Adi pisze:Na studiach ro raczej więcej literatury ekonomicznej musiałem czytać żeby być na bieżąco.
Pewnie musiałes przejść przez Keynesa, nie zazdroszczę, 100 razy lepiej się czyta takiego Galbraitha, Myrdala czy Friedmana, choć każdy reprezentuje właściwie inny kierunek.

Ja bardzo lubię z takiej fachowej literatury prace Myrdala i Friedmana, a także Hayeka i trochę dziś zapomnianą już szkołę zależności. Jest tak dlatego, że pracę radykalnych teoretyków np: Andre Gunder Franka zostały brutalnie sfalsyfikowane przez historię, ale np; prace Fernando henrique Cardoso, mojego wielkiego idola są wciąż aktualne. Też tego dużo musiałem przeczytać, ale też masę różnej literatury humanistycznej takich klasyków jak Benjamin Barber, Sammuel Huntington, Fukuyama, Wallerstein, Habermas, Weber itp. Generalnie okres studiów to okres 100000000000 razy lepszy niż okres nudnych lat i lektur z niższych poziomów edukacji.
Świetnie się też czyta książkę Leszka Balcerowicza Wolność i rozwój, z pewnością jest jedną z moich ulubionych. Profesora poznałem parę lat temu i 3 razy byłem u niego na wykładzie, za ostatnim razem podpisał mi nawet swoją biografię

Oto drobny fragment mającej już parę lat książki "tego co musi odejść".
Gdyby zamiast Antków, Janków Muzykantów itp. wprowadzić to jako lekturę obowiązkową, sytuacja kraju z pewnością by się poprawiła. I w pełni się z tym zgadzam.