1
Ready for victory - ładna pieśń, stawiam ją w jednym rzędzie z innym sportowym kawałkiem, czyli
Win the race.
2
I'm gonna be strong - rytmy z początku trochę jak z Koko dżambo, nie pasujące do melodii refrenu, trochę techniawa, ale ogólnie nie jest tak tragicznie, szczególnie po tym początku.
3
Don't make me blue - początek nudnawy, ale potem te chóralne refreny niezłe. Brzmienie ładne.
4
Juliet Yihaa! Znowu moje ukochane klimaty disco 70s! Superrr... cudowny utworek.

Już po pierwszym przesłuchaniu 'prześladuje' mnie refren. Miodzio! Mój faworyt.
5
Higher than heaven - początek napełnia niepokojem - czy techniawa wymknie się spod kontroli czy tez nie. Nie wymknęła się. Dynamiczny kawałek, dobrze, że jest, jako odskocznia ku...
6 ..
You're not Lisa Ponownie dobry wolny kawałek, bez lukru i smędzenia. I te gitarkopodobne-celtyckie (albo mi się wydaje?) dźwięki w tle..
7
When the sky rained fire Dobry tytuł zobowiązuje. Niestety mimo świetnie zaśpiewanych partii refrenu i zwrotek (refren szczególnie zasługuje na pochwałę), efekt psują paskudne dźwięki kojarzące się z disco polowymi wynalazkami. Kłania się casus
There's something in the air. Czy D&T mają za punkt honoru zepsuć w ten sposób co najmniej jedną piosenkę na każdej płycie? Bo poza tymi rytmami kawałek bardzo fajny..
8
Summer in december Melodia zwrotek wydaje mi się skądś znajoma..

Sympatyczna, bujano-biesiadna piosnka.
9
10 seconds to countdown - zrzynka stylistyczno-tekstowo-tematyczna z własnego
Ready for victory, choć nie na tyle oczywiście, by mówić o autoplagiacie (melodia inna w końcu). Konia z rzędem temu, kto mi wyjaśni sens umieszczania dwóch uderzająco podobnych piosenek na tej samej płycie? Bo ja tego nie pojmuję. Może Dieterowi spodobała się inna konfiguracja słowa hero i postanowił zamieścić te poszukiwania w 2 różnych kawałkach. Ja też tak czasem robię, jak mi jakiś element nie pasuje w grafice - nieraz więc robię dwie wersje, w tej drugiej bez niepasującego elementu. Widać Dieter też tak ma.
10
Love to love you Ładne.
11
Blue eyed coloured girl Wstrzymuję się od głosu - na pewno komuś się spodoba.
12
We are the children of the world - tytuł jak z Michaela "Nochala" Jacksona, ale piosenka bardzo fajna. Nooo, i to brzmienie pseudo Rammsteinowe. Kto mnie tu gdzieś gorąco (i mylnie) przekonywał, że 'głos Thomasa nie nadaje się do gitarowych brzmień', ha? Przyznać się...
Nie spodziewałam się takich patentów u MT. Szacunek za fantazję!

No to jedziemy!
13
Mrs Robota la da di la da daa.. miły szybki utworek z wpadającym w ucho refrenem.
14
If I.. Brzmienie niespecjalnie mi podchodzi, te dźwięki w tle takie no.. ee.. Refren natomiast ładnie zaśpiewany. Taki średniak w sumie - gdyby to był koń wyścigowy, to przyszedłby w połowie stawki.
15
Who will love you like I do Nieee.. powrót techniawy...

Na koniec albumu taki łup w łeb.. Ostatecznie nie ma żadnej tragedii, ale brzmieniowo i wokalnie to żadna rewolucja, nic wielkiego.
W porównaniu do
Dragona to lepszy album. Porównania z
America nie wytrzymuje. Płyta spod gwiaździstej flagi jest po prostu lepsza w każdym calu, bez dwóch zdań. Niemniej i tu można znaleźć cieszące ucho kawałki. Dla mnie nr 1 to cudownie brzmiące latami 70
Juliet (oklaski), poza tym radują ucho
Ready for victory, energetyczny sportowy kawałek, i
We are the children of the world, po którym nikt już nie wmówi mi, iż głos Thomasa nie pasuje do gitarowych (czy też gitaropodobnych) brzmień (co to w ogóle znaczy 'nie pasuje'?

) . Za mało tu świetnych piosenek, ale na szczęście nie ma tyle badziewia, co na
Dragonie, więc średni poziom oscyluje znacznie wyżej. Martwią mnie tylko te prostackie rytmy w
When the sky rained fire, znowu zepsuto fajną piosenkę. Dałabym
Victory tak na równi z
Alone..