Dieter Bohlen - "Twórca" ("Der Macher")
- Pkmodern
- Zarząd Thomas Anders Fanklub Polska
- Posty: 2498
- Rejestracja: pt lis 18, 2005 22:40
Dieter Bohlen - "TwĂłrca" ("Der Macher")
W 1993 roku wydawnictwo EDEL wydało książkę "DIETER BOHLEN DER MACHER" - bogato ilustowane wydawnictwo dotyczące historii i fenomenu Dietera Bohlena.
Postanowiłem przytoczyc tu tłumaczenie tej pozycji (niestety fotografii nie mogę zamieścic z powodów technicznych tej strony) i myślę że będzie to ciekawa lektóra dla wszystkich, którzy chcą bliżej poznac fenomen Dietera Bohlena.
Dziś częśc 1:
Od postrachu nauczycieli do grzecznego chłopczyka
Kiedy 7 lutego 1954 roku w Oldenburgu urodził się Dieter Bohlen, większość Niemców świętowała swój wolny dzień. Cieszyli się oni na przyjemny dzień we własnych czterech ścianach. Inni z kolei nie dali się odstraszyć przez mało zachęcające temperatury tego typowego zimowego dnia. W trakcie typowych niedzielnych wycieczek marzyli o nadejściu wiosny. Ten dzień 7 lutego w Oldenburgu był dla Hansa i Edith Bohlen niedzielą jak z obrazka.
W Niemczech szerzył się optymizm. Pierwsi ludzie zaczynali właśnie mówić o tzw. cudzie gospodarczym. Niemal wszędzie odczuwalne było nowe poczucie życia, coś co dzisiaj często określane jest jako "Złote Lata 50-te". Także w zniszczonym podczas wojny Oldenburgu wszystko posuwało się widocznie naprzód. Znikały w niesamowitym tempie ruiny; budowano nowe domy, sklepy, biura, mieszkania. Wszystko to zapełniało istniejące do tej pory luki.
Dla Dietera Bohlena wszystko to było jednak wtedy całkiem obojętne. Nie wiedział nic o tym i nie rozumiał nic z tego. Jeszcze mniej zapowiadało, że kiedyś ten człowiek zostanie jedną z najjaśniej świecących gwiazd na niemieckiej scenie muzycznej. A już zupełnie nie przyszło by to do głowy jego matce i ojcu. Przeciwnie - właśnie ojciec Dietera, jako wykształcony inżynier i współwłaściciel przedsiębiorstwa budowlanego, miał wobec niego zupełnie inne plany. Dieter powinien pewnego dnia przejąć odpowiedzialność za przedsiębiorstwo i w nim pracować.
Jego droga jako najstarszego syna była w pewnym sensie od pierwszego dnia wyznaczona. Jego życie i kariera właściwie zostały wytyczone. W gruncie rzeczy nie mógłby on lepiej trafić. Właśnie w sektorze budowlanym było w tym czasie najwięcej do zrobienia. Perspektywy na przyszłość wyglądały także wspaniale.
W pierwszych 10 latach jego życia nie można było poznać, że Dieter Bohlen pewnego dnia spróbuje buntu i nie wypełni tak zupełnie życzeń swojego ojca. Jego dzieciństwo w dużym mieście, położonym pomiędzy oddaloną o 40 km na wschód Bremą i holenderską granicą na zachodzie nie było specjalnie spektakularne. Na północy Morze Północne a na południu nic - dla prawdziwego oldenburczyka podróż na południe można było zakwalifikować do rubryki "podróż w świat". Musiało się pokonać ok. 200 km, jeśli chciało się naprawdę zobaczyć coś ze świata. Na południu położony jest Dortmund i Zagłębie Ruhry. Nic dziwnego. że w tych okolicznościach 150-tysięczny Oldenburg, nazywany również "Bramą na Wschodnią Fryzję", miał raczej prowincjonalne i senne oddziaływanie.
Nie było to raczej miasto, o którym młodzież tamtych czasów mogła śnić, by w nim właśnie spędzić całe swoje życie. Dla chłopców takich jak Dieter Bohlen miasto to nie miało prawie nic do zaoferowania. Mieszkać w Oldenburgu było dla nich mniej-więcej tym samym, co zostać pogrzebanym żywcem. Ulice były wąskie, mury wysokie, granice były wszędzie wyczuwalne. Niemalże każdy znał każdego. Nie było żadnej odmiany, a już szczególnie dla młodzieży. Nie było wtedy również programów telewizyjnych, które choćby w małym stopniu mogły przynieść młodzieży w tym mieście jakikolwiek powiew "dużego świata", nie mówiąc już o takich sprawach - oczywistych dla nas dzisiaj - jak dyskoteki.
Do największych wydarzeń kulturalnych należał letni festiwal kulturalny, w pierwszych tygodniach października jarmark, a krótko przed Świętami Bożego Narodzenia - Lambertimarkt. Poza tym młodzież spotykała się zazwyczaj przy Brunneneck przy skrzyżowaniu Achternstrasse i Langenstrasse. Nie było zbyt wielu innych możliwości i odmiany dla tej młodzieży, która zdecydowała się pozostać w mieście. Kto chciał coś przeżyć albo zrobić coś ze swoim życiem, nie zostawał tam, tylko uciekał.
Chłopi, których furmanki z hałasem toczyły się przez dziurawe drogi, nie należeli w 1954 r. w tej okolicy do rzadkości. Ludzie żyjący w okolicach Oldenburga należeli w tym czasie do ludzi najgorzej zarabiających w Niemczech. W tym nie specjalnie zasiedlonym północno-zachodnim cyplu Niemiec nie było możliwości zrobienia szybko dużych pieniędzy. Obraz miasta i życie ludzi nie były kształtowane poprzez nieliczne firmy przemysłowe czy przedsiębiorstwa w granicach miasta, lecz raczej - przede wszystkim - przez daleko rozciągający się horyzont pól i łąk, na których pasło się więcej krów niż Oldenburg miał mieszkańców. Tu miało się czas, który czasami wręcz zdawał się stać w miejscu.
Od tamtego czasu dużo zmieniło się w Oldenburgu, aczkolwiek więcej - dookoła niego. I nawet jest trochę zazdrości w tym, co mówi się przy stołach w Oldenburgu o tym, że na południe od miasta jest w tej chwili największe zagęszczenie posiadaczy Mercedesów na świecie. Z raczej biednych i prostych gospodarzy zrobili się teraz okropnie bogaci "kurzy baronii", którzy nie harują już na polu, ale jako przedsiębiorcy rolni handlują jajkami. Około 20 mln kur znosi tutaj codziennie quasi złote jajka dla swych właścicieli. Nigdzie na całym świecie nie ma takiego miejsca, gdzie byłoby tyle kur, ile na południe od Oldenburga. Natomiast furmanki - odświętnie przybrane - należą już tylko do pejzażu odświętnego miasta podczas parad.
Niestety dla młodzieży nadal nie spada zbyt wiele ze stołów tych "kurzych baronów". Natomiast wyróżnia ten obszar jeden z najwyższych współczynników bezrobocia w Niemczech. Szanse młodzieży w tej okolicy są tak cienkie jak skorupki jajek. A to, co dzisiaj czyni miasto atrakcyjnym, co dodaje mu szarmu, co przyciąga tutaj turystów, działało w latach 50-tych młodzieży zdecydowanie na nerwy.
Niemalże na każdym kroku, niemalże na każdym rogu ulicy, potykali się oni o zabytki, o muzea: Landesmuseum fur Kunst- und Kulturgeschichte, Oldenburger Stadtmuseum, stadtosche Kunstsammlungen, Staatliches Museum fur Naturkunde und Vorgeschichte, Kleines Augusteum, pochodzący z 1604 r. zamek Herzogów, wspaniały i znany ogród tego zamku w stylu angielskim, Ogród Botaniczny i wiele znajdujących się pod opieką konserwatora zabytków domów mieszczańskich wybudowanych w klasycznym stylu. A także wybudowana w 1468 r. wieża szpitala Św. Ducha i teatr. Cały Oldenburg wydaje się być raczej gigantycznym muzeum niż miastem, w którym tętni życie.
Typowym przykładem jest tu port, w którym do XVI w. wielkie statki morskie wyładowywały swój ładunek. Dzisiaj port ten podobny jest raczej do muzeum. Jedyne połączenia z Morzem Północnym - Hunte i Kustenkanal - nie nadają się raczej dla dużych statków. I tak produkuje się obecnie w tutejszej stoczni tylko małe sportowe łódki.
Jednakże to właśnie ta atmosfera - więcej niż beztroski - była niejako napędem dla tych młodych ludzi. Nie chcieli oni wciąż mieszkać w mieście przypominającym muzeum i nie chcieli, by ich życie zostało określone przez starszych. Im ciaśniej im było i im bardziej czuli się ograniczeni, tym impulsywniej szukali nowych dróg wyjścia; chcieli uciec, zrobić coś samemu. Chcieli stanąć na własnych nogach.
Także Dieter Bohlen nie należał do tych, którzy chętnie usiedliby w przygotowanym ciepłym gniazdku. Już całkiem wcześnie pokazały się u niego dwie typowe dla Wodników cechy charakteru: po pierwsze - dążenie do wolności i po drugie - ciekawość wszystkiego, co nowe. Już w szkole lubił duże występy i wiedział, jak zachować się na scenie. Wszystko, co kolorowe, głośne, grzmiące, niezwykłe, nieoczekiwane zmiany - wszystko to fascynowało go. Jednak kiedy był do czegoś zmuszany, kiedy nakładano na niego jakiś obowiązek, budziło to w nim tylko i wyłącznie opór.
Takie reakcje obronne nie należały u niego do rzadkości. Chciał być koniecznie niezależny, chciał poruszać się niczym ptak - ale nie taki trzymany w klatce. Życie było dla niego niczym cyrk z gigantyczną areną, pośrodku której chętnie się znajdował. Kiedy czuł się ograniczany, nie był w stanie niczegokolwiek zrobić. Nie potrafił opanować sytuacji. W takim przypadku sytuacja opanowywała jego. Wówczas potrafił bić głową w mur bez względu na skutki dla siebie i dla innych.
Z drugiej jednak strony potrafił wyzwolić niesamowitą, niezwykłą energię i tworzyć to, co na pierwszy rzut oka było niemożliwe. Ale to tylko w sytuacji, kiedy podążał za tym, co uważał za słuszne, kiedy robił to, na co miał ochotę. Bardzo często zaskakiwał swoje otoczenie swoimi postanowieniami. Nierzadko jego poczynaniom towarzyszył sprzeciw - jego rodzice byli przeciwni temu, kiedy własne zachcianki artykułował i bezpośrednio przystępował do ich urzeczywistnienia.
Nawet kiedy cały świat był mu przeciwny, kiedy ogłaszano go wariatem, nikt mu nie wierzył i nikt nie chciał z nim współdziałać, wtedy po prostu robił to sam. Robił to dobrze i trzeba przyznać, miał na tym polu niezwykle wielkie sukcesy. Potrafił na przekór wszelkim oporom i barierom przeforsować swoje opinie i siebie samego. Tym samym udowadniał słuszność swojej strategii, swoich zamiarów i był podziwiany.
