Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Rozmowy zupełnie nie na temat.
ODPOWIEDZ

Czy dzisiejsze szkolnictwo zeszło na psy?

1. Tak
5
71%
2. Nie
2
29%
 
Liczba głosów: 7

Awatar użytkownika
Peter
Posty: 8164
Rejestracja: pt paź 12, 2007 17:56
Lokalizacja: Wrocław

Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: Peter »

MichałT pisze:@ Peter
Bardzo chętnie podysktuję :) jak będę miał trochę więcej wolnego czasu, muszę bowiem pouczyć się trochę przedmiotów, które zupełnie mnie interesuję, a których uczyć mi się nakazuje chory system oświaty (w zasadzie można by też było założyć wątek o patologii polskiego szkolnictwa i dlaczego jesteśmy 100 lat za murzynami :wink: ).
Ja szkolnictwa, na poziomie obowiązkowym nie pamiętam, mnie nie objęła reforma, więc nie znam się jak wygląda gimnazjum czy zreformowane szkolnictwo średnie, mogę co najwyżej podyskutować o szkolnictwie wyższym i jego patologiach.
Swego czasu dyskutowana była publikacja George Ritzera "Mcdonaldyzacja społeczeństwa", chodzi w krótce o to, że zasady panujące w MC Donaldzie były przenoszone do innych sfer rzeczywistości w tym szkolnictwa. Światem rządzą cztery McCechy: kwantytatywność, przewidywalność, szybkość i wprowadzenie technologii zastępujących człowieka. To jest swoista patologia, bo uczelniom zależy by jak najszybciej wyprodukować jak najwięcej absolwentów, profesorowie i doktorowie mają mało czasów dla studentów, wszystko jest do granic możliwości przewidywalne....

Jeszcze czymś innym jest publikacja Pierre'a Bourdieu "Reprodukcja", on uważa, że system edukacji realizuje przemoc symboliczną:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Przemoc_symboliczna
Awatar użytkownika
Jasmine
Posty: 1028
Rejestracja: pt lut 05, 2010 8:14
Lokalizacja: Pruszków

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: Jasmine »

Wiem z własnego doświadczenia że niektórzy nauczyciele zachowują się jakby albo się nie nadawali do tej pracy, albo czuli się w niej jak pan i władca. Moja koleżanka ma głupią nauczycielkę od angielskiego, która stawia im ciągle 1 z prac. Cała klasa dostała 1 za kartkówkę z 'mama, tata, brat, siostra itd.' bo się wkurzyła. Albo pisała jakąś pracę ostatnio, dostała 40 punktów i ta jej jedynkę wstawiła bo 'takie są kryteria oceniania', jak później sprawdzała to powinna mieć 3. U mnie jest taka nauczycielka od chemii która słyszy głosy chyba O.o Co chwilę przerywa omawianie tematu 'kto mi tam szura?' albo 'przestaniecie wreszcie rozmawiać?!', zaraz się oburza 'ja mogę tego nie tłumaczyć!' i zaczyna się wściekanie. Jak myślę o lekcji z nią to mnie mdłości biorą.

W gimnazjum odniosłam wrażenie że my mamy znać wszystkie rzeczy od A do Z, bo jesteśmy uczniami.
Awatar użytkownika
Peter
Posty: 8164
Rejestracja: pt paź 12, 2007 17:56
Lokalizacja: Wrocław

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: Peter »

Nie wiem jak jest w szkolnictwie publicznym, ale - o ile sobie jeszcze coś przypominam z tamtych czasów - bo znam poziom obowiązkowy ze strony szkolnictwa społecznego (nie państwowego) i u nas był system punktowy, gdzie zdobywało się określoną ilość punktów i w zależności od zdobytych procentów dostawało się określoną ocenę. Było to o tyle sympatyczne, że nie było pał, miernych, czy jak to dzisiaj się nazywa: "turbo dopalenia" tylko np: z kartkówki 9/10 ale równie dobrze 0/10 pkt a oceny dopiero na koniec semestru, nie wiem czy wam się taki system podoba? To tak już przez mgłę.

