Hej hej!!! Melduję powrót ekipy reprezentującej FanClub !
Na koncercie zameldowali się: ja, Alicja Kulengowska (Naddel), Aldona Kaczor (Aldona), Ewelina Musiał (Xewela), Tatiana Chrząstek (tatiana) i nasz rodzynek - Piotr Jamroś.
Hoyerswerda powitała nas wiosenną pogodą i...dziwnymi napisami np.przy nazwach ulic itp. Po niemiecku i...jakby po czesku, co zgodnie wzięliśmy za omen, że do Pragi pojedziemy...
Pod halą byliśmy o 16.00, wpuszczać mieli o 19.00. No cóż, dyplomatycznie powiem, że Hoyerswerda to nie jest duże miasto... Do bólu zwiedzaliśmy centrum handlowe obok hali... Ale wreszcie nadeszła godz.19.00. Pierwszy szok - u nas na 2-3 godziny przed otwarciem hali kłębi się pod nią dziki tłum. A tu - cisza, spokój i kilkanaście osób. Hmm. Doszliśmy do wniosku, że miejsca numerowane więc nie będzie dzikiego pędu, żeby być jak najbliżej i pewnie wszyscy przyjdą na styk. Tak ok.20.45 mogliśmy wejść zająć miejsca. Sala nie za duża, wygodne foteliki (pfff, w sumie i tak nie siedzieliśmy, tylko staliśmy!). Nasza dzika radość z miejsc - drugi rząd okazał się być bliziusieńko sceny, miejsca po środku. I nawet lepiej, niż w rzędzie pierwszym, bo tam trzeba było patrzeć nieco w górę, a my mieliśmy Tomka na naszej wysokości, o wyciągnięcie ramienia...O 20.00 była tak 1/3 sali, na oko ze 150 osób. A tu - drzwi się zamykają i okazuje się, że to już. Więcej nie będzie. My - konsternacja totalna: no jak to?! Po tych tysiącach za każdym razem u nas - tutaj taka garstka..? Ale suma sumarum okazało się, że to wcale nie było takie głupie! Koncert miał taki jakby kameralny charakter, Thomas tez jakoś inaczej go prowadził - właśnie przez tę kameralność - czuliśmy się, jak na prywatnej, zamkniętej imprezie. Super po prostu!!!
Ekipa była w FanClubowych koszulach oczywiście, mieliśmy biało-czerwony banner z napisem "Thomas Anders fan-Club Polska", ale On i bez tego nas rozpoznał.
Parę minut po 20.00 wszedł Uwe, zespół, Thomas (jasno-zielone spodnie, granatowa marynarka, biały T-sirt, miękkie buty w granatowym, ale takim żywszym lorze; niestety zarost, ale co tam! ) i...zaczęło się! Wystartowali z "Gigolo" - po prostu extra!!! Potem było "Why do you cry". Całą track-listę podamy, jak wróci reszta ekipy do domów, bo nie chcę pomylić kolejności. W każdym razie było też rewelacyjne wykonanie covera Shakespeare Sisters "Stay with me". Thomas cudnie bawił się tym utworem, pieścił nasze uszy cicho wyśpiewywanymi słowami "stay with me....." Po prostu majstersztyk...!
Przy Jet Airliner czuliśmy jakiś wewnętrzny niepokój, bo człowiek jednak się już przyzwyczaił do balonów

Nawet odwracaliśmy się - no gdzie te balony..?
Ale zadbaliśmy o akcent, który na mur się Thomasowi kojarzy z naszym FanClubem: kupiliśmy piękne, długie białe róże i na YMHYMS rzuciliśmy Mu pod stopy... Był bardzo zaskoczony, aż z takim niedowierzaniem patrzył na te róże i każdemu z nas się pięknie skłonił... NIEZAPOMNIANE CHWILE!!!
Thomas bisował dwa razy: raz to było "No more tearas on the dance floor" a drugi - oczywiście "Szeri Lejdi"!
Koncert trwał bite 2 godziny. Potem Thomas poszedł na spotkanie ze szczęśliwcami, którzy wygrali konkurs smsowy (Eva pisała, kto) a my... jakoś tak zostaliśmy na opustoszałej sali. Po scenie kręciła się ekipa i Nick, więc...poszliśmy. Zobaczył nas, doszedł - uściski, oczywiście wspólne zdjęcia. Zobaczyłam Larsa i też go zawołałam do nas. Klapnął obok na scenie. Potem dołączył Jorg. No to było kapitalne - uściski, smiechy, żarty i oczywiście fotki z każdym z nich! Pogadaliśmy, powiedzieliśmy, że do Pragi tez pojedziemy

Po jakichś 20 minutach wyszliśmy z hali. Samochód mieliśmy zaparkowany na jej tyłach. Patrzymy, a tam czeka limuzyna. Na Tomka oczywiście. Jednocześnie wyszli Lars, Nick, Jorg i Bernd. Ten ostatni dopadł do nas, zaczął się witać. No jasne, że znów fotki

Pożartowaliśmy, pogadaliśmy i powiedział, że Thomas za parę minut też wyjdzie, jakby co

No to zaczekaliśmy

czekało jeszcze ze 4 Niemców. Thomas wyszedł, tamci go dopadli, żeby zdjęcie zrobić. A my - spokój. Jak się tamci obfotografowali, my doszliśmy. W naszym imieniu podziękowałam Mu za wspaniały koncert. Powiedział, że ogromnie się ucieszył, jak nas zobaczył i że to za każdym razem dla niego ogromna przyjemność. Na co ja, że teraz będziemy się widzieć w Pradze. I widać było, że bardzo mile go ta wiadomość zaskoczyła i ucieszyła

Sam dodał, że później oczywiście spotykamy się też w Koszalinie. Na koniec życzyłam Mu od nas miłego wieczoru i szczęśliwej drogi do domu.
I pojechał...... My też, w przeciwną stronę....
I powiem Wam, że naprawdę WARTO BYŁO!!!! Bo i koncert wspaniały, i te wszystkie cudne "bonusy"...! ;p
Ode mnie to tyle, tak na gorąco. Resztę dopiszą pozostali z ekipy

I oczywiście dołączymy fotki, tylko się nimi powymieniamy
Ala, Aldona, Ewela, Tatiana, Piotr -
DZIĘKUJĘ WAM BARDZO ZA WSPANIAŁĄ ZABAWĘ I WSPÓLNE PRZEŻYWANIE TYCH WSZYSTKICH RADOŚCI!!!