Wyrwać się z Oldenburga, wyfrunąć z klatki to stało się dla Dietera Bohlena wzorcem zachowania. To było dla niego napędem i motywacją do działania. Ujmując rzecz z tego punku widzenia nie mógłby nigdy działać i pracować z sukcesem w przedsiębiorstwie swojego ojca. Jego życie nie było określane przez dopasowywanie się do określonych warunków bytowych. Polegało ono raczej na dopasowywaniu tych warunków do niego samego. Jeśli wypełniłby życzenie swojego ojca, prawdopodobnie zostałby nie tylko stłamszony psychicznie, lecz także ojcowskie przedsiębiorstwo prawdopodobnie upadłoby.
Jednakże nie znaczy to wcale, że Dieter Bohlen znalazł coś dla siebie na całe życie i że pewnego dnia zostanie jako muzyk pochowany. Nigdy nie jest się pewnym przy tej osobie, czym może jeszcze zaskoczyć. Nie będzie o tym na pewno mówił, nie będzie pytał o radę. Ale kiedy pewnego dnia zechce zrobić coś nowego, kiedy znajdzie dla siebie nowe wyzwanie, kiedy być może będzie miał już dosyć tej codziennej harówki w studio i swego sukcesu, gdy będzie miał dość samej muzyki i zechce zacząć nowe życie lub będzie musiał je zacząć - wtedy będzie to po prostu dla niego czymś oczywistym. Wtedy zwyczajnie to zrobi. Może się to stać każdego dnia, np. z dzisiaj na jutro, ale też wcale nie musi się to wydarzyć w ogóle.
U Dietera Bohlena wszystko jest możliwe. Także to, że pewnego dnia wejdzie w interes swojego ojca lub uczyni coś podobnego i wtedy będzie prawdopodobnie tak samo przekonujący, tak samo dobry jak w tej chwili jako muzyk. Jedynym warunkiem tego jest fakt, iż musi to wyjść z niego samego. I nikt nie może mu stawiać żadnych warunków. Nic nie może go do tego zmusić.
Po raz pierwszy pokazało się to bardzo wyraźnie w szkole. Podczas gdy pierwsze lata w szkole pokonuje bez problemów, od trzeciej klasy zaczynają się same trudności - przede wszystkim z nauczycielami. Widzą w nim przede wszystkim rozpieszczonego chłopaczka, który nie pozwala sobie nic powiedzieć i który mimo wszystko chce przecisnąć swoje racje. Nie chce się podporządkować klasie, dopasować do niej, i wciąż reaguje nie tak jak należy. Coraz gorzej idzie mu w szkole i jego wyniki bardzo niebezpiecznie spadają. W pewnym momencie musi nawet zmienić szkołę, ponieważ jego nauczyciele nie potrafią dojść z nim do porozumienia, nie wiedzą, co mogliby dla niego dalej robić.
Dieter Bohlen czuje się nie tylko ograniczany, ale wręcz uciśniony. Odczuwa dominację nauczycieli jako zmuszanie do podporządkowania się ich woli. Jeszcze zanim w latach 60-tych jako hasło przewodnie pojawi się określenie "oświeconego, myślącego obywatela i ucznia", jeszcze zanim słowo "Zivilcourage" zacznie być często używane i wchodzi do obiegu, Dieter Bohlen zachowuje się odpowiednio, niestety zbyt wcześnie zachowuje się tak w nie przygotowanym na to świecie, w świecie, który nie jest przygotowany na przyjęcie tego typu zachowań. Tak więc napotyka tylko na niezrozumienie u nauczycieli, którzy w dużym stopniu robili swoje dyplomy podczas dyktatury Adolfa Hitlera, którzy jeszcze bardzo często uważają kij za najlepszy środek do osiągnięcia swoich pedagogicznych celów.
"Razy kija nikomu jeszcze nie zaszkodziły" brzmi ich motto, którego musi również często wysłuchiwać Dieter Bohlen. Jego oporu jednak nie udaje się nauczycielom przełamać żadnymi środkami. Wprost przeciwnie. Krótko mówiąc on nie daje się powalić, nie daje się złamać. Przynajmniej werbalnie mógł wyrażać co naprawdę sądził, bez żadnego względu na stosunki panujące pomiędzy nauczycielem a uczniem mówił po prostu co sądził o danej sytuacji.
Dieter Bohlen chciał mieć swoje własne zdanie; nie dawał się ani przełamać ani przebłagać. Bez pardonu ścierały się tutaj wzajemnie dwa światy - odchodzące w zapomnienie autorytarne myślenie i nowa, buntująca się młodzież. Bezwzględna posłuszność była w tych czasach wymagana a nie samodzielne, kreatywne myślenie i działanie. Typowym i raczej z punktu widzenia dzisiejszej wiedzy śmiesznym zachowaniem w tamtych czasach było bezsensowne zadawanie sobie trudu, by z mańkutów za wszelką cenę zrobić ludzi praworęcznych. Dieter Bohlen jest naturalnym mańkutem, bywał jednak w szkole siłą zmuszany do pisania prawą ręką tak jak praktycznie wszyscy inni uczniowie w latach 50-tych. W zasadzie można powiedzieć, że nauczyciele przerobili go na praworęcznego.
Nawet jeszcze dzisiaj pisze prawą ręką. Jednak w tenisa gra lewą. Tego nauczył się dopiero później, poza szkołą; nikt go już wtedy nie zmuszał do gry prawą ręką. To właśnie te absurdalne zupełnie zajścia z podejściem do prawo- czy leworęczności Dietera Bohlena były bazą do wszelkich konfliktów i napięć pomiędzy Dieterem a jego nauczycielami. Doszło nawet do tego, że jakiś szczególnie małostkowy nauczyciel pewne pytania Dietera traktował jako prowokacje, jako opór.
Cała ta sytuacja doprowadzała również rodziców Dietera Bohlena do kresu wytrzymałości. Nie wiedzieli już co poradzić a Dieter wydawał się beznadziejnym przypadkiem. Gdyby nie dr Heinz Giszas, jego wuj, staczanie się Dietera byłoby procesem nieodwracalnym. Wujek ten był w tym czasie szefem stoczni w Hamburgu i właśnie tym autorytetem, który Dieter szanował. Do pewnego stopnia była to nawet fascynacja. Jemu było wolno coś powiedzieć. I to właśnie ten wujek obudził w Dieterze ponownie ambicje, dzięki którym Dieter coraz częściej błyszczał w szkole a jego dobre wyniki w nauce były czymś bardziej zwracającym uwagę niż wcześniejsze problemy. Wkrótce Dieter Bohlen stał się przykładem dla swoich kolegów i zdołał uczynić coś, co nigdy nie było uważane za możliwe w jego przypadku - przeskoczył ze szkoły zawodowej do gimnazjum.
Po pokonaniu tej przeszkody jego rodzice nabrali znowu nadziei. Niestety - zbyt szybko, jak się wkrótce miało okazać. Niedługo potem stare problemy powróciły. Również tutaj nauczyciele nie mogli dojść do ładu i składu z Dieterem. I niestety doszło jeszcze coś - starsi koledzy zdołali namówić Dietera Bohlena do eksperymentów z narkotykami. Od czasu do czasu joint krążył w kółku i niestety Dieter był przy tym. Jego ciekawość była zbyt wielka by konsekwentnie odmówić. W rezultacie musiał opuścić gimnazjum, jednakże otrzymał szansę w innym.
Dieter Bohlen jednak odrzuca tę szansę, nie ma ochoty z niej skorzystać. W każdym razie działa w starym stylu. Jednakże niezbyt długo. W ósmej klasie wreszcie zapala się dla niego definitywnie czerwone światło. I wreszcie może opuścić szkołę. Jego ojciec wyciąga w tej sytuacji konsekwencje, które Dieterowi wcale nie smakują.
Zostaje bowiem wysłany do internatu Kruger w Wersen koło Osnabruck. I tutaj poznaje szkołę z całkowicie nieznanej mu do tej pory strony. Tutaj nie ma praktycznie dla siebie ani minuty. Od wstania z łóżka aż do zaśnięcia bez przerwy zajmują się nim nauczyciele, wychowawcy i personel opiekuńczy. Tu nie pozwala się uczniom praktycznie na nic - jeśli nie ma to oczywiście nic wspólnego ze szkołą lub nauką. Jeśli nawet ma kilka minut wolnych do dyspozycji, musi zameldować co zamierza w tym czasie robić i czy jest to dozwolone. Nawet tak błahe sprawy jak czytanie książki czy napisanie listu do rodziców wymagają aprobaty personelu. Jakby tego było mało, musi również udowodnić potem, że czas ten wykorzystał rzeczywiście w tym celu.
Nic więc dziwnego, że Dieter Bohlen porównuje internat tylko i wyłącznie z więzieniem. Nie może nieść tego ciągłego obserwowania, opieki i ograniczenia swobód. To jest ponad jego siły. Jest mu tak ciężko, że w końcu rozmawia ze swoim ojcem tak długo, aż ten ustępuje. Dieter może powrócić ponownie do Oldenburga. Znajduje tam znowu gimnazjum, które go przyjmuje.
Internat go złamał. Jest do tego stopnia uległy, że znajduje miejsce w swoim ciepłym przytulnym gniazdku. I jednego się nauczył - czas przyjemności minął. Teraz musi sobie z tym poradzić. Wytwarza w tym momencie zdolności, budzi w sobie ambicje, które potrafią pokonać wszystko. Jak potężny lodołamacz przełamuje wszelkie, najbardziej nawet kłopotliwe problemy. I nawet w dziedzinie sportu błyszczy. Podczas młodzieżowych mistrzostw Niemiec i w czasie świąt sportowych zgarnia - jak prawie żaden z jego kolegów - nagrody i wyróżnienia. W skoku w dal, bieganiu i koszykówce uważany jest za najlepszego w swojej szkole. Przez długi czas, przez lata był po prostu najlepszy. Niestety nie chroni go to przed tak nie lubianymi uwagami wpisywanymi do dziennika, zazwyczaj z powodu przeszkadzania w lekcji.
Jak wysportowany był, dowodził czasami również w nocy, kiedy potajemnie wykradał się przez okno domu rodzinnego i udawał się na najbliższą dyskotekę. Kiedy był na tym przyłapywany przez rodziców, musiał niestety siedzieć w domu, dostawał areszt domowy. Jednak po powrocie z internatu do Oldenburga jego wszystkie problemy zniknęły. Nagle stał się tak dobry, że swoimi osiągnięciami przebijał wszystkich swoich kolegów ze szkoły. Doszło nawet do tego, że w dziewiątej klasie mógł przeskoczyć jeden rok. Tak więc nie chodził w ogóle do dziesiątej klasy, od razy poszedł do jedenastej.
I tutaj również należał do najlepszych prawie we wszystkich przedmiotach. W wieku 17 lat został dopuszczony do matury. Osiągnął na tym egzaminie ocenę 1,8 (bardzo dobrą! - przyp. tł.) przy pierwszym podejściu. I tym samym osiągnął pierwszy cel na drodze, którą wyznaczył mu jego ojciec. Kiedy się żyje pomiędzy wilkami, czasami lepiej jest zatańczyć z nimi niż zostać przez nie pożartym. Wtedy stres związany z tym jest przynajmniej częściowo możliwy do wytrzymania i przewidywalny.