Inna kwestia, zmora polskich studentów i ich ukochane miejsce - no zgadnijcie.... DZIEKANAT. Czyli kilometrowe kolejki w oczekiwaniu na załatwianie swoich spraw, u nas dziekanat pracował bardzo krótko i w żółwim tempie i jeszcze były mało sympatyczne panie dziekanki.
Awatar użytkownika
MichałT
Posty: 1027
Rejestracja: ndz lip 20, 2008 13:51
Lokalizacja: Brwinów

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: MichałT »

Zagłosowałem na "nie"...
ono nie miało z czego schodzić na te psy, bo zawsze "na nich" było :)

Patologia to bardzo dobre określenie dla Polskiego Systemu Edukacyjnego od 1 klasy podstawówki zaczynając na wyższych studiach kończąc.
Zaczynamy od plecaka. Jest on nadmiernie przeciążony i stanowi poważny problem dla prawidłowego rozwoju młodego człowieka. Nie wiele szkół oferuje szafki szkolne, w których książki można by było zostawiać. Załóżmy jednak, że ów półki zostają wprowadzone - rodzi to kolejny konflikt interesów. Z dnia na dzień zadawane są bowiem lekcje, które właśnie tych podręczników wymagają. Szafki tak więc stają się 5 kołym u wozu. Rozwiązaniem był by drugi zestaw książek, który cały czas byłby w domu - rozwiązało by to problem, ale wciąż tylko częściowo. W szkole wciąż obowiązują tzw. zeszyty ćwiczeń w których to właśnie uzupełnia się zadania - tak więc one bez względu na okoliczności musiały by być noszone. Książki robione są z ciężkiego i drogiego papieru kredowego z wiadomego powodu - zarobku księgarzy. Poza tym w zasadzie co roku wprowadza się nowe wydania książek, motywując to ciągłym rozwojem nauk - bzdura, znowu chodzi o kasę.

Idąc dalej dochodzimy do szkoły średniej. Oprócz faktu pozostania w/w problemów, na dokładkę dochodzą nowe. Egzaminy (gimnazjalne) punktowane są na max. 100 punktów, podczas gdy czerwony pasek, na który sumiennie pracuje się cały rok, jest wyceniony na całe 2 pkt. W liceum (nie wiem czy n.p. w technikum jest tak samo) język jest od razu przypisany do danego profilu. Idąc n.p. na profil mat - geo nakazuję Ci się naukę jęz. niemieckiego. Co z tego, że przez 6 lat wcześniej uczyłeś się francuskiego ? Kogo to obchodzi :) ?
Ciągnąc temat liceów z wytyczonymi kierunkami, w dalszym ciągu uczymy się zbędnych przedmiotów, tak jakbyśmy wcale kierunku nie wybierali. Na profilu mat - geo stosunek geografii do j.polskiego wynosi 2:5, a geografi do biologii 1:1... Po co więc te kierunki ?
W ten sposób szkoła kreuje coraz to nowych "fachowców od wszystkiego".
Co prawda nie uczęszczam jeszcze na studia, ale szczerze mówiąc (biorąc pod uwagę doświadczenie nabyte w szkole podstawowej i średniej) nie sądzę, żeby było lepiej, a wymieniłem tylko kilka problemów z którymi boryka się polski uczeń.
Niektórzy jednak wciąż się dziwią, dlaczego jesteśmy za sto lat za murzynami.

"Szkoła uczy dzieci do życia w świecie, który nie istnieje."
Albert Camus

Pozdrawiam
Wielki Fan MichałT
Muzyczne noble dla Dietera:
1978 - 2003
Złote Maliny:
2003 wzwyż
Awatar użytkownika
Peter
Posty: 8164
Rejestracja: pt paź 12, 2007 17:56
Lokalizacja: Wrocław

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: Peter »

Studia to ciąg dalszy patologii, nie dawno - już po dwóch latach od ukończenia przeze mnie jednego z kierunków odezwał się dziekanat, że zabrałem jeden egzemplarz dyplomu za dużo. Tylko pogratulować refleksu. ;) Inna sprawa to beneficjenci tego systemu. Studenci jeszcze coś sobą reprezentują. Ale ta dzisiejsza młodzież? Tragedia, chodzą w dresach z krokiem w kolanach, w bluzach z kapturami i łańcuchami i słuchają hip hopu i pewnie chcą być jak ich idole....
Awatar użytkownika
ArCrack
Administrator
Posty: 4548
Rejestracja: wt lut 01, 2005 11:45
Kontakt:

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: ArCrack »

Wiele z tego, co powiedziano jest prawdą, natomiast jest też parę rzeczy, z którymi zgodzić się nie mogę.

