To oczywiście klasyk Cole Portera, bodajże '36 rok z musicalu Anything Goes, choć mogę się mylić co do roku. Płyta z Benettem jak dla mnie kiepska, za dużo basów, kompletny brak wysokich tonów, ale to była zawsze domena swingu w wykonaniu Benetta, czy chociażby Diany Krall.
Dobór piosenek średni, dla mnie przedłożyli jazz nad melodię, z utworów warto zwrócić uwagę na inny klasyk Portera - Ev'ry Time We Say Goodbye (swoją drogą geniusz ery Tin Pan Alley), choć w wykonaniu Gagi potwornie nudny, bardziej zaduszki jazzowe. Polecam Rod'a Stewart'a.
Jeszcze utwór tytułowy Berlina wyróżnia się, ale... w innym wykonaniu

bo tu aranżacja jest po prostu... bez sensu. Largo Gagi, zmienia się w presto Benetta i to jeszcze tylko w akompaniamencie basu :p Nie mój klimat.
W zasadzie tylko Anything Goes.
Pozdrawiam
MichałT