atlantyda ;o) pisze:Poszło jak zwykle o kasę i to wcale nie małą,skoro był tak niebezpieczny to dlaczego rodzice tego chłopca nie walczyli o to,aby jego oprawca skończył w wiezieniu tylko od początku była mowa o odszkodowaniu ?
Prawda w końcu wyjdzie na jaw.Kiedyś chłopca sumienie ruszy i opowie Światu jak to było naprawdę
Też mi się tak wydaje, że ci policjanci trochę wymuszali na nim te zeznania i zadawali bardzo wymowne pytania sugerujące odpowiedź. Dlatego też zgodzę się z tym, że rodzicom tych dzieci chodziło bardziej o kasę niż o dobro swoich dzieci. Z resztą te dzieci wcale jakoś nie opowiadały o Michaelu z jakimś przejęciem w głosie, czy żeby cokolwiek innego złego im się działo. Ale tak jak powiedziałem, jakby dzieci, które gościł Michael spały w odrębnym pokoju sprawy by wogóle nie było. A tak wykorzystano perfidnie te fakty o przytulaniu, wspólnym nocowaniu, itp. A mało to potrzeba dla prokuratora żeby oskarżać.
atlantyda ;o) pisze:
To prawda,Michael miał szczęście jeśli chodzi o biznes i produkcje kolejnych albumów ale w życiu prywatnym już takiego szczęścia do ludzi nie miał...przykre..
Myślę, że MIchael był zbyt ufny do ludzi i nie dostrzegał w nich zagrożeń. W filmie ten czarnoskóry przyjaciel Michaela zwracał mu na to często uwagę. Trochę mnie rozbawiły pomysły tego gościa jak wybierał Michaelowi dziewczyny i organizował randki aby wybrac mu "materiał" na żonę.

Nie wiadomo czy MIchael samemu by wybrał lepiej? I tak człowiek wszystkiego w życiu nie przewidzi.
Jeszcze chciałem zmienić na chwilę temat i zadumać się, ciekawe jakby to było gdyby Bohlen kiedykolwiek nawiązał współpracę z Michaelem i w utworku "They Don't Care About Us " podczas tego koncertu w 2:32 wyskoczył z tą gitarką z solówką
http://www.youtube.com/watch?v=R4KHJ0-b ... re=related Mogłoby być ciekawie.

A tak na poważnie, to Bohlen był dość znany na świecie więc i z chociaż chwilowej współpracy jego i Michaela mogłoby wyjść coś ciekawego. Co prawda nurty muzyczne obu panów trochę się różniły no ale już nie takie duety miały miejsce.
only love pisze:Jak był to był nie interesowałam się nim aż tak bardzo choć muzę lubiłam, a jak już go nie ma to nagle zaczęło mi go brakować a on sam i jego muza jeszcze bardziej zyskała u mnie na wartości. Nagle stał sie dla mnie wyjątkowy
Miałem już to wcześniej napisać, że mam bardzo podobne odczucia. Ale to tak chyba właśnie jest, że artysta który żyje często jest przez nas traktowany z dystansem bo myślimy, ze skoro jest to zawsze zdążymy go jeszcze posłuchać, może nawet zobaczyć na koncercie albo i nawet fotkę sobie zrobić. Aż tu nagle tego kogoś brakuje (zwłaszcza odczuwa się to kiedy odchodzi ktoś nam bezpośrednio znajomy, bliski), że być może za rzadko się z tym kimś rozmawiało, że nie powiedziało się komuś, że jest kimś ważnym dla nas w życiu. Wydaje się, że za mało czasu temu komuś poświęciliśmy a teraz już nie będziemy mieli okazji, itp.