Kwestia punktowania paska na świadectwie gimnazjalnym - moim zdaniem słusznie jest tak nisko wyceniany. Nie tylko szkoła szkole nierówna, ale nawet nauczyciel nauczycielowi. Ta sama ocena u różnych osób może odzwierciedlać zupełnie różny poziom wiedzy i umiejętności. Test jako zewnętrzna forma oceny jest bardziej obiektywny. W grę wchodzą jednak "klucze", w które trzeba się wpasować - z tym istotnie coś trzeba zrobić, bo są one wypaczeniem całego sensu egzaminu zewnętrznego. Sam pomysł wysokiego punktowania właśnie testu a nie świadectwa uważam jednak za godny pochwały. Ostatecznie na rynku pracy mniej liczy się jak dużo kto się uczył, a bardziej jak dużo kto umie.

Przypisanie języka do profilu to kwestia wyboru. W moim mieście miałem ze 25 liceów, w każdym po 7-8 klas, zatem dla każdego coś się znalazło. W mniejszych miejscowościach na pewno takiego wyboru nie ma, jednak ile osób tyle może być preferencji i każdego nie da się zadowolić. Jakimś rozwiązaniem mogą być bloki przedmiotowe zamiast normalnych planów dla klas, jednak to mogłoby już wymagać całkowitej przebudowy systemu edukacji, a zatem jest rozwiązaniem bardziej perspektywicznym niż możliwym do zastosowania doraźnie.

Co do "fachowców do wszystkiego" - dlatego właśnie liceum jest ogólnokształcące, bo kształci we wszystkich dziedzinach. 5 godzin polskiego uważam za bardzo potrzebne, bo po tym co dzieje się w internecie widać, że wysławianie się stanowi dla wielu osób poważny problem. Można oczywiście tak przeorganizować te zajęcia, żeby nie były jedynie biegiem przez płotki z lektur obowiązkowych. Myślę, że więcej powinno być tam projektów w stylu nowej ustnej matury - materiał do samodzielnego przeanalizowania i zaprezentowania.

W grę wchodzi też kwestia tego jak wcześniej powinno się podejmować decyzję o ścieżce edukacji. Idąc do liceum nie do końca wiedziałem co chcę w życiu robić, ale postawiłem na informatykę jako że mnie wówczas interesowała. Z 30-osobowej klasy na studia informatyczne poszła jedna osoba, co najlepiej pokazało nam jak wybór podejmowany w wieku 16 lat ma się do rzeczywistości. Jeśli ktoś ma jednak bardzo jasno sprecyzowane plany, nic nie stoi na przeszkodzie w pójściu do technikum. Wbrew temu co się niektórym wydaje, nie są to siedliska patologii, do których chodzi wyłącznie element z krokiem w kolanach i piwem w ręce. Wychodząc z takiej szkoły masz zawód (coraz bardziej ceniony, bo brakuje nam powoli fachowców) i możliwość kontynuowania nauki na studiach jeśli chcesz. Studentów zaczynamy mieć zresztą za dużo i to nie po takich kierunkach jakie są faktycznie potrzebne. Co z tego, że pedagogów, socjologów i ekonomistów-teoretyków coraz więcej, skoro pracy dla nich nie ma?
Jak piszesz tak cię widzą.
Awatar użytkownika
Romantic Warrior
Posty: 414
Rejestracja: sob lut 06, 2010 15:31
Lokalizacja: Wrocław

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: Romantic Warrior »

największą słabością podstawówki i liceum było to, że nastawione były na kucie, nie na myślenie i kojarzenie faktów (nie wiem jak to jest obecnie)
największą słabością studiów jest z kolei to, że często w bardzo niewystarczającym stopniu przygotowują do pracy zawodowej (może nie dotyczy to wszystkich kierunków + j.w.)
jednak skoro globalne koncerny otwierają u nas ośrodki badawcze, centra biznesu, wiedzy itd. (a nie tylko taśmy do składania podzespołów), to oznacza, że może w końcu nie jest z tym wszystkim wcale tak źle - polscy pracownicy to ceniona w świecie kadra intelektualna...
Awatar użytkownika
MODERN JEANNE
Posty: 1938
Rejestracja: pt sty 01, 2010 0:40
Lokalizacja: Krosno

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: MODERN JEANNE »

Dokładnie technikum daje Ci od razu zawód,oczywiście jeśli wiesz co chcesz robić,możliwość nauki konkretów i w efekcie lepsza specjalizacje w danej dziedzinie.
Ja niestety poszłam do ogólniaka w którym jest więcej nauki o banałach niezwiązanych z zainteresowaniami z perspektywa braku zawodu po zakończeniu szkoły.

