Szlagiery Bohlena

Tutaj prowadzimy generalną dyskusję na temat Dietera i jego muzyki.
Awatar użytkownika
Peter
Posty: 8164
Rejestracja: pt paź 12, 2007 17:56
Lokalizacja: Wrocław

Re: Mark czy Andrea

Post autor: Peter »

@ Michał T do kogo masz pretensje, że nie podoba Ci się "Schwerelos"? Do Bohlena? on tylko ułożył ładne melodie, masteringiem i aranżacją zajął się Jeo Mezei. W moim odczuciu zrobił to profesjonalnie. Też nie jestem specem od techniki, na tym się znają muzycy jak Dami czy Adam. Ale słychać wyraźnie, że "Du kannst noch nicht mal richtig lugen" ma smaczki, tylko szkoda, że nie zrobiono piosenek po angielsku?
Awatar użytkownika
MichałT
Posty: 1027
Rejestracja: ndz lip 20, 2008 13:51
Lokalizacja: Brwinów

Re: Mark czy Andrea

Post autor: MichałT »

System Creative 5.1 ~310W (subwoofer aktywny 130W). Zestaw jest podłączony do komputera, nie poprzez jedno wyjście stereo, lecz pod specjalne wyjścia do tego przystosowane.
Na tym słucham. I uwierz, jakby nie patrzeć, u Andrei się tych smaczków nie doszukasz, tyle tylko co zagra tam jakiś synth w tle, ale tylko po to, żeby nie została sama perkusja i bas. Ale pomijając to, dźwięk jest kiepskiej jakości. Instrumentarium ma weselne brzmienie. Praca włożona w całość jest wysoce mała i tak, jest to wina Dietera, bowiem to on jest producentem całości (wyłączając 2 utwór). Jeo aranżował, czyli rozpisywał na instrumenty, problem w tym, że brzmienie ich jest po prostu bardzo kiepskie.
Arek. Ta kiepskość wcale, ale to wcale nie leży w kwestii subiektywnej. To czy całość Ci się podoba, czy nie, tak, ale Schwerelos jest obiektywnie kiepsko zrobiony. Jeśli oczekujecie konkretnych argumentów, przedstawiam je:
- ubogie aranżacje
- weselne brzmienie instrumentów
Jeżeli, ktoś gustuje w takim, a nie innym sposobie produkcji, opartym na w/w przeze mnie argumentach, płyta się mu spodoba.
Powiedzcie szczerze. Czy naprawdę, ale to naprawdę nie słyszycie różnicy między brzmieniem Andrei, a chociażby Petera ? Ok, Arek woli Andreę, to już ustaliliśmy, ale teraz chodzi mi o czysty obiektywizm - w które aranżację włożone zostało więcej pracy :?:
Gdyby kogoś nie przekonały moje argumenty, dodaję jeszcze jeden:
KOMPRESJA
Prophet5 pisze:1. Kompresja. Dawniej realizowano tak płyty, że odstęp między najcichszym fragmentem a najgłośniejszym, w danym utworze, był względnie duży. Przy tym, najgłośniejszy peak utworu niekoniecznie dobijał (jak dziś) do bezwzględnego cyfrowego zera. Tak zwana wartość średnia RMS oscylowała w granicach -15... -14 dB. Zapewniało to swego rodzaju oddech nagraniu i niemęczący wielokrotny odsłuch. Jednak wyścig rozgłośni radiowych o "jak najlepsze brzmienie" (z założeń psychoakustycznych wynika, że głośniejsze odtworzenie wyda się odbiorcy lepsze), spowodował, iż realizatorzy zaczęli niemiłosiernie pompować nagrania, zwiększając ich RMS do -9 ... -4dB. Taki zapis pliku, w softwarowym edytorze, wygląda jak... parówka. :wink: Dźwięk jest dynamiczny, agresywny, na pierwszy rzut oka (a raczej ucha) wydaje się atrakcyjniejszy, ale... szybciej męczy, nie ma przestrzeni, staje się bliższy, bez głębi i trudniej w nim umieścić tzw. smaczki, z jakich przecież słynęły realizacje Dietera.
Taki sposób produkcji, cechuje również panią Berg.

Pozdrawiam
Wielki Fan MichałT
Muzyczne noble dla Dietera:
1978 - 2003
Złote Maliny:
2003 wzwyż
Awatar użytkownika
Peter
Posty: 8164
Rejestracja: pt paź 12, 2007 17:56
Lokalizacja: Wrocław

Re: Mark czy Andrea

Post autor: Peter »

Tonacje. Nie wiem, czy ktoś to analizował, ale zauważcie, że wcześniejsze utwory Dietera były komponowane w tonacjach mollowych. Nawet, jeśli był to utwór o wysokim tempie, z założenia np. do dyskoteki, to taka tonacja minorowa wkładała do utworu jakiś taki posmak melancholii, romantyzmu. Im głębiej w las, tym więcej drzew. ;-) Później Dieter, wraz z całą modą muzyki tanecznej, przechodzi w większości kompozycji na tonacje durowe. A te już nie niosą ze sobą takich nostalgicznych nut.
Hmmm.... a nie jest to tak, że piosenki wczesne były durowe, wesołe i radosne, jak choćby "With a little love' czy "Sweet little Sheila" a jak przyszedł Medlock czy Marashi to Bohlen zaserwował smętne i nudne piosenki molowe, pozbawione nostalgii, magii, duszy.... Jedyne co było fajne to Andrea i parę durowych tonacji i wesołych piosenek.
U Petera to jest zdecydowanie dur, odsłuchuje wychwalane przez MichałaT "Verliebte Jahre" i uważam, że po prostu zmarnowali kilka melodii, bo melodie i aranże są tam świetne, ale mogli dać to Royowi albo Nino, i przerobić to na angielski, bo sposób śpiewania Petera czyni ten album "Nur fur Deutsche', no po prostu na Oktoberfest dobre, do kufla piwa i golonki, ja się bardziej skłaniam do albumu Medlocka, bo argumentami mnie coraz bardziej do niego przekonuje Arek, i myślę sobie, że aż taki stary nie jestem, żeby tego słuchać i wolę coś dla młodszego pokolenia niż typowe Deutsche Schlager do golonki i kufla piwska. Coraz mi to przypomina Die Flieppers, czy Die Wildecker Herzbude. Nie mam za bardzo czego się zaczepić, bo Medlocka też nie za bardzo lubię poza RE, a może trzeba się będzie uchwycić nowego zwycięzcy DSDS?
Awatar użytkownika
Peter
Posty: 8164
Rejestracja: pt paź 12, 2007 17:56
Lokalizacja: Wrocław

Re: Mark czy Andrea

Post autor: Peter »

@ Arek, można wydzielić posty o szlagerach, bo nie było moim zamierzeniem by dyskusja się tak potoczyła, bo niby co ma Peter Alexander wspólnego z tematem?
Ostatnio zmieniony wt kwie 05, 2011 15:12 przez ArCrack, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: Wydzielone.
ODPOWIEDZ