, dzięki za info
Ja byłam ostatnio na 'The King Speech'- super film, wart tych wszystkich nagród. Polski tytuł jest nie zbyt fajny tak jak oryginalny. Ale co do samego filmu- świetny, bardzo polecam obejrzeć. Mimo że pojawia się stary, oklepany motyw 'pokonywania słabości' to mimo wszystko miło popatrzeć jak on wygłasza to przemówienie do narodu bez zająknięcia się
Przy okazji można poznać ciekawe sposoby na mówienie bez jąkania się
Bardzo mi się też podobała sceneria- Przedwojenna Anglia 
Ja byłam ostatnio na 'The King Speech'- super film, wart tych wszystkich nagród. Polski tytuł jest nie zbyt fajny tak jak oryginalny. Ale co do samego filmu- świetny, bardzo polecam obejrzeć. Mimo że pojawia się stary, oklepany motyw 'pokonywania słabości' to mimo wszystko miło popatrzeć jak on wygłasza to przemówienie do narodu bez zająknięcia się
- MODERN JEANNE
- Posty: 1938
- Rejestracja: pt sty 01, 2010 0:40
- Lokalizacja: Krosno
Re: Filmy
O a ja właśnie poszukuje jakiegoś fajnego filmu do oglądnięcia.Widzę ze sporo tego polecacie.
Zacznę od Scarface mam nadzieje ze to nie będzie badziewie
Zacznę od Scarface mam nadzieje ze to nie będzie badziewie
I LOVE DB AND TA!
- Gasolina91
- Posty: 2858
- Rejestracja: czw lis 13, 2008 19:19
- Lokalizacja: Ruda Śląska
Re: Filmy
Ja w ostatnim czasie byłam wiele razy w kinie (jak dobrze mieć chłopaka
)
Najbardziej przypadł mi do gustu film "Jak zostać królem" - bardzo dobry film, nie dziwię się że tyle nominacji do Oscarów dostał.
Byliśmy również na "Poznaj naszą rodzinkę", "Turysta", "Czarny czwartek - Janek Wiśniewski padł".
Środy z Orange to dobry sposób na wyjście do kina
Najbardziej przypadł mi do gustu film "Jak zostać królem" - bardzo dobry film, nie dziwię się że tyle nominacji do Oscarów dostał.
Byliśmy również na "Poznaj naszą rodzinkę", "Turysta", "Czarny czwartek - Janek Wiśniewski padł".
Środy z Orange to dobry sposób na wyjście do kina
Point Of No Return
-
usunięte konto #1786
- Użytkownik nieaktywny
- Posty: 231
- Rejestracja: wt sie 24, 2010 20:45
Re: Filmy
Gasolina91 musi w niemal każdym poście przypominać nam wszystkim że ma chłopaka... nie ukrywam, że ta informacja dla nas nie jest niezbędna, poza tym wg mnie to są sprawy prywatne i bynajmniej nawet ja posiadając dziewczynę nie pisałbym o tym na prawo i lewo... 
Wracając do tematu, chciałem ostatnio iść na "Och Karol 2", ale ze względu na obsadę (a dokładniej udział niejakiej Marty "Żmudnej - Roztrzebiotanej"
) musiałem sobie raz na zawsze odpuścić ten film...
