W potocznym języku z branży kompozytorów, nagrania takie nazywają się "rybkami". Często one powstają w domu do przysłowiowej "szuflady" i niekiedy w ogóle bez zamysłu o konkretnym wokaliście, czy wykonawcy.
Tak na marginesie, pamiętam reportaż, jak to Maryla Rodowicz przychodzi do Seweryna Krajewskiego i słucha takich "rybek".
Takie nagrania, sądzę, więcej powiedziałyby o tym, co przy realizacji nagrań należało do samego Dietera, a co do współproducentów. Tymczasem wsłuchuję się w tych kilka sekund i także w te bardziej "gitarowe", wcześniejsze opracowania (dziękuję Osobie, dzięki której było to możliwe!
Na początek, i na zupełnie gorąco, wniosek nasunął mi się jeden. Dieter nie opracowywał ze szczegółami aranżacyjnymi (i "smaczkami") swoich nagrań demo, ale kładł nacisk na melodię. I tak rzeczywiście mogło być również przy nagrywaniu utworów w studiu (zawsze się zastanawiałem, czy te śliczne szegóły z tła, jak chociażby w "Atlantis Is Calling", to jego realizacja). Dziś już raczej w to wątpię.
Na swoich propozycjach DB śpiewał natomiast (ładnie przy tym fałszując