O widzę Arek ze zainteresowała Cie informatyka.Dokładnie jak moja siostrę która jest po studiach w tym właśnie kierunku :D
I LOVE DB AND TA!
Awatar użytkownika
MichałT
Posty: 1027
Rejestracja: ndz lip 20, 2008 13:51
Lokalizacja: Brwinów

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: MichałT »

ArCrack pisze:Kwestia punktowania paska na świadectwie gimnazjalnym - moim zdaniem słusznie jest tak nisko wyceniany. Nie tylko szkoła szkole nierówna, ale nawet nauczyciel nauczycielowi. Ta sama ocena u różnych osób może odzwierciedlać zupełnie różny poziom wiedzy i umiejętności. (...) Ostatecznie na rynku pracy mniej liczy się jak dużo kto się uczył, a bardziej jak dużo kto umie.
Tak naprawdę na rynku pracy liczy się raczej co innego... ale to nie temat o tym :wink:
Ogólnie rzecz biorąc w szkole jest jednak na odwrót. Jeżeli wcześniej dostałem 2 (czyli nie pracowałem systematycznie) a potem poprawiłem ją na 5, to ocena końcówa powinna wynosić 5, tymczasem wynosi 3+ (3,5) - czyli liczy się systematyczność, a nie tylko, że w końcu nauczyłem się danego zagadnienia. O ile pasek w istocie powinien być niżej punktowany od egzaminu, to jednak proporcja powinna być większa niż 1:50, bo jak na w/w przykładzie widać - w szkole liczy się systematyczność.
ArCrack pisze:Przypisanie języka do profilu to kwestia wyboru. W moim mieście miałem ze 25 liceów, w każdym po 7-8 klas, zatem dla każdego coś się znalazło. W mniejszych miejscowościach na pewno takiego wyboru nie ma, jednak ile osób tyle może być preferencji i każdego nie da się zadowolić.
Niestety ale przypisanie języka do profilu nie jest kwestią naszego wyboru. Nie chodzi tu jednak, że dla każdego coś się znajdzie, ponieważ nie pójdę na profil humanistyczny (gdy lubuję się w matematyce) tylko dla języka, którego uczyłem się 6 lat. Uczęszczam do liceum w Warszawie (a to raczej spore miasto :wink: ) i doskonale wiem, że wyboru języka tam nie ma. Tzn profil humanistyczny = jęz. francuski a profil matematyczny = niemiecki... i bądź tu mądry :P
ArCrack pisze:Co do "fachowców do wszystkiego" - dlatego właśnie liceum jest ogólnokształcące, bo kształci we wszystkich dziedzinach.
To fakt. Licea ogólnokształcące posiadają konkretne profile, lecz wydaje mi się, że są także takie bez profilów - a jeśli nie ma, to zdecydowanie powinny takie powstać. Dlaczego uczniowie idący do liceum na ukieronkowany profil, mają cierpieć za niezdecydowanych ?
ArCrack pisze:5 godzin polskiego uważam za bardzo potrzebne, bo po tym co dzieje się w internecie widać, że wysławianie się stanowi dla wielu osób poważny problem. Można oczywiście tak przeorganizować te zajęcia, żeby nie były jedynie biegiem przez płotki z lektur obowiązkowych. Myślę, że więcej powinno być tam projektów w stylu nowej ustnej matury - materiał do samodzielnego przeanalizowania i zaprezentowania.
Jak słusznie zauważyłeś, zajęcia z polskiego są właśnie takim "biegiem przez płotki" :wink: Dochodzimy tu właśnie do cierpienia tych co potrafią się już wysłowić, przez tych którzy nie potrafią. Może takie osoby nie powinny wybierać się do liceów, a do innych szkół ponadgimnazjalnych.


Tak więc stwierdzam, że osoby nie mające jeszcze sprecyzowanych zainterosowań, powinny się udawać do liceów bez konkretnego profilu. Niestety, ale właśnie chyba z myślą o tych niezdecydowanych, stosunek biologii do geografii (w klasie mat - geo) wynosi 1:1, przez co kreowani są fachowcy od wszystkiego (vide dlatego brakuje nam prawdziwych fachowców).

Pozdrawiam
Wielki Fan MichałT
Muzyczne noble dla Dietera:
1978 - 2003
Złote Maliny:
2003 wzwyż
Awatar użytkownika
ArCrack
Administrator
Posty: 4548
Rejestracja: wt lut 01, 2005 11:45
Kontakt:

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: ArCrack »

Odpiszę Ci krótko w najważniejszych kwestiach, bo jestem na nogach od 3:50 co powoli daje mi się we znaki.
Ad. rynek pracy - domyślam się, że chodzi Ci o znajomości. Możesz na tym bazować, ale jeśli jesteś sumiennym, dokładnym i otwartym (tak na nowości jak i na ludzi) pracownikiem to ich nie potrzebujesz. Jeśli jedna firma Cię nie docenia, masz do wyboru inne. Piszę to z perspektywy mojego miasta (gdzie bezrobocie wynosi 3%) i zdaję sobie sprawę, że u Ciebie może to wyglądać inaczej. Dlatego też jestem za jak największą mobilnością pracowników - ułatwianiem ludziom migracji w miejsca gdzie mogą pracować (zamiast np. inwestowania w miejscach, gdzie i tak perspektywy na rozwój lokalnej gospodarki są nikłe). To jednak temat bardziej na Ekonomię / Gospodarkę niż to miejsce.

Ad. oceny w szkole - zadaniem szkoły jest nie tylko wpajanie wiedzy, ale też (szczególnie na początkowym etapie) wyrabianie systematyczności, pracowitości itd. i stąd taki a nie inny sposób oceniania. Myślę, że 15/16 lat to wiek, w którym można już zacząć bardziej zdecydowanie stawiać na wiedzę.

Ad. licea - w Poznaniu nie mieliśmy takich problemów, więc dziwi mnie że są w Warszawie. W każdym liceum były klasy z profilami, była też jakaś ogólna. Wszystko to z różnymi kombinacjami języków - nie było możliwości, żeby ktoś nie znalazł klasy z pożądaną konfiguracją przedmiotów.

Do jutra.
Jak piszesz tak cię widzą.
nado
Posty: 664
Rejestracja: pt sty 08, 2010 14:48

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: nado »

ArCrack pisze:jak wcześnie powinno się podejmować decyzję o ścieżce edukacji
Im wcześniej, tym lepiej. Szkoła jest po to, by nauczyć ucznia jak żyć. Poszukuje się jego mocnych stron, podsyca pasje i radzi, co można zrobić z tym w przyszłości. W gimnazjum powinno się kształtować ludzi tak, by przy wyborze szkoły średniej wiedzieli mniej więcej, co dalej ze sobą zrobić.
ArCrack pisze:bloki przedmiotowe zamiast normalnych planów dla klas
Ukierunkowany przez gimnazjum uczeń, wybiera z bloków przedmiotowych, te które są dla niego najbardziej odpowiednie.
ArCrack pisze: 5 godzin polskiego uważam za bardzo potrzebne,
Obowiązkowymi w szkole średniej pozostają przedmioty: polski (3 godziny), matematyka (2 godziny), język angielski (3 godziny), dodatkowy język obcy ( 2 godziny ), w-f ( z wiadomych przyczyn - 3 godziny), komputer i nowe technologie (2 godziny). pozostałe 15 godzin tygodniowo to przedmioty ukierunkowane, wcześniej wybrane.
Po szkole średniej każdy absolwent wraz z maturą powinien otrzymać dyplom (certyfikat), mówiący o jego teoretycznym i praktycznym przygotowaniu do wykonywania zawodu. Gdyby mu się odwidziało po drodze, zawsze może wybrać niezwiązany z jego dotychczasową edukacją, inny kierunek studiów.
ArCrack pisze:to mogłoby już wymagać całkowitej przebudowy systemu edukacji
Na to będzie może szansa za 10 lat. Dzisiaj nauczycieli, którzy pracują w szkole od 10 lat na nowo uczy się, jak mają uczyć, jak mają wychowywać. Mitręży się ich czas, zamiast doszkalać w rzeczy najistotniejszej: technikach i metodach nauczania. Nadal nie ma to przełożenia na poziom wykształcenia uczniów, bo w reformie edukacji, jak się okazało, wcale o nich nie chodziło.
Awatar użytkownika
Jasmine
Posty: 1028
Rejestracja: pt lut 05, 2010 8:14
Lokalizacja: Pruszków

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: Jasmine »

Niektórzy nauczyciele nie potrafią sobie radzić z klasą, ja miałam do czynienia z takimi w gimnazjum, wszyscy wariowali a nauczycielka (moja wychowawczyni z gim. w tym przypadku) wrzeszczała i biegała po pedagog.

Co do języków:
Ja trafiłam na dobry wybór, nie wiem czy w moim liceum to było zależne od profilu, w każdym razie miałam do wyboru rosyjski i niemiecki, wybrałam ten drugi i jestem zadowolona, idzie mi w miarę dobrze, pani mi pomaga (organizuje zajęcia dla początkujących) i chwali moje umiejętności.

Podoba mi się pomysł na wybieranie przedmiotów- każdy bierze sobie takie, które chce. Wiem, że pewnie matematyka, polski, angielski było by obowiązkowe, zniosłabym matematykę, byle bym nie miała chemii i fizyki z których jestem zero.

Jak chodziłam do gimnazjum, do 3 klasy i pakowałam się na środę to czułam się jakbym niosła wór z kamieniami czy czymś podobnym. Przesadzają z tymi podręcznikami, ładują tyle do plecaka a skrzywienie od czego? Od komputera, oczywiście. Wiem, że to częściowo prawda, ale już wolę się krzywić przed komputerem (staram się siedzieć prosto) niż nosząc ten wór z kamieniami pół dnia.

Ja jestem humanista, akurat 5 godzin polskiego mi nie przeszkadza. Ja chyba tyle mam, bo mam rozszerzony polski. Przyda się dla niektórych analfabetów typu 'poszłem', 'ić', 'trujkont' czy 'pomorze' zamiast 'pomoże'. Rozumiem, że są osoby z dysleksją, które mają z tym trudności, ale żeby osoby które nie mają żadnego zaświadczenia takie błędy robiły głównie z lenistwa?

Nie wiem czy wam też to przyszło do głowy, czy ja tak zauważyłam, że im niższy rocznik, tym gorszy. Jak mi opowiada brat koleżanki z klasy, który chodzi do tego samego gimnazjum co ja i koleżanka, jakie tam rzeczy się wyprawiają, to nie mogę uwierzyć że takie dzieci tam chodzą. Sama też byłam świadkiem takich kretyńskich zachowań, np. Z końca korytarza pierwszoklasiści ciągle się darli grupowo i się tym podniecali, czy cieszyli, nie wiem, w każdym razie bawiło ich to. Uznaliśmy wtedy w tamtejszej klasie, że dobrze że już idziemy z tej szkoły bo ta szkoła zmienia się w szpital psychiatryczny.
Teraz natomiast, trafiłam na taką klasę, która robi wszystko by nie być na lekcjach. U mnie, jak ktoś chce się zwolnić, to najpierw musi zadzwonić rodzic do sekretariatu, tam zapisują w zeszycie kto i która klasa, wychowawca sprawdza i na następny dzień, czy godzinę wychowawczą musi przynieść to zwolnienie w dzienniczku. U mnie podstawiają kolegów by zwalniali, uciekają, zwalniają się po 2-3 lekcjach, wagarują....
Awatar użytkownika
Peter
Posty: 8164
Rejestracja: pt paź 12, 2007 17:56
Lokalizacja: Wrocław

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: Peter »

nado pisze: Po szkole średniej każdy absolwent wraz z maturą powinien otrzymać dyplom (certyfikat), mówiący o jego teoretycznym i praktycznym przygotowaniu do wykonywania zawodu. Gdyby mu się odwidziało po drodze, zawsze może wybrać niezwiązany z jego dotychczasową edukacją, inny kierunek studiów.
Mądrze Ci się gada mądralo, a co z ludźmi po liceum, też mają otrzymywać taki certyfikat? Ich przydatność do rynku pracy jest bliska zeru bo nie mają żadnego zawodu. Wyjściem są studia ale nie na kierunku filologia, politologia, socjologia, filozofia czy historia, bo to nie wiele zmienia. powinno być 5 albo 6 godzin matematyki zamiast tych bez sensownych lekcji polskiego. Jeśli coś uczy logicznego myślenia to matematyka a nie polski, na boga (którego i tak nie ma. ;) ).
nado
Posty: 664
Rejestracja: pt sty 08, 2010 14:48