Rok 1964 jest dla Dietera Bohlena jednym z najbardziej znaczących i naznaczających jego karierę lat. W tym właśnie roku jego życie dotarło do punktu zwrotnego. Rok 1964 to przecież rok, w którym niemieckie listy przebojów zostały opanowane przez takie piosenki jak: "She Loves You", "I Want To Hold Your Hand", "Roll Over Beethoven", "Misery", "Komm, gib mir deine Hand", "Sie liebt dich", "Please Please Me", "Can't Buy Me Love", "Do You Want To Know A Secret", "Long Tall Sally", "Please Mr Postman", "A Hard Days Night", "If I Fell", "I Should Have Known Better" itp.
W sumie jest to 15 tytułów i wszystkie były śpiewane przez Beatlesów. Już nigdy potem jedna grupa ani jedna gwiazda nie umieściła tylu tytułów na raz w ciągu roku na listach przebojów. Na całym świecie wybuchła wtedy tzw. beatlemania. Także Dieter Bohlen łapie bakcyla po raz pierwszy słuchając tej muzyki. Niewiele więc czasu minęło do decyzji nauczenia się gry na gitarze. Jeszcze mniej czasu, nawet mniej niż zajmuje odrobienie pracy domowej, potrzeba Dieterowi na opanowanie najnowszych tytułów Beatlesów. Bob Dylan, Donovan, The Byrds - to są późniejsze gwiazdy tych lat, których tytuły Dieter Bohlen śpiewa i gra.
Wkrótce zaczyna również się rozwijać ponad naśladownictwo innych, zaczyna rozwijać własne pomysły. W wieku 12 lat opracowuje swój pierwszy absolutnie własny tytuł. "Viele Bomben fallen" (Dużo bomb spada) to jedna z tych pierwszych piosenek, które pisze w stylu Boba Dylana. W pewnej knajpie występuje w konkursie młodych talentów, jednak nie trafia jeszcze wtedy ze swoimi piosenkami do publiczności. Przynajmniej nie w swoim rodzinnym Oldenburgu. Oprócz gry na gitarze zainteresował się również w tym czasie grą na pianinie.
Od tego czasu dla Dietera Bohlena jest sprawą jasną, że zostanie muzykiem. Najchętniej zrobiłby to od razu, gdyby nie fakt, że ciążył na nim jeszcze ten obowiązek zdania matury. Dieter Bohlen zrozumiał jednak bardzo szybko, że bez matury nie ma również muzyki, przynajmniej tak długo, jak jego ojciec z punktu widzenia prawa sprawuje nad nim opiekę. W roku 1964 wszystko to wyglądało troszeczkę inaczej niż teraz. Jeśli rodzice się na coś nie zgadzali, nie było o tym mowy. I tak aż do 21. roku życia.
Dopiero 1 stycznia 1975 r. granica ta została zaniżona do 18 lat, a więc dopiero na 5 tygodni przed 21. urodzinami Dietera Bohlena. Trzeba przyznać, że nie miał on tutaj specjalnie dużo szczęścia. Prawie w tym samym czasie kiedy według starego przepisu stawał się pełnoletni, był już w zasadzie pełnoletni od trzech lat według nowego przepisu i mógł dowolnie o sobie decydować. Mógł robić, co chciał. Dla niego ten przepis przyszedł zbyt późno...
Postanowiłem przytoczyc tu tłumaczenie tej pozycji (niestety fotografii nie mogę zamieścic z powodów technicznych tej strony) i myślę że będzie to ciekawa lektóra dla wszystkich, którzy chcą bliżej poznac fenomen Dietera Bohlena.
Dziś częśc 1:
Od postrachu nauczycieli do grzecznego chłopczyka
Kiedy 7 lutego 1954 roku w Oldenburgu urodził się Dieter Bohlen, większość Niemców świętowała swój wolny dzień. Cieszyli się oni na przyjemny dzień we własnych czterech ścianach. Inni z kolei nie dali się odstraszyć przez mało zachęcające temperatury tego typowego zimowego dnia. W trakcie typowych niedzielnych wycieczek marzyli o nadejściu wiosny. Ten dzień 7 lutego w Oldenburgu był dla Hansa i Edith Bohlen niedzielą jak z obrazka.
W Niemczech szerzył się optymizm. Pierwsi ludzie zaczynali właśnie mówić o tzw. cudzie gospodarczym. Niemal wszędzie odczuwalne było nowe poczucie życia, coś co dzisiaj często określane jest jako "Złote Lata 50-te". Także w zniszczonym podczas wojny Oldenburgu wszystko posuwało się widocznie naprzód. Znikały w niesamowitym tempie ruiny; budowano nowe domy, sklepy, biura, mieszkania. Wszystko to zapełniało istniejące do tej pory luki.
Dla Dietera Bohlena wszystko to było jednak wtedy całkiem obojętne. Nie wiedział nic o tym i nie rozumiał nic z tego. Jeszcze mniej zapowiadało, że kiedyś ten człowiek zostanie jedną z najjaśniej świecących gwiazd na niemieckiej scenie muzycznej. A już zupełnie nie przyszło by to do głowy jego matce i ojcu. Przeciwnie - właśnie ojciec Dietera, jako wykształcony inżynier i współwłaściciel przedsiębiorstwa budowlanego, miał wobec niego zupełnie inne plany. Dieter powinien pewnego dnia przejąć odpowiedzialność za przedsiębiorstwo i w nim pracować.
Jego droga jako najstarszego syna była w pewnym sensie od pierwszego dnia wyznaczona. Jego życie i kariera właściwie zostały wytyczone. W gruncie rzeczy nie mógłby on lepiej trafić. Właśnie w sektorze budowlanym było w tym czasie najwięcej do zrobienia. Perspektywy na przyszłość wyglądały także wspaniale.
W pierwszych 10 latach jego życia nie można było poznać, że Dieter Bohlen pewnego dnia spróbuje buntu i nie wypełni tak zupełnie życzeń swojego ojca. Jego dzieciństwo w dużym mieście, położonym pomiędzy oddaloną o 40 km na wschód Bremą i holenderską granicą na zachodzie nie było specjalnie spektakularne. Na północy Morze Północne a na południu nic - dla prawdziwego oldenburczyka podróż na południe można było zakwalifikować do rubryki "podróż w świat". Musiało się pokonać ok. 200 km, jeśli chciało się naprawdę zobaczyć coś ze świata. Na południu położony jest Dortmund i Zagłębie Ruhry. Nic dziwnego. że w tych okolicznościach 150-tysięczny Oldenburg, nazywany również "Bramą na Wschodnią Fryzję", miał raczej prowincjonalne i senne oddziaływanie.
Nie było to raczej miasto, o którym młodzież tamtych czasów mogła śnić, by w nim właśnie spędzić całe swoje życie. Dla chłopców takich jak Dieter Bohlen miasto to nie miało prawie nic do zaoferowania. Mieszkać w Oldenburgu było dla nich mniej-więcej tym samym, co zostać pogrzebanym żywcem. Ulice były wąskie, mury wysokie, granice były wszędzie wyczuwalne. Niemalże każdy znał każdego. Nie było żadnej odmiany, a już szczególnie dla młodzieży. Nie było wtedy również programów telewizyjnych, które choćby w małym stopniu mogły przynieść młodzieży w tym mieście jakikolwiek powiew "dużego świata", nie mówiąc już o takich sprawach - oczywistych dla nas dzisiaj - jak dyskoteki.
Do największych wydarzeń kulturalnych należał letni festiwal kulturalny, w pierwszych tygodniach października jarmark, a krótko przed Świętami Bożego Narodzenia - Lambertimarkt. Poza tym młodzież spotykała się zazwyczaj przy Brunneneck przy skrzyżowaniu Achternstrasse i Langenstrasse. Nie było zbyt wielu innych możliwości i odmiany dla tej młodzieży, która zdecydowała się pozostać w mieście. Kto chciał coś przeżyć albo zrobić coś ze swoim życiem, nie zostawał tam, tylko uciekał.
Chłopi, których furmanki z hałasem toczyły się przez dziurawe drogi, nie należeli w 1954 r. w tej okolicy do rzadkości. Ludzie żyjący w okolicach Oldenburga należeli w tym czasie do ludzi najgorzej zarabiających w Niemczech. W tym nie specjalnie zasiedlonym północno-zachodnim cyplu Niemiec nie było możliwości zrobienia szybko dużych pieniędzy. Obraz miasta i życie ludzi nie były kształtowane poprzez nieliczne firmy przemysłowe czy przedsiębiorstwa w granicach miasta, lecz raczej - przede wszystkim - przez daleko rozciągający się horyzont pól i łąk, na których pasło się więcej krów niż Oldenburg miał mieszkańców. Tu miało się czas, który czasami wręcz zdawał się stać w miejscu.
Od tamtego czasu dużo zmieniło się w Oldenburgu, aczkolwiek więcej - dookoła niego. I nawet jest trochę zazdrości w tym, co mówi się przy stołach w Oldenburgu o tym, że na południe od miasta jest w tej chwili największe zagęszczenie posiadaczy Mercedesów na świecie. Z raczej biednych i prostych gospodarzy zrobili się teraz okropnie bogaci "kurzy baronii", którzy nie harują już na polu, ale jako przedsiębiorcy rolni handlują jajkami. Około 20 mln kur znosi tutaj codziennie quasi złote jajka dla swych właścicieli. Nigdzie na całym świecie nie ma takiego miejsca, gdzie byłoby tyle kur, ile na południe od Oldenburga. Natomiast furmanki - odświętnie przybrane - należą już tylko do pejzażu odświętnego miasta podczas parad.
Niestety dla młodzieży nadal nie spada zbyt wiele ze stołów tych "kurzych baronów". Natomiast wyróżnia ten obszar jeden z najwyższych współczynników bezrobocia w Niemczech. Szanse młodzieży w tej okolicy są tak cienkie jak skorupki jajek. A to, co dzisiaj czyni miasto atrakcyjnym, co dodaje mu szarmu, co przyciąga tutaj turystów, działało w latach 50-tych młodzieży zdecydowanie na nerwy.
Niemalże na każdym kroku, niemalże na każdym rogu ulicy, potykali się oni o zabytki, o muzea: Landesmuseum fur Kunst- und Kulturgeschichte, Oldenburger Stadtmuseum, stadtosche Kunstsammlungen, Staatliches Museum fur Naturkunde und Vorgeschichte, Kleines Augusteum, pochodzący z 1604 r. zamek Herzogów, wspaniały i znany ogród tego zamku w stylu angielskim, Ogród Botaniczny i wiele znajdujących się pod opieką konserwatora zabytków domów mieszczańskich wybudowanych w klasycznym stylu. A także wybudowana w 1468 r. wieża szpitala Św. Ducha i teatr. Cały Oldenburg wydaje się być raczej gigantycznym muzeum niż miastem, w którym tętni życie.
Typowym przykładem jest tu port, w którym do XVI w. wielkie statki morskie wyładowywały swój ładunek. Dzisiaj port ten podobny jest raczej do muzeum. Jedyne połączenia z Morzem Północnym - Hunte i Kustenkanal - nie nadają się raczej dla dużych statków. I tak produkuje się obecnie w tutejszej stoczni tylko małe sportowe łódki.
