witam serdecznie.
Moje odczucia z imprezy są bardzo podobne do zaprezentowanych powyżej. Fabiański, którego miło wspominam z lat osiemdziesiątych zdecydowanie nie stanął na wysokosci zadania, jego żarty były często żenujące a to nahalne promowanie swoich wyciąganych z tylnych kieszeni spodni płyt też było niesmaczne. Lou Bega faktycznie nie pasował do zestawienia wystepujących, ale odebrałem Go bardzo sympatycznie, mimo tego że znanych do wykonania utworów miał niestety tylko klika.
Boney M zdecydowanie zaskoczyli mnie na plus, byłem przygotowany na mało ciekawy występ a tymczasem ich piosenki zabrzmiały naprawdę świeżo i dynamicznie. Duży plus. Nawet trochę się bałem, że po ich występie Caroline może wypaść gorzej. Na szczęście została bardzo dobrze przyjęta. Dobrze ujął to jeden z dziennikarzy relacjonujacych imprezę: "Aplauz przed jej wyjściem grzmiał jak szalony I od razu stało się jasne, że to właśnie dla niej przyszła do Hali większość publiczności".
Zestaw utworów oceniam podobnie jak didi i talk talk: za dużo rapu za mało wersji wokalnych, które naprawdę zabrzmiały fantastycznie. Publiczność wokół nas (byłem z 12-letnim synem) bawiła się naprawdę dobrze, wiele osób włącznie z nami śpiewała razem z Caro, widać było, że to nie tylko osoby które kiedyś w dawnych czasach zetknęły się z jej muzyką ale wiele z nich żyje tą muzyką do dziś. To było naprawdę fantastyczne uczucie słuchać tej muzy w takim towarzystwie. Zabrakło mi co prawda kilku utworów, wejście i przerwy miedzy utworami też były trochę za długie co niepotrzebnie psuło trochę nastrój, ale może faktycznie jak zauważył to przedmówca były jakieś kłopoty techniczne? Cały występ trwał na pewno ponad 45 minut zamiast zapowiadanych 30 minut. Widać było, że Caro była mile zaskoczona reakcją publiczności, cieszę się że jako Polacy pokazaliśmy się z dobrej strony, przynajmniej jako publiczność. Może po wystepie zmieni zdanie nt zakończenia kariery muzycznej

? Sympatyczne były również podziękowania dla towarzyszącego jej taty.
Po wystepię Caro nastapiła przerwa (zbędna), po niej sympatyczny występ Savaga, chociaż to już inny, spokojniejszy rodzaj muzyki. No i na koniec Sandra, która w zaprezentowanej formule: śpiew na żywo, muzyka grana przez zespół na rockową nutę nie wypadła moim zdaniem najlepiej, tak też odebrała to chyba wiekszość publiczności, sądząc po twarzach ludzie byli trochę zaskoczeni.
Na temat nagłośnienia niestety niewiele moge powiedzieć (stałem 5m przed głośnikami), telebimy faktycznie nie działały przez jakiś czas, scena też chyba była niezbyt wielka.
Ale najwazniejsze, że miałem okazję posłuchać i zobaczyć z bliska C.C.Catch wspólnie z moim synem, w towarzystwie kilku tysięcy jej fanów lub chociaż sympatyków. Naprawdę cudowne uczucie.
Poważnie rozważam wyjazd we wrześniu do Gdańska na koncert o którym wspominał powyżej batman (C.C.Catch i SIB), ale do tego wątku jeszcze wrócę.
pozdrawiam
krisk