Thomas na Onecie!
-
Przemo
- Posty: 344
- Rejestracja: wt lis 08, 2005 22:27
- Lokalizacja: Warszawa
Zgadzam się z Piotrkiem. Recenzją jest nędzna, bo jej autor zastosował schemat: jak Modern Talking, to be. No i zjechał Andersa, za to, że ma "cukierkowaty głos". Jak trzeba uderzyć, to kij się znajdzie... Życzę każdemu wykonawcy (nawet "kanciastemu" dla odróżnienia) Stewardowi,żeby miał takie możliwości i brzmienie głosu jak Thomas.
Z zakończeniem recenzji o tyle mogę się zgodzić, że faktycznie ten album jest dla najwierniejszych fanów, ale opowieści, ze Anders naśladuje Stewarda, to jakiś debilizm. Jak rozumiem, autor recenzji uznaje wszytskie covery wyśpiewywane przez Roda za cudne, a Thomasa za wstrętne, bo Andersa po protstu nie lubi. Mnie "Songs..." nie powaliło, ale nie uważam, że płyta jest fatalna. Jest największym walorem jest właśnie Andersowy wokal, który nadaj utworom troche takiej melancholijnej, romantycznje nuty. I takie to miało być. Odnoszenie piosenek do wersji orgynialnych i krytykowanie, że Eurythmics niby Eurythmics śpiewał z energią, a Thomas lukruje źle świadczy o autorze, jego beztronności i ogólnie znajomości muzyki.
Z zakończeniem recenzji o tyle mogę się zgodzić, że faktycznie ten album jest dla najwierniejszych fanów, ale opowieści, ze Anders naśladuje Stewarda, to jakiś debilizm. Jak rozumiem, autor recenzji uznaje wszytskie covery wyśpiewywane przez Roda za cudne, a Thomasa za wstrętne, bo Andersa po protstu nie lubi. Mnie "Songs..." nie powaliło, ale nie uważam, że płyta jest fatalna. Jest największym walorem jest właśnie Andersowy wokal, który nadaj utworom troche takiej melancholijnej, romantycznje nuty. I takie to miało być. Odnoszenie piosenek do wersji orgynialnych i krytykowanie, że Eurythmics niby Eurythmics śpiewał z energią, a Thomas lukruje źle świadczy o autorze, jego beztronności i ogólnie znajomości muzyki.
Przemo