Jednakże to właśnie ta atmosfera - więcej niż beztroski - była niejako napędem dla tych młodych ludzi. Nie chcieli oni wciąż mieszkać w mieście przypominającym muzeum i nie chcieli, by ich życie zostało określone przez starszych. Im ciaśniej im było i im bardziej czuli się ograniczeni, tym impulsywniej szukali nowych dróg wyjścia; chcieli uciec, zrobić coś samemu. Chcieli stanąć na własnych nogach.
Także Dieter Bohlen nie należał do tych, którzy chętnie usiedliby w przygotowanym ciepłym gniazdku. Już całkiem wcześnie pokazały się u niego dwie typowe dla Wodników cechy charakteru: po pierwsze - dążenie do wolności i po drugie - ciekawość wszystkiego, co nowe. Już w szkole lubił duże występy i wiedział, jak zachować się na scenie. Wszystko, co kolorowe, głośne, grzmiące, niezwykłe, nieoczekiwane zmiany - wszystko to fascynowało go. Jednak kiedy był do czegoś zmuszany, kiedy nakładano na niego jakiś obowiązek, budziło to w nim tylko i wyłącznie opór.
Takie reakcje obronne nie należały u niego do rzadkości. Chciał być koniecznie niezależny, chciał poruszać się niczym ptak - ale nie taki trzymany w klatce. Życie było dla niego niczym cyrk z gigantyczną areną, pośrodku której chętnie się znajdował. Kiedy czuł się ograniczany, nie był w stanie niczegokolwiek zrobić. Nie potrafił opanować sytuacji. W takim przypadku sytuacja opanowywała jego. Wówczas potrafił bić głową w mur bez względu na skutki dla siebie i dla innych.
Z drugiej jednak strony potrafił wyzwolić niesamowitą, niezwykłą energię i tworzyć to, co na pierwszy rzut oka było niemożliwe. Ale to tylko w sytuacji, kiedy podążał za tym, co uważał za słuszne, kiedy robił to, na co miał ochotę. Bardzo często zaskakiwał swoje otoczenie swoimi postanowieniami. Nierzadko jego poczynaniom towarzyszył sprzeciw - jego rodzice byli przeciwni temu, kiedy własne zachcianki artykułował i bezpośrednio przystępował do ich urzeczywistnienia.
Nawet kiedy cały świat był mu przeciwny, kiedy ogłaszano go wariatem, nikt mu nie wierzył i nikt nie chciał z nim współdziałać, wtedy po prostu robił to sam. Robił to dobrze i trzeba przyznać, miał na tym polu niezwykle wielkie sukcesy. Potrafił na przekór wszelkim oporom i barierom przeforsować swoje opinie i siebie samego. Tym samym udowadniał słuszność swojej strategii, swoich zamiarów i był podziwiany.
Wyrwać się z Oldenburga, wyfrunąć z klatki to stało się dla Dietera Bohlena wzorcem zachowania. To było dla niego napędem i motywacją do działania. Ujmując rzecz z tego punku widzenia nie mógłby nigdy działać i pracować z sukcesem w przedsiębiorstwie swojego ojca. Jego życie nie było określane przez dopasowywanie się do określonych warunków bytowych. Polegało ono raczej na dopasowywaniu tych warunków do niego samego. Jeśli wypełniłby życzenie swojego ojca, prawdopodobnie zostałby nie tylko stłamszony psychicznie, lecz także ojcowskie przedsiębiorstwo prawdopodobnie upadłoby.
Jednakże nie znaczy to wcale, że Dieter Bohlen znalazł coś dla siebie na całe życie i że pewnego dnia zostanie jako muzyk pochowany. Nigdy nie jest się pewnym przy tej osobie, czym może jeszcze zaskoczyć. Nie będzie o tym na pewno mówił, nie będzie pytał o radę. Ale kiedy pewnego dnia zechce zrobić coś nowego, kiedy znajdzie dla siebie nowe wyzwanie, kiedy być może będzie miał już dosyć tej codziennej harówki w studio i swego sukcesu, gdy będzie miał dość samej muzyki i zechce zacząć nowe życie lub będzie musiał je zacząć - wtedy będzie to po prostu dla niego czymś oczywistym. Wtedy zwyczajnie to zrobi. Może się to stać każdego dnia, np. z dzisiaj na jutro, ale też wcale nie musi się to wydarzyć w ogóle.
U Dietera Bohlena wszystko jest możliwe. Także to, że pewnego dnia wejdzie w interes swojego ojca lub uczyni coś podobnego i wtedy będzie prawdopodobnie tak samo przekonujący, tak samo dobry jak w tej chwili jako muzyk. Jedynym warunkiem tego jest fakt, iż musi to wyjść z niego samego. I nikt nie może mu stawiać żadnych warunków. Nic nie może go do tego zmusić.
Po raz pierwszy pokazało się to bardzo wyraźnie w szkole. Podczas gdy pierwsze lata w szkole pokonuje bez problemów, od trzeciej klasy zaczynają się same trudności - przede wszystkim z nauczycielami. Widzą w nim przede wszystkim rozpieszczonego chłopaczka, który nie pozwala sobie nic powiedzieć i który mimo wszystko chce przecisnąć swoje racje. Nie chce się podporządkować klasie, dopasować do niej, i wciąż reaguje nie tak jak należy. Coraz gorzej idzie mu w szkole i jego wyniki bardzo niebezpiecznie spadają. W pewnym momencie musi nawet zmienić szkołę, ponieważ jego nauczyciele nie potrafią dojść z nim do porozumienia, nie wiedzą, co mogliby dla niego dalej robić.
Dieter Bohlen czuje się nie tylko ograniczany, ale wręcz uciśniony. Odczuwa dominację nauczycieli jako zmuszanie do podporządkowania się ich woli. Jeszcze zanim w latach 60-tych jako hasło przewodnie pojawi się określenie "oświeconego, myślącego obywatela i ucznia", jeszcze zanim słowo "Zivilcourage" zacznie być często używane i wchodzi do obiegu, Dieter Bohlen zachowuje się odpowiednio, niestety zbyt wcześnie zachowuje się tak w nie przygotowanym na to świecie, w świecie, który nie jest przygotowany na przyjęcie tego typu zachowań. Tak więc napotyka tylko na niezrozumienie u nauczycieli, którzy w dużym stopniu robili swoje dyplomy podczas dyktatury Adolfa Hitlera, którzy jeszcze bardzo często uważają kij za najlepszy środek do osiągnięcia swoich pedagogicznych celów.
"Razy kija nikomu jeszcze nie zaszkodziły" brzmi ich motto, którego musi również często wysłuchiwać Dieter Bohlen. Jego oporu jednak nie udaje się nauczycielom przełamać żadnymi środkami. Wprost przeciwnie. Krótko mówiąc on nie daje się powalić, nie daje się złamać. Przynajmniej werbalnie mógł wyrażać co naprawdę sądził, bez żadnego względu na stosunki panujące pomiędzy nauczycielem a uczniem mówił po prostu co sądził o danej sytuacji.
Dieter Bohlen chciał mieć swoje własne zdanie; nie dawał się ani przełamać ani przebłagać. Bez pardonu ścierały się tutaj wzajemnie dwa światy - odchodzące w zapomnienie autorytarne myślenie i nowa, buntująca się młodzież. Bezwzględna posłuszność była w tych czasach wymagana a nie samodzielne, kreatywne myślenie i działanie. Typowym i raczej z punktu widzenia dzisiejszej wiedzy śmiesznym zachowaniem w tamtych czasach było bezsensowne zadawanie sobie trudu, by z mańkutów za wszelką cenę zrobić ludzi praworęcznych. Dieter Bohlen jest naturalnym mańkutem, bywał jednak w szkole siłą zmuszany do pisania prawą ręką tak jak praktycznie wszyscy inni uczniowie w latach 50-tych. W zasadzie można powiedzieć, że nauczyciele przerobili go na praworęcznego.
Nawet jeszcze dzisiaj pisze prawą ręką. Jednak w tenisa gra lewą. Tego nauczył się dopiero później, poza szkołą; nikt go już wtedy nie zmuszał do gry prawą ręką. To właśnie te absurdalne zupełnie zajścia z podejściem do prawo- czy leworęczności Dietera Bohlena były bazą do wszelkich konfliktów i napięć pomiędzy Dieterem a jego nauczycielami. Doszło nawet do tego, że jakiś szczególnie małostkowy nauczyciel pewne pytania Dietera traktował jako prowokacje, jako opór.
Cała ta sytuacja doprowadzała również rodziców Dietera Bohlena do kresu wytrzymałości. Nie wiedzieli już co poradzić a Dieter wydawał się beznadziejnym przypadkiem. Gdyby nie dr Heinz Giszas, jego wuj, staczanie się Dietera byłoby procesem nieodwracalnym. Wujek ten był w tym czasie szefem stoczni w Hamburgu i właśnie tym autorytetem, który Dieter szanował. Do pewnego stopnia była to nawet fascynacja. Jemu było wolno coś powiedzieć. I to właśnie ten wujek obudził w Dieterze ponownie ambicje, dzięki którym Dieter coraz częściej błyszczał w szkole a jego dobre wyniki w nauce były czymś bardziej zwracającym uwagę niż wcześniejsze problemy. Wkrótce Dieter Bohlen stał się przykładem dla swoich kolegów i zdołał uczynić coś, co nigdy nie było uważane za możliwe w jego przypadku - przeskoczył ze szkoły zawodowej do gimnazjum.
Po pokonaniu tej przeszkody jego rodzice nabrali znowu nadziei. Niestety - zbyt szybko, jak się wkrótce miało okazać. Niedługo potem stare problemy powróciły. Również tutaj nauczyciele nie mogli dojść do ładu i składu z Dieterem. I niestety doszło jeszcze coś - starsi koledzy zdołali namówić Dietera Bohlena do eksperymentów z narkotykami. Od czasu do czasu joint krążył w kółku i niestety Dieter był przy tym. Jego ciekawość była zbyt wielka by konsekwentnie odmówić. W rezultacie musiał opuścić gimnazjum, jednakże otrzymał szansę w innym.
Dieter Bohlen jednak odrzuca tę szansę, nie ma ochoty z niej skorzystać. W każdym razie działa w starym stylu. Jednakże niezbyt długo. W ósmej klasie wreszcie zapala się dla niego definitywnie czerwone światło. I wreszcie może opuścić szkołę. Jego ojciec wyciąga w tej sytuacji konsekwencje, które Dieterowi wcale nie smakują.
Zostaje bowiem wysłany do internatu Kruger w Wersen koło Osnabruck. I tutaj poznaje szkołę z całkowicie nieznanej mu do tej pory strony. Tutaj nie ma praktycznie dla siebie ani minuty. Od wstania z łóżka aż do zaśnięcia bez przerwy zajmują się nim nauczyciele, wychowawcy i personel opiekuńczy. Tu nie pozwala się uczniom praktycznie na nic - jeśli nie ma to oczywiście nic wspólnego ze szkołą lub nauką. Jeśli nawet ma kilka minut wolnych do dyspozycji, musi zameldować co zamierza w tym czasie robić i czy jest to dozwolone. Nawet tak błahe sprawy jak czytanie książki czy napisanie listu do rodziców wymagają aprobaty personelu. Jakby tego było mało, musi również udowodnić potem, że czas ten wykorzystał rzeczywiście w tym celu.