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: nado »

Czy ja gdzieś tutaj napisałem, że matematyka nie jest potrzebna ? Szkoła ma kształcić praktycznie, a więc bloki tematyczne, o których wspomniałem, powinny nadążać z duchem czasu i rynkiem pracy. Każdy uczeń musi jednak dokładnie wiedzieć, co dla niego będzie najlepsze i móc wybrać świadomie. Nikomu nie narzucisz kształcenia się na chemika, mimo iż takie jest akurat zapotrzebowanie, jeżeli ten chce malować obrazy lub śpiewać w operze. Polski jest potrzebny. Dodatkowe lekcje przydałyby się też tobie. "Bezsens" to jeden wyraz oznaczający brak sensu, celowości czegoś. Chyba o to ci chodziło w twojej wypowiedzi ?
Awatar użytkownika
Peter
Posty: 8164
Rejestracja: pt paź 12, 2007 17:56
Lokalizacja: Wrocław

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: Peter »

Tego Ci nie zarzucam, tylko ktoś tu napisał, że potrzeba aż pięć godzin polskiego - co uważam za bez sens, lepiej jedną godzinę wymienić na godzinę matematyki. ;) I jestem zdecydowanym zwolennikiem obowiązkowej matematyki na maturze.
Awatar użytkownika
MichałT
Posty: 1027
Rejestracja: ndz lip 20, 2008 13:51
Lokalizacja: Brwinów

Re: Patologia Polskiego Systemu Edukacyjnego

Post autor: MichałT »

ArCrack pisze:Ad. licea - w Poznaniu nie mieliśmy takich problemów, więc dziwi mnie że są w Warszawie. W każdym liceum były klasy z profilami, była też jakaś ogólna. Wszystko to z różnymi kombinacjami języków - nie było możliwości, żeby ktoś nie znalazł klasy z pożądaną konfiguracją przedmiotów.
Szczerze mówiąc zaskoczyłeś mnie. Myślałem, że skoro w największym mieście w Polsce, system (w tym aspekcie) ma tak duże zakrzywienie patologiczne, to podobnie jest w reszczie kraju, a tu okazuje się... że nie (bynajmniej w Poznaniu :wink: ). Mimo to jakby nie patrząc, taka sytuacja jak w stolicy nie powinna mieć miejsca.
nado pisze:Szkoła ma kształcić praktycznie
Sam lepiej bym tego nie określił :!: Jeśli mamy n.p klasę mat - geo. To właśnie tam powinna być rozszerzona matma i gegra, natomiast inne przedmioty, powinny być w mniejszości do w/w. W tym właśnie z takich przedmiotów jak biologia czy chociażby chemia, powinno się nabierać wiedzy praktycznej - tzn o tym jak dobrze zatamować krwawienie, czy chociażby o tym dlaczego nie wlewać wody do kwasu. Wg kogoś kto to ustala i tak jednak ważniejsze są rozpady alfa, beta - oraz beta +, albo chociaż konflikt serologiczny :)
Gdzie tu jest pomyślunek ?
Nie mówię, że wybranie określonego kierunku wiązałoby się z kompletną eliminacją pozostałych, ale dalej uważam, że stosunek przedmiotu rozszerzonego do nierozszerzonego wynoszący 2:5, jest zachowaniem patologicznym. Kolejnym problemem jest też to czego się uczymy i w jakim stopniu przyda nam się to w życiu. Tymczasem na przedmiotach nierozszerzonych, uczymy się w stopniu tak samo rozwiniętym jak na przedmiotach rozszerzonych. Jest to patologia, która powinna zostać wyeliminowana w tempie natychmiastowym, jeśli nie chcemy mieć pokolenia specjalistów od wszystkiego, czyli od niczego.

Pozdrawiam
Wielki Fan MichałT
Muzyczne noble dla Dietera:
1978 - 2003
Złote Maliny:
2003 wzwyż
ODPOWIEDZ