Cóż... trudno się mówi 
Wracając do tematu, chciałem ostatnio iść na "Och Karol 2", ale ze względu na obsadę (a dokładniej udział niejakiej Marty "Żmudnej - Roztrzebiotanej"
- Jasmine
- Posty: 1028
- Rejestracja: pt lut 05, 2010 8:14
- Lokalizacja: Pruszków
Re: Filmy
Gasolina- zgadzam się, moja koleżanka jest w Orange i kiedyś skorzystałyśmy z tego, pojechałyśmy na Disco Robaczki
Co do Och Karol 2- nie wiem po co stworzyli. Nie mam zamiaru na to iść. Teraz myślę nad Salą samobójców, ale chyba się nie uda
Ps. Podobno Marta Żmuda-Trzebiatowska jest szlachcianką
Co do Och Karol 2- nie wiem po co stworzyli. Nie mam zamiaru na to iść. Teraz myślę nad Salą samobójców, ale chyba się nie uda
Ps. Podobno Marta Żmuda-Trzebiatowska jest szlachcianką
-
usunięte konto #1786
- Użytkownik nieaktywny
- Posty: 231
- Rejestracja: wt sie 24, 2010 20:45
Re: Filmy
Żmudna Roztrzebiotana sprawia wrażenie pustej, dla której tylko.. wiadomo: kasa, wysoki wzrost czy duże stopy u faceta się liczą i nic poza tym
Wiem, może mam uprzedzenia, ale posiadam coś takiego jak określanie kobiet po wyrazie twarzy i uwierzcie że ta aktorka ma coś, co stawia ją w moich oczach w bardzo negatywnym świetle i tyle. Po prostu nie mogę na nią patrzeć. Podobna kwestia tyczy się niejakiej pogodynki Doroty Gardias, ten sam typ...
A co do filmów... ostatni na jakim byłem w kinie to rok temu na "Wszystko co kocham" i bardzo mi się podobał. Chciałem iść jeszcze na dokument "Beats Of Freedom" z Markiem Niedźwieckim, ale jakoś przegapiłem
No ale jak nakręcą coś o Andersie, to na bank pójdę!! 
A co do chodzenia do kina z osobą towarzyszącą... parę lat temu chodziłem z koleżanką i byliśmy na paru filmach. Tyle tylko że koleżanka była ode mnie wyższa i sporo ludzi bardzo dziwnie i krzywo na nas patrzyło, więc odpuściliśmy sobie łażenie razem
A co do filmów... ostatni na jakim byłem w kinie to rok temu na "Wszystko co kocham" i bardzo mi się podobał. Chciałem iść jeszcze na dokument "Beats Of Freedom" z Markiem Niedźwieckim, ale jakoś przegapiłem
A co do chodzenia do kina z osobą towarzyszącą... parę lat temu chodziłem z koleżanką i byliśmy na paru filmach. Tyle tylko że koleżanka była ode mnie wyższa i sporo ludzi bardzo dziwnie i krzywo na nas patrzyło, więc odpuściliśmy sobie łażenie razem
- Gasolina91
- Posty: 2858
- Rejestracja: czw lis 13, 2008 19:19
- Lokalizacja: Ruda Śląska
Re: Filmy
Szkoda tylko że ta akcja jest tylko do 31 grudnia tego roku.Jasmine pisze:Gasolina- zgadzam się, moja koleżanka jest w Orange i kiedyś skorzystałyśmy z tego
Point Of No Return
- kate
- Posty: 244
- Rejestracja: sob cze 19, 2010 12:11
Re: Filmy
Ja chciałam iść na Resident Evil Afterlife ale w końcu i tak nie miałam czasu a szkoda bo poprzednie części mi się podobały.
Give me peace on earth-Please try
We stil have dreams-Dreams about Modern Talking
It's your smile-Dieter's smile
Run to you- I run to Thomas
I love them For always and ever
We stil have dreams-Dreams about Modern Talking
It's your smile-Dieter's smile
Run to you- I run to Thomas
I love them For always and ever
- Gasolina91
- Posty: 2858
- Rejestracja: czw lis 13, 2008 19:19
- Lokalizacja: Ruda Śląska
Re: Filmy
Wczoraj byliśmy w kinie na "Skąd wiesz?" z Reese Witherspoon, Owenem Wilsonem oraz Jackiem Nicholsonem. Po 40 minutach filmu wyszliśmy z sali kinowej, film po prostu okropny, kicha jak nie wiem co. Dodatkowo obraz strasznie skakał i napisy były rozmazane. Po rozmowie z kierownikiem kina w ramach rekompensaty za warunki filmu, dostaliśmy wejściówki na dowolny film.
Tego filmu nie polecam!
Tego filmu nie polecam!
Point Of No Return



