disco-man pisze:Najlepszy album BS to dla mnie 1 album .Kazda piosenka jest perełką , z wyjątkiem Emmanuelle. Najsłabszy album według mnie to Forever Blue. Najsłabszy album BS odnosi najwiekszy sukces, to troche niezrozumiałe...
Widzę, że zdania są podzielone, więc i ja się dopiszę do krajobrazu:
"Walking on a Rainbow" - jako pierwsza i najstarsza (bez niej nie byłoby Blue System) dla mnie nie podlega krytyce, nawet jeśli ma swoje wady.
Nie zgadzam się z tym, co zostało powiedziane o "Forever Blue" - moim zdaniem to jedna z najlepiej "zgranych" płyt - obok "X-Ten", "Body to Body", "Deja Vu" i "Here I Am". Bardzo ładne klawiszowe aranżacje, niezły wokal, całe płyty dość ładnie trzymają się kupy (jednolite, ale i zarazem różnorodne), więc można ich słuchać od A do Z bez znudzenia...
Ciekawych utworów nie brak też (w tym 3-4 piękne utwory instrumentalne) na "Obsession" , "Hello America" i "21st Century".
Widzę też w karierze zespołu "okres prób i błędów", czyli płyt jak dla mnie dość mało wybitnych, czyli "Twilight", "Body Heat", "Seeds of Heaven" - choć mają też przebłyski, takie jak jeden z najsympatyczniejszych "ever" utworów napisanych przez Bohlena: "Love Suite".
I chyba Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że "Backstreet Dreams" (gdzie Dieter na okładce ma karygodny wręcz makijaż

) jest najsłabsza i najbardziej cukierkowa, i ratują ją tylko "History" i "Michael Has Gone for a Soldier" (ta druga z ładnie dobranymi syntezatorami i refrenem pięknie zaśpiewanym przez Rolfa Koehlera

)
Tak jak już kiedyś mówiłem, od pierwszej do ostatniej płyty BS upłynęła cała dekada, więc zauważam też jak zmieniła się techniczna jakość dźwięku - od "Walking on a Rainbow", która jest fajna, ale chwilami marnie ją słychać (te piękne wielogłosy w niektórych refrenach zlewają się na papkę

) - po nieskazitelną czystość i siłę brzmienia w "Body to Body" i "Here I Am".
I jak było już tak dobrze, to musiał przyjść koniec...