Nic więc dziwnego, że Dieter Bohlen porównuje internat tylko i wyłącznie z więzieniem. Nie może nieść tego ciągłego obserwowania, opieki i ograniczenia swobód. To jest ponad jego siły. Jest mu tak ciężko, że w końcu rozmawia ze swoim ojcem tak długo, aż ten ustępuje. Dieter może powrócić ponownie do Oldenburga. Znajduje tam znowu gimnazjum, które go przyjmuje.
Internat go złamał. Jest do tego stopnia uległy, że znajduje miejsce w swoim ciepłym przytulnym gniazdku. I jednego się nauczył - czas przyjemności minął. Teraz musi sobie z tym poradzić. Wytwarza w tym momencie zdolności, budzi w sobie ambicje, które potrafią pokonać wszystko. Jak potężny lodołamacz przełamuje wszelkie, najbardziej nawet kłopotliwe problemy. I nawet w dziedzinie sportu błyszczy. Podczas młodzieżowych mistrzostw Niemiec i w czasie świąt sportowych zgarnia - jak prawie żaden z jego kolegów - nagrody i wyróżnienia. W skoku w dal, bieganiu i koszykówce uważany jest za najlepszego w swojej szkole. Przez długi czas, przez lata był po prostu najlepszy. Niestety nie chroni go to przed tak nie lubianymi uwagami wpisywanymi do dziennika, zazwyczaj z powodu przeszkadzania w lekcji.
Jak wysportowany był, dowodził czasami również w nocy, kiedy potajemnie wykradał się przez okno domu rodzinnego i udawał się na najbliższą dyskotekę. Kiedy był na tym przyłapywany przez rodziców, musiał niestety siedzieć w domu, dostawał areszt domowy. Jednak po powrocie z internatu do Oldenburga jego wszystkie problemy zniknęły. Nagle stał się tak dobry, że swoimi osiągnięciami przebijał wszystkich swoich kolegów ze szkoły. Doszło nawet do tego, że w dziewiątej klasie mógł przeskoczyć jeden rok. Tak więc nie chodził w ogóle do dziesiątej klasy, od razy poszedł do jedenastej.
I tutaj również należał do najlepszych prawie we wszystkich przedmiotach. W wieku 17 lat został dopuszczony do matury. Osiągnął na tym egzaminie ocenę 1,8 (bardzo dobrą! - przyp. tł.) przy pierwszym podejściu. I tym samym osiągnął pierwszy cel na drodze, którą wyznaczył mu jego ojciec. Kiedy się żyje pomiędzy wilkami, czasami lepiej jest zatańczyć z nimi niż zostać przez nie pożartym. Wtedy stres związany z tym jest przynajmniej częściowo możliwy do wytrzymania i przewidywalny.
Rok 1964 jest dla Dietera Bohlena jednym z najbardziej znaczących i naznaczających jego karierę lat. W tym właśnie roku jego życie dotarło do punktu zwrotnego. Rok 1964 to przecież rok, w którym niemieckie listy przebojów zostały opanowane przez takie piosenki jak: "She Loves You", "I Want To Hold Your Hand", "Roll Over Beethoven", "Misery", "Komm, gib mir deine Hand", "Sie liebt dich", "Please Please Me", "Can't Buy Me Love", "Do You Want To Know A Secret", "Long Tall Sally", "Please Mr Postman", "A Hard Days Night", "If I Fell", "I Should Have Known Better" itp.
W sumie jest to 15 tytułów i wszystkie były śpiewane przez Beatlesów. Już nigdy potem jedna grupa ani jedna gwiazda nie umieściła tylu tytułów na raz w ciągu roku na listach przebojów. Na całym świecie wybuchła wtedy tzw. beatlemania. Także Dieter Bohlen łapie bakcyla po raz pierwszy słuchając tej muzyki. Niewiele więc czasu minęło do decyzji nauczenia się gry na gitarze. Jeszcze mniej czasu, nawet mniej niż zajmuje odrobienie pracy domowej, potrzeba Dieterowi na opanowanie najnowszych tytułów Beatlesów. Bob Dylan, Donovan, The Byrds - to są późniejsze gwiazdy tych lat, których tytuły Dieter Bohlen śpiewa i gra.
Wkrótce zaczyna również się rozwijać ponad naśladownictwo innych, zaczyna rozwijać własne pomysły. W wieku 12 lat opracowuje swój pierwszy absolutnie własny tytuł. "Viele Bomben fallen" (Dużo bomb spada) to jedna z tych pierwszych piosenek, które pisze w stylu Boba Dylana. W pewnej knajpie występuje w konkursie młodych talentów, jednak nie trafia jeszcze wtedy ze swoimi piosenkami do publiczności. Przynajmniej nie w swoim rodzinnym Oldenburgu. Oprócz gry na gitarze zainteresował się również w tym czasie grą na pianinie.
Od tego czasu dla Dietera Bohlena jest sprawą jasną, że zostanie muzykiem. Najchętniej zrobiłby to od razu, gdyby nie fakt, że ciążył na nim jeszcze ten obowiązek zdania matury. Dieter Bohlen zrozumiał jednak bardzo szybko, że bez matury nie ma również muzyki, przynajmniej tak długo, jak jego ojciec z punktu widzenia prawa sprawuje nad nim opiekę. W roku 1964 wszystko to wyglądało troszeczkę inaczej niż teraz. Jeśli rodzice się na coś nie zgadzali, nie było o tym mowy. I tak aż do 21. roku życia.
Dopiero 1 stycznia 1975 r. granica ta została zaniżona do 18 lat, a więc dopiero na 5 tygodni przed 21. urodzinami Dietera Bohlena. Trzeba przyznać, że nie miał on tutaj specjalnie dużo szczęścia. Prawie w tym samym czasie kiedy według starego przepisu stawał się pełnoletni, był już w zasadzie pełnoletni od trzech lat według nowego przepisu i mógł dowolnie o sobie decydować. Mógł robić, co chciał. Dla niego ten przepis przyszedł zbyt późno...
MODERN TALKING FOREVER!!!
-
Przemo
- Posty: 344
- Rejestracja: wt lis 08, 2005 22:27
- Lokalizacja: Warszawa
Spodziewałem się w tym tekście (bo to naturalne przy takich publikajcach) pewnej dawki wazeliny i się nie zawiodłem
Najfajniejsze w tym jest to, że to nie wina Dietera, że sprawiał kłopoty wychowawcze - to po porstu jego wrodzony geniusz powodował, iż nawet w tym aspekcie mały Dieter wyprzedzał epokę. Byłby wspaniałym uczniem i grzecznym chłopcem, gdyby tylko nauczyciele i rodzice dorośli do wymaganych przez Bohlena juniora metod wychowaczych
Ale, tak ogólnie czyta się fajnie. Czekam z niecierpliwością na ciąg dlaszy. Dzięki, Pkmodern!
Ale, tak ogólnie czyta się fajnie. Czekam z niecierpliwością na ciąg dlaszy. Dzięki, Pkmodern!
Przemo
- Pkmodern
- Zarząd Thomas Anders Fanklub Polska
- Posty: 2498
- Rejestracja: pt lis 18, 2005 22:40
Oto rozdział 2:
Od uniwersytetu do studia nagraniowego
Po tym, jak Dieter Bohlen zdaniem matury uczynił w oczach swego ojca pierwszy krok do stania się studentem, powinien od razu uczynić drugi. To oznaczało znalezienie miejsca na uczelni. I znowu Dieter musiał odsunąć na bok swoje marzenia. W każdym razie nie chciał o nich ani zapomnieć, ani ich porzucić. Zdobywa miejsce na studiach w Getyndze i zapisuje się na kierunek ekonomiczny. Jego celem jest - po zdaniu egzaminu na Vermogensberater - stanąć na własne nogi, usamodzielnić się. Widoki na podjęcie samodzielnej pracy jako doradca finansowy w firmie lub podjęcie pracy w jakiejś dużej firmie jako manager są w każdym razie nie najgorsze. Jednakże ma jeszcze czas na to, aby podjąć odpowiednią decyzję.
W Getyndze wykorzystuje jednak szansę, by wreszcie uwolnić się spod opieki rodziców i zacząć muzykować. Także tutaj nie ma jakiegoś konkretnego kierunku. Akurat na początku lat 70-tych cała scena muzyczna jest jakby w punkcie zwrotnym. Minął czas Beatlesów. Także kultura hippisów, przychodząca z Ameryki do Europy, jest w stanie rozkładu, traci na znaczeniu. "Flower-Power" i "Love & Peace" znikają z muzyki by przenieść się raczej na płaszczyznę polityczną i gospodarczą. Jest to czas, kiedy pojawiają się reformy, demonstracje i nowe idee. Na znaczeniu zyskują inicjatywy mieszkańców, które jednoczą się do tego stopnia, że powstaje z nich partia polityczna - Partia Zielonych.
Nie jest to obojętne również Dieterowi, tym bardziej, że znajduje się właśnie w Getyndze, w otoczeniu studentów, w którym to otoczeniu w tej chwili żyje. Jeśli chodzi o muzykę, popularność zyskują takie grupy, jak: Led Zeppelin, Deep Purple i święcą swoje światowe triumfy. Ale także ekscentryczne i progresywne kapela jak Pink Floyd czy Genesis, właśnie w tych latach kładą podwaliny swojej późniejszej - historycznej już - popularności.
A Dieter Bohlen waha się jeszcze pomiędzy tymi muzycznymi ekstremami. Z zespołem tanecznym "Da Capo" szwenda się przez weekendy poprzez wioski Hessen i przygrywa na świętach ludowych, na wieczorkach tanecznych, paradach tu i ówdzie. To co prawda nie przynosi mu sławy i popularności muzycznej, jest jednak finansowym odbiciem się. W każdym razie starcza tych pieniędzy, by przez jakiś czas finansować sobie studia albo spełniać jakieś swoje super marzenia, co nie byłoby możliwe przy pieniądzach, jakie otrzymywał od swojego ojca. I tak znalazł się na najlepszej drodze, by stać się niezależnym finansowo gdyby znowu przydarzył mu się jakiś stres związany z rodzicami.
W małym zagubionym i zadymionym klubie studenckim występuje razem z "Aortą" i gra ambitny jazz rock w rodzaju Chicago czy Blood, Sweat & Tears. To jest muzyka, która w tym czasie podoba się bardziej Dieterowi. Jednak również to nie powoduje jego popularności. Jego idole są zdecydowanie lepsi i do tego Getynga nie należy też do miejsc, gdzie panuje rock i gdzie firmy płytowe depczą sobie po piętach w poszukiwaniu nowych talentów. To, co jakby najbardziej przynosi tutaj popularność, to występy na festiwalach studenckich i dobre recenzje w gazetce studenckiej albo w miejscowej gazecie, jeśli oczywiście to się udaje.
Trzecia kapela, w której Dieter Bohlen gra, nazywa się "Mayfair" i należy do zupełnie mocnych w Getyndze i jej okolicach. W tej kapeli może się wyładować, może odreagować cały nagromadzony stres, całą agresję. Może to wszystko wyartykułować, wyrzucić z siebie. Zupełnie bezlitośnie piętnują ci młodzi ludzie to wszystko, czego nie lubią. Robią to za pomocą swojej muzyki. Właśnie dzięki tej kapeli Dieter Bohlen pozwala wciąż rosnąć swoim włosom. Gdyby David Lee Roth był wtedy jakimś pojęciem, był już kimś, mogliby wtedy ze sobą konkurować, jeśli chodzi o swoje włosy.
Oczywiście to nie było wszystko, co robił Dieter Bohlen. W tym samym czasie pracował także dla siebie samego nad swoimi piosenkami. Pracował jak szalony pisząc nowe tytuły. W sumie w tym czasie powstało ponad 200 piosenek (czyli do końca 1978 r.). Piosenki te były w przeróżnych gatunkach, które wykonywał ze swoimi przyjaciółmi w tych różnych kapelach; które nagrywali i wykonywali na scenie. Te piosenki nie powstały jednak jako materiał do grania przez kapele na scenie; powstały raczej jako oferta dla wytwórni płytowych, dla wydawnictw muzycznych. Tak właśnie były pomyślane.
Jedno było dla Dietera dosyć jasne: jak tylko skończy studia, będzie musiał się definitywnie zdecydować na coś. Za nic na świecie nie chciał jednak zostać w Getyndze. Tam nie widział dla siebie żadnej przyszłości. Nie zamierzał również wrócić do Oldenburga. W razie wypadku ten krok był akurat do pomyślenia, ale to przekreślałoby definitywnie jego karierę muzyczną. Przynajmniej na dłuższy czas. Potrzebował więc pilnie kontaktów, potrzebował umowy z firma nagraniową. Nie było przy tym jakoś bardzo istotne czy będzie tam pracował jako piosenkarz, jako muzyk, jako producent, czy autor tekstów.
Ważne było, żeby w końcu dostał tę umowę i tym samym miał środki na utrzymanie się. Było to o tyle istotne, że rzeczą pewną było, iż jeśli wybierze tę drogę, nie otrzyma z Oldenburga żadnych środków, żadnej pomocy finansowej. Chciał więc sobie przynajmniej oszczędzić tego upokorzenia, proszenia swojego ojca o pieniądze, ponieważ nie mógł jako muzyk wystarczająco zarabiać - wystarczająco na opłacenie czynszu i jedzenie.
A czas płynął coraz szybciej. Dieter Bohlen komponował, wysyłał piosenki pod niemalże wszystkie adresy, które potrafił sobie zorganizować. Ale nie wydarzyło się nic. Z przysłowiowego szczęścia urodzony w czepku w tym czasie niewiele mógł o sobie powiedzieć. Wręcz przeciwnie - zdawało się, że ciąży na nim jakaś klątwa. Pech go prześladował, przykleił się do niego. Gdyby był przesądny i urodził się 13-tego, pewnie znalazłby w tym przyczynę. Niestety, urodził się w niedzielę, czyli dzień szczęśliwy, i do tego siódmego, czyli jest to data, która raczej uważana jest za szczęśliwą. A suma daty jego urodzenia - 7+2 - to dziewięć czyli liczba, która wśród numerologów uważana jest za bardzo szczęśliwą.
Wszystko wydawało się jednak przeklęte. Nic mu nie wychodziło. Jakoś gwiazdy nie wydawały się być łaskawe dla niego. Nie znajdował w skrzynce żadnej odpowiedzi na swoje listy. Wciąż tylko odmowy, które Dieter Bohlen znał już na pamięć. Niemal zawsze był to ten sam tekst, jakby pisała go jedna sekretarka dla wszystkich wydawnictw płytowych, dla wszystkich firm muzycznych w Niemczech.
Zadziwiający jest fakt, że Dieter Bohlen przy tych wszystkich zajęciach, przy tym całym stresie i grze w tych różnych kapelach znajdował jeszcze czas na studia. To jednak wychodziło mu całkiem nieźle. To prawie niewiarygodne, ale prawie zawsze wyrabiał się na czas. Prawie nigdy nie spóźniał się na wykłady i nigdy prawie nie opuszczał zajęć. Dostarczał na czas również prace egzaminacyjne, a w międzyczasie znajdował jeszcze czas na to, by zatroszczyć się o swe życie prywatne. To wszystko jest dowodem na to, jak wielka siła, jak dużo energii w nim tkwi, to jest też dowód na to, jak wiele potrafił osiągnąć, jak pięknie pogodził to, co było jego obowiązkiem z tym, czego chciał. I napędzany przez własną ambicję i wiarę w siebie nigdy się nie poddawał; nigdy nie tracił nadziei. Te odmowy niejednego zawróciłyby z drogi, onieśmieliłyby - ale nie Dietera Bohlena. Po każdej odmowie chciał być wszystkiego pewien, nie mógł uwierzyć, że to nie jest możliwe, co sobie zaplanował. Nie mógł tego zaakceptować. Nie było w jego myśleniu i w jego życiu po prostu miejsca na odmowy.
W każdym razie trzeba powiedzieć, że akurat w tych latach, podczas studiów, Dieter Bohlen zebrał bardzo dużo cennych doświadczeń, na których potem mógł z powodzeniem budować i które jeszcze dzisiaj profitują. To właśnie w tym czasie nauczył się pomimo wszelkich przeciwności, pomimo problemów, działać dalej i nie poddawać się. Nauczył się również, że pozorny krok w tył, że cofnięcie się delikatne może oznaczać krok naprzód. Że coś, co wydaje się na pozór negatywne, potem okazuje się być pozytywnym. Czymś, co ma znaczenie decydujące. Ważne jest tylko jak wykonuje się ten krok do tyłu, w jakim stylu.
Dieter Bohlen w tym czasie nauczył się jeszcze jednej rzeczy, mianowicie tego, że ludzie, którzy dochodzą do swoich celów szybko i bez problemu, wszystko jednocześnie niszczą, ponieważ nie potrafią zrozumieć, nie wiedzą, co z tym sukcesem zrobić. Inni z kolei wariują od swojego szczęścia i po prostu plajtują.
Dieter Bohlen nauczył się w Getyndze też tego, że tak na dłuższą metę nie istnieje coś takiego jak pech albo szczęście. Wszystko znajduje jakąś swoją równowagę, jeśli tylko człowiek nie porzuca tego, co sobie zamierzył, jeśli wierzy w siebie i jeśli działa. Tylko w ten sposób można osiągnąć cel. I tak w zasadzie on to uczynił. W Getyndze też Dieter Bohlen wypracował sobie bazę dla swoich późniejszych osiągnięć muzycznych. To właśnie te przeróżne kapele, w których grał i ich kontrasty muzyczne, kontrasty między ich kierunkami były tym, co mu potem pomogło. Pomogło mu to w pełnym pomysłów i elastycznym współpracowaniu z innymi muzykami i artystami. Pomogło mu to później również ciągle zaskakiwać publiczność muzycznie.
Nie poruszał się również w sposób wyizolowany tylko pomiędzy muzykami albo tylko pomiędzy studentami, jak to często się zdarza. Jednym z jego ulubionych miejsc pobytu w Getyndze była dyskoteka "Afro-Asiaten-Heim". Tutaj właśnie poznał w 1973 r. swoją przyszłą żonę Erikę. Urodzona 29 września 1954 r. w Bad Wildungen Erika z wykształcenia była po średnim egzaminie dojrzałości dekoratorką i stylistką. Nie miała w zasadzie nic wspólnego ze sceną muzyczną, z muzyką w ogóle i nie pochodziła również z tego ścisłego kręgu uniwersyteckiego.
Ta umiejętność nawiązywania kontaktów z ludźmi, utrzymywania tych kontaktów, umiejętność rozmawiania i chodzenia tam, gdzie się spotykają, pozostała Dieterowi Bohlenowi w dużym stopniu również do dzisiaj. W zasadzie dla postaci jego formatu jest to czymś nieodzownym. To tutaj wyostrza on swoje wyczucie tego, co się ludziom podoba. Naturalnie również poprzez czytanie gazet albo oglądanie wiadomości w telewizji mógł się dowiedzieć jakie tematy, jakie treści poruszają ludzi. Ale to są zawsze sztucznie przygotowane, przefiltrowane wiadomości. Tylko poprzez osobiste rozmowy, poprzez obserwowanie ludzi, poprzez bycie razem z ludźmi Dieter Bohlen mógł bezpośrednio odczuć jakie uczucia, jakie potrzeby, jakie życzenia i tęsknoty mają ludzie. Ważna dla niego była również reakcja na różne rodzaje muzyki, na dźwięki, na rytmy i efekty dźwiękowe.
Dla urzędnika stanu cywilnego cała ta ceremonia ślubna była jeszcze jedną z wielu, które należały do jego codziennej rutyny. Dieter i Erika znali się wtedy dokładnie 10 lat. I dla nich samych ten krok nie był niczym szczególnym, niczym specjalnie podniecającym. Również opinia publiczna nie interesowała się tym specjalnie, ponieważ DB nie był w tym czasie jeszcze rozchwytywaną i popularną gwiazdą.
W roku 1977 DB stanął po raz pierwszy w studio przed mikrofonem. Nareszcie się zjawiła duża szansa, na którą tak długo pracował. Wspólnie ze starym przyjacielem z lat Getyngi, Holgerem założył duet Monza i jako Monza obaj dostali tę szansę. "HeiĂe Nacht in der City" i "Hallo Taxi Nr 10" były pierwszymi piosenkami, które zostały wtedy nagrane. I niemalże na tym zakończyła się ta przygoda na scenie muzycznej, jeszcze zanim się tak na dobre zaczęła. Nie nagrano nic więcej poza tymi dwoma tytułami i obaj śnili dalej o wysokich miejscach na listach przebojów. Płyta sprzedawała się tak źle, że dzisiaj już prawie nikt nie pamięta tych pierwszych prób.
Powoli sytuacja dla DB stawała się poważna. Koniec studiów zbliżał się dużymi krokami i tym samym kończył się czas, który mógł spędzić w Getyndze. Dieter nie wątpił też w to, że dostanie jakąś nagrodę, ponieważ przejdzie przez egzaminy niesamowicie dobrze. A świadomie grać na czas - to nie przyszło mu nawet do głowy. To nie odpowiadało jego naturze - np. zrobić coś takiego, żeby specjalnie oblać egzamin i w ten sposób zyskać na czasie. DB miał podjąć ważną decyzję, a po przeżyciu z Monzą zaczął się powoli oswajać z myślą, że najwyraźniej nie znajdzie miejsca jako profesjonalista na niemieckiej scenie muzycznej; że nie będzie dla niego takiego miejsca. W przyszłości prawdopodobnie będzie się zajmował mniej lub więcej kursami akcji i notowaniami. Jakże gorzka by ta pigułka nie była, DB powoli zaczął ją łykać. Pomimo tego, że nie była to może ta wymarzona przyszłość, jednak ta gorzka pigułka była medykamentem niezbędnym, by przeżyć; było to niezbędne uporządkowanie jego życia.
(cdn)
Od uniwersytetu do studia nagraniowego
Po tym, jak Dieter Bohlen zdaniem matury uczynił w oczach swego ojca pierwszy krok do stania się studentem, powinien od razu uczynić drugi. To oznaczało znalezienie miejsca na uczelni. I znowu Dieter musiał odsunąć na bok swoje marzenia. W każdym razie nie chciał o nich ani zapomnieć, ani ich porzucić. Zdobywa miejsce na studiach w Getyndze i zapisuje się na kierunek ekonomiczny. Jego celem jest - po zdaniu egzaminu na Vermogensberater - stanąć na własne nogi, usamodzielnić się. Widoki na podjęcie samodzielnej pracy jako doradca finansowy w firmie lub podjęcie pracy w jakiejś dużej firmie jako manager są w każdym razie nie najgorsze. Jednakże ma jeszcze czas na to, aby podjąć odpowiednią decyzję.
W Getyndze wykorzystuje jednak szansę, by wreszcie uwolnić się spod opieki rodziców i zacząć muzykować. Także tutaj nie ma jakiegoś konkretnego kierunku. Akurat na początku lat 70-tych cała scena muzyczna jest jakby w punkcie zwrotnym. Minął czas Beatlesów. Także kultura hippisów, przychodząca z Ameryki do Europy, jest w stanie rozkładu, traci na znaczeniu. "Flower-Power" i "Love & Peace" znikają z muzyki by przenieść się raczej na płaszczyznę polityczną i gospodarczą. Jest to czas, kiedy pojawiają się reformy, demonstracje i nowe idee. Na znaczeniu zyskują inicjatywy mieszkańców, które jednoczą się do tego stopnia, że powstaje z nich partia polityczna - Partia Zielonych.
Nie jest to obojętne również Dieterowi, tym bardziej, że znajduje się właśnie w Getyndze, w otoczeniu studentów, w którym to otoczeniu w tej chwili żyje. Jeśli chodzi o muzykę, popularność zyskują takie grupy, jak: Led Zeppelin, Deep Purple i święcą swoje światowe triumfy. Ale także ekscentryczne i progresywne kapela jak Pink Floyd czy Genesis, właśnie w tych latach kładą podwaliny swojej późniejszej - historycznej już - popularności.
A Dieter Bohlen waha się jeszcze pomiędzy tymi muzycznymi ekstremami. Z zespołem tanecznym "Da Capo" szwenda się przez weekendy poprzez wioski Hessen i przygrywa na świętach ludowych, na wieczorkach tanecznych, paradach tu i ówdzie. To co prawda nie przynosi mu sławy i popularności muzycznej, jest jednak finansowym odbiciem się. W każdym razie starcza tych pieniędzy, by przez jakiś czas finansować sobie studia albo spełniać jakieś swoje super marzenia, co nie byłoby możliwe przy pieniądzach, jakie otrzymywał od swojego ojca. I tak znalazł się na najlepszej drodze, by stać się niezależnym finansowo gdyby znowu przydarzył mu się jakiś stres związany z rodzicami.
W małym zagubionym i zadymionym klubie studenckim występuje razem z "Aortą" i gra ambitny jazz rock w rodzaju Chicago czy Blood, Sweat & Tears. To jest muzyka, która w tym czasie podoba się bardziej Dieterowi. Jednak również to nie powoduje jego popularności. Jego idole są zdecydowanie lepsi i do tego Getynga nie należy też do miejsc, gdzie panuje rock i gdzie firmy płytowe depczą sobie po piętach w poszukiwaniu nowych talentów. To, co jakby najbardziej przynosi tutaj popularność, to występy na festiwalach studenckich i dobre recenzje w gazetce studenckiej albo w miejscowej gazecie, jeśli oczywiście to się udaje.
Trzecia kapela, w której Dieter Bohlen gra, nazywa się "Mayfair" i należy do zupełnie mocnych w Getyndze i jej okolicach. W tej kapeli może się wyładować, może odreagować cały nagromadzony stres, całą agresję. Może to wszystko wyartykułować, wyrzucić z siebie. Zupełnie bezlitośnie piętnują ci młodzi ludzie to wszystko, czego nie lubią. Robią to za pomocą swojej muzyki. Właśnie dzięki tej kapeli Dieter Bohlen pozwala wciąż rosnąć swoim włosom. Gdyby David Lee Roth był wtedy jakimś pojęciem, był już kimś, mogliby wtedy ze sobą konkurować, jeśli chodzi o swoje włosy.
Oczywiście to nie było wszystko, co robił Dieter Bohlen. W tym samym czasie pracował także dla siebie samego nad swoimi piosenkami. Pracował jak szalony pisząc nowe tytuły. W sumie w tym czasie powstało ponad 200 piosenek (czyli do końca 1978 r.). Piosenki te były w przeróżnych gatunkach, które wykonywał ze swoimi przyjaciółmi w tych różnych kapelach; które nagrywali i wykonywali na scenie. Te piosenki nie powstały jednak jako materiał do grania przez kapele na scenie; powstały raczej jako oferta dla wytwórni płytowych, dla wydawnictw muzycznych. Tak właśnie były pomyślane.
Jedno było dla Dietera dosyć jasne: jak tylko skończy studia, będzie musiał się definitywnie zdecydować na coś. Za nic na świecie nie chciał jednak zostać w Getyndze. Tam nie widział dla siebie żadnej przyszłości. Nie zamierzał również wrócić do Oldenburga. W razie wypadku ten krok był akurat do pomyślenia, ale to przekreślałoby definitywnie jego karierę muzyczną. Przynajmniej na dłuższy czas. Potrzebował więc pilnie kontaktów, potrzebował umowy z firma nagraniową. Nie było przy tym jakoś bardzo istotne czy będzie tam pracował jako piosenkarz, jako muzyk, jako producent, czy autor tekstów.
Ważne było, żeby w końcu dostał tę umowę i tym samym miał środki na utrzymanie się. Było to o tyle istotne, że rzeczą pewną było, iż jeśli wybierze tę drogę, nie otrzyma z Oldenburga żadnych środków, żadnej pomocy finansowej. Chciał więc sobie przynajmniej oszczędzić tego upokorzenia, proszenia swojego ojca o pieniądze, ponieważ nie mógł jako muzyk wystarczająco zarabiać - wystarczająco na opłacenie czynszu i jedzenie.
A czas płynął coraz szybciej. Dieter Bohlen komponował, wysyłał piosenki pod niemalże wszystkie adresy, które potrafił sobie zorganizować. Ale nie wydarzyło się nic. Z przysłowiowego szczęścia urodzony w czepku w tym czasie niewiele mógł o sobie powiedzieć. Wręcz przeciwnie - zdawało się, że ciąży na nim jakaś klątwa. Pech go prześladował, przykleił się do niego. Gdyby był przesądny i urodził się 13-tego, pewnie znalazłby w tym przyczynę. Niestety, urodził się w niedzielę, czyli dzień szczęśliwy, i do tego siódmego, czyli jest to data, która raczej uważana jest za szczęśliwą. A suma daty jego urodzenia - 7+2 - to dziewięć czyli liczba, która wśród numerologów uważana jest za bardzo szczęśliwą.
Wszystko wydawało się jednak przeklęte. Nic mu nie wychodziło. Jakoś gwiazdy nie wydawały się być łaskawe dla niego. Nie znajdował w skrzynce żadnej odpowiedzi na swoje listy. Wciąż tylko odmowy, które Dieter Bohlen znał już na pamięć. Niemal zawsze był to ten sam tekst, jakby pisała go jedna sekretarka dla wszystkich wydawnictw płytowych, dla wszystkich firm muzycznych w Niemczech.
Zadziwiający jest fakt, że Dieter Bohlen przy tych wszystkich zajęciach, przy tym całym stresie i grze w tych różnych kapelach znajdował jeszcze czas na studia. To jednak wychodziło mu całkiem nieźle. To prawie niewiarygodne, ale prawie zawsze wyrabiał się na czas. Prawie nigdy nie spóźniał się na wykłady i nigdy prawie nie opuszczał zajęć. Dostarczał na czas również prace egzaminacyjne, a w międzyczasie znajdował jeszcze czas na to, by zatroszczyć się o swe życie prywatne. To wszystko jest dowodem na to, jak wielka siła, jak dużo energii w nim tkwi, to jest też dowód na to, jak wiele potrafił osiągnąć, jak pięknie pogodził to, co było jego obowiązkiem z tym, czego chciał. I napędzany przez własną ambicję i wiarę w siebie nigdy się nie poddawał; nigdy nie tracił nadziei. Te odmowy niejednego zawróciłyby z drogi, onieśmieliłyby - ale nie Dietera Bohlena. Po każdej odmowie chciał być wszystkiego pewien, nie mógł uwierzyć, że to nie jest możliwe, co sobie zaplanował. Nie mógł tego zaakceptować. Nie było w jego myśleniu i w jego życiu po prostu miejsca na odmowy.
W każdym razie trzeba powiedzieć, że akurat w tych latach, podczas studiów, Dieter Bohlen zebrał bardzo dużo cennych doświadczeń, na których potem mógł z powodzeniem budować i które jeszcze dzisiaj profitują. To właśnie w tym czasie nauczył się pomimo wszelkich przeciwności, pomimo problemów, działać dalej i nie poddawać się. Nauczył się również, że pozorny krok w tył, że cofnięcie się delikatne może oznaczać krok naprzód. Że coś, co wydaje się na pozór negatywne, potem okazuje się być pozytywnym. Czymś, co ma znaczenie decydujące. Ważne jest tylko jak wykonuje się ten krok do tyłu, w jakim stylu.
Dieter Bohlen w tym czasie nauczył się jeszcze jednej rzeczy, mianowicie tego, że ludzie, którzy dochodzą do swoich celów szybko i bez problemu, wszystko jednocześnie niszczą, ponieważ nie potrafią zrozumieć, nie wiedzą, co z tym sukcesem zrobić. Inni z kolei wariują od swojego szczęścia i po prostu plajtują.
Dieter Bohlen nauczył się w Getyndze też tego, że tak na dłuższą metę nie istnieje coś takiego jak pech albo szczęście. Wszystko znajduje jakąś swoją równowagę, jeśli tylko człowiek nie porzuca tego, co sobie zamierzył, jeśli wierzy w siebie i jeśli działa. Tylko w ten sposób można osiągnąć cel. I tak w zasadzie on to uczynił. W Getyndze też Dieter Bohlen wypracował sobie bazę dla swoich późniejszych osiągnięć muzycznych. To właśnie te przeróżne kapele, w których grał i ich kontrasty muzyczne, kontrasty między ich kierunkami były tym, co mu potem pomogło. Pomogło mu to w pełnym pomysłów i elastycznym współpracowaniu z innymi muzykami i artystami. Pomogło mu to później również ciągle zaskakiwać publiczność muzycznie.
Nie poruszał się również w sposób wyizolowany tylko pomiędzy muzykami albo tylko pomiędzy studentami, jak to często się zdarza. Jednym z jego ulubionych miejsc pobytu w Getyndze była dyskoteka "Afro-Asiaten-Heim". Tutaj właśnie poznał w 1973 r. swoją przyszłą żonę Erikę. Urodzona 29 września 1954 r. w Bad Wildungen Erika z wykształcenia była po średnim egzaminie dojrzałości dekoratorką i stylistką. Nie miała w zasadzie nic wspólnego ze sceną muzyczną, z muzyką w ogóle i nie pochodziła również z tego ścisłego kręgu uniwersyteckiego.
Ta umiejętność nawiązywania kontaktów z ludźmi, utrzymywania tych kontaktów, umiejętność rozmawiania i chodzenia tam, gdzie się spotykają, pozostała Dieterowi Bohlenowi w dużym stopniu również do dzisiaj. W zasadzie dla postaci jego formatu jest to czymś nieodzownym. To tutaj wyostrza on swoje wyczucie tego, co się ludziom podoba. Naturalnie również poprzez czytanie gazet albo oglądanie wiadomości w telewizji mógł się dowiedzieć jakie tematy, jakie treści poruszają ludzi. Ale to są zawsze sztucznie przygotowane, przefiltrowane wiadomości. Tylko poprzez osobiste rozmowy, poprzez obserwowanie ludzi, poprzez bycie razem z ludźmi Dieter Bohlen mógł bezpośrednio odczuć jakie uczucia, jakie potrzeby, jakie życzenia i tęsknoty mają ludzie. Ważna dla niego była również reakcja na różne rodzaje muzyki, na dźwięki, na rytmy i efekty dźwiękowe.
Dla urzędnika stanu cywilnego cała ta ceremonia ślubna była jeszcze jedną z wielu, które należały do jego codziennej rutyny. Dieter i Erika znali się wtedy dokładnie 10 lat. I dla nich samych ten krok nie był niczym szczególnym, niczym specjalnie podniecającym. Również opinia publiczna nie interesowała się tym specjalnie, ponieważ DB nie był w tym czasie jeszcze rozchwytywaną i popularną gwiazdą.
W roku 1977 DB stanął po raz pierwszy w studio przed mikrofonem. Nareszcie się zjawiła duża szansa, na którą tak długo pracował. Wspólnie ze starym przyjacielem z lat Getyngi, Holgerem założył duet Monza i jako Monza obaj dostali tę szansę. "HeiĂe Nacht in der City" i "Hallo Taxi Nr 10" były pierwszymi piosenkami, które zostały wtedy nagrane. I niemalże na tym zakończyła się ta przygoda na scenie muzycznej, jeszcze zanim się tak na dobre zaczęła. Nie nagrano nic więcej poza tymi dwoma tytułami i obaj śnili dalej o wysokich miejscach na listach przebojów. Płyta sprzedawała się tak źle, że dzisiaj już prawie nikt nie pamięta tych pierwszych prób.
Powoli sytuacja dla DB stawała się poważna. Koniec studiów zbliżał się dużymi krokami i tym samym kończył się czas, który mógł spędzić w Getyndze. Dieter nie wątpił też w to, że dostanie jakąś nagrodę, ponieważ przejdzie przez egzaminy niesamowicie dobrze. A świadomie grać na czas - to nie przyszło mu nawet do głowy. To nie odpowiadało jego naturze - np. zrobić coś takiego, żeby specjalnie oblać egzamin i w ten sposób zyskać na czasie. DB miał podjąć ważną decyzję, a po przeżyciu z Monzą zaczął się powoli oswajać z myślą, że najwyraźniej nie znajdzie miejsca jako profesjonalista na niemieckiej scenie muzycznej; że nie będzie dla niego takiego miejsca. W przyszłości prawdopodobnie będzie się zajmował mniej lub więcej kursami akcji i notowaniami. Jakże gorzka by ta pigułka nie była, DB powoli zaczął ją łykać. Pomimo tego, że nie była to może ta wymarzona przyszłość, jednak ta gorzka pigułka była medykamentem niezbędnym, by przeżyć; było to niezbędne uporządkowanie jego życia.
(cdn)
MODERN TALKING FOREVER!!!
- Pkmodern
- Zarząd Thomas Anders Fanklub Polska
- Posty: 2498
- Rejestracja: pt lis 18, 2005 22:40
Rozdział 3:
Lata nauki
8 listopada 1978 r. DB broni dyplomu handlowca i tym samym może opuścić Getyngę. W kieszeni ma właśnie świeżo podpisany kontrakt z przedsiębiorstwem w Emden. To oznacza, że jego kariera muzyczna w tej chwili nie ma większych szans. A szanse na to, by w Emden otrzymać jakieś nowe propozycje są równe zeru. Dieter jest tego świadom, kiedy pakuje swoje walizki. Wprawdzie nadal utrzymuje kontakt z hamburskim wydawnictwem muzycznym Intersong, często wysyła tam swoje dema i próbuje zdobyć jakąś umowę na wydanie płyty jako piosenkarz albo być zatrudnionym jako producent, ale odpowiedzi do tej pory nie są specjalnie zachęcające. W gruncie rzeczy Dieter nie liczy już w tej chwili na to, że z Hamburga przyjdzie coś pozytywnego. A jednak - w ostatniej minucie - otrzymuje rozstrzygający telefon, który przez jeden dzień - przez jedną noc w zasadzie - ma zmienić jego życie. Pytają się, czy DB jest jeszcze zainteresowany współpracą. A Dieter jest.
Wreszcie zjawia się szansa, o której zawsze marzył. Niestety, umowa, którą mu zaproponowano jest zdecydowanie przesadzona. Jej warunki są nie do dotrzymania. Dieter powinien w ciągu miesiąca skomponować 36 piosenek i przedłożyć je w wydawnictwie. To oznacza, że musiałby w ciągu dnia skomponować przynajmniej jedną piosenkę. Jednak Dieter podpisuje tę umowę. W jaki sposób zdoła to wszystko zrobić, czy to jest w ogóle możliwe - tego jeszcze nie wie. Ale bardzo tego chce, a skoro tak - to uda mu się. I od 1 stycznia 1979 r. DB zaczyna pracę w wydawnictwie Intersong w Hamburgu jako kompozytor i producent. Jest niewymownie szczęśliwy. Przeprowadza się do Hamburga wraz z Eriką, która dostaje tam pracę jako dekoratorka wystaw.
Następne miesiące nie były dla Dietera zdecydowanie słodkie jak cukrowa wata. Wprawdzie ma już podpisaną umowę, ma kontrakt, ale jeszcze nie ma "nazwiska". Nazwisko musi sobie dopiero wyrobić zanim zacznie zbierać najwyżej okruchy z pańskiego stołu. Musi wydawać płyty, musi je produkować dla dzisiaj nikt o nich w zasadzie nie pamięta, nikt o nich nic nie wie. Przede wszystkim na początku dostaje artystów, z którymi musi stanąć przed mikrofonem, z którymi po prostu nikt inny nie chce pracować, ponieważ znani producenci nie wierzą w ich szanse na sukces albo po prostu ta praca wydaje im się za mało lukratywna. Jest to masa młodych artystów, którzy poszukują szansy na jakiś kontrakt. Wielu z tych ludzi odchodzi, tak jak jeszcze do niedawna odprawiano DB - z kwitkiem.
Pomimo tego, że DB szybko zrozumiał, iż podsuwa mu się pracę, której inni nie chcą, stara się pojmować każdy dzień w studio jako szansę - po pierwsze dla siebie, aby nauczyć się czegoś nowego, by zdobyć rutynę, a po drugie - wie doskonale, że ktoś przecież słucha tego, co zrobi. Jego nazwisko nie pojawi się w połączeniu z jakimś wielkim hitem. Traktuje pracę w studio z dużym zaangażowaniem i bardzo poważnie, a jednocześnie komponuje. Komponuje - jak na taśmie - jedną piosenkę za drugą. To jest bardzo ciężka nauka - owa praca w studio. Czas wolny i odprężenie to słowa, które w zasadzie stały się dla niego w tym czasie całkowicie obce. Ale przecież tego właśnie chciał, sam sobie wyszukał takie życie.
DB otrzymuje wreszcie szansę zrobienia czegoś dla siebie samego. Właśnie od roku pracuje jako profesjonalista w tym biznesie, kiedy to ponownie staje przed mikrofonem jako piosenkarz. Pod pseudonimem Steve Benson nagrywa singiel pt: "Don't Throw My Love Away". Niestety także to nagranie nie zostaje zauważone. Za to powoli zaczyna sobie zdobywać nazwisko jako jeden z najzdolniejszych producentów i inżynierów dźwięku. Największe firmy fonograficzne i gwiazdy zwracają na niego uwagę. Coraz częściej menadżerowie notują sobie jego nazwisko w swoich notesach i polecają go swoim podopiecznym jako kompozytora i producenta.
Takie gwiazdy jak Katja Ebstein, Bernhard Brink, The Teens, Roland Kaiser, Tony Holiday czy Bernd ClĂźver zatrudniają DB jako producenta w studio albo proszą, by napisał dla nich jakąś piosenkę. Punktem zwrotnym jest rok 1982, kiedy to po raz pierwszy może odebrać złotą płytę. Na niej widnieje już jego nazwisko, zaś do jej sukcesu przyczynił się jako producent. Był to album "Happy Guitar Dancing" Ricky Kinga - i trzeba przyznać, że do dzisiaj jest to jedyna złota płyta, jaką Ricky King kiedykolwiek otrzymał za swój album.
DB przestaje być już tylko szarą myszką. Jego nazwisko staje się coraz bardziej znane na niemieckiej scenie muzycznej i coraz częściej mówi się o nim. Zewnętrznym świadectwem tego uznania jest to, że jeszcze w roku 1982 po raz kolejny jako piosenkarz staje przed mikrofonem i dokonuje nagrań. Tym razem publikuje pod pseudonimem Sunday singiel "Hale Hey Louise" i prezentuje to w ZDF-Hitparade. Niestety, i tym razem nie wychodzi nic dobrego. O dobrym miejscu na liście przebojów DB musi nadal marzyć. Pomimo tego, że DB rok później znowu może się cieszyć - tym razem ze złotej płyty dla Rolanda Kaisera za album "GefĂźhle sind frei" (Uczucia są wolne), nie jest w zasadzie specjalnie zadowolony, a już zupełnie nie jest szczęśliwy. To nie jest tak, jak sobie wyobrażał. Dieter nie widzi swojej przyszłości w roli człowieka stojącego za kulisami. Jego celem jest stać z przodu, na scenie. Chciałby jako piosenkarz móc zaprezentować swoje utwory.
(cdn)
Lata nauki
8 listopada 1978 r. DB broni dyplomu handlowca i tym samym może opuścić Getyngę. W kieszeni ma właśnie świeżo podpisany kontrakt z przedsiębiorstwem w Emden. To oznacza, że jego kariera muzyczna w tej chwili nie ma większych szans. A szanse na to, by w Emden otrzymać jakieś nowe propozycje są równe zeru. Dieter jest tego świadom, kiedy pakuje swoje walizki. Wprawdzie nadal utrzymuje kontakt z hamburskim wydawnictwem muzycznym Intersong, często wysyła tam swoje dema i próbuje zdobyć jakąś umowę na wydanie płyty jako piosenkarz albo być zatrudnionym jako producent, ale odpowiedzi do tej pory nie są specjalnie zachęcające. W gruncie rzeczy Dieter nie liczy już w tej chwili na to, że z Hamburga przyjdzie coś pozytywnego. A jednak - w ostatniej minucie - otrzymuje rozstrzygający telefon, który przez jeden dzień - przez jedną noc w zasadzie - ma zmienić jego życie. Pytają się, czy DB jest jeszcze zainteresowany współpracą. A Dieter jest.
Wreszcie zjawia się szansa, o której zawsze marzył. Niestety, umowa, którą mu zaproponowano jest zdecydowanie przesadzona. Jej warunki są nie do dotrzymania. Dieter powinien w ciągu miesiąca skomponować 36 piosenek i przedłożyć je w wydawnictwie. To oznacza, że musiałby w ciągu dnia skomponować przynajmniej jedną piosenkę. Jednak Dieter podpisuje tę umowę. W jaki sposób zdoła to wszystko zrobić, czy to jest w ogóle możliwe - tego jeszcze nie wie. Ale bardzo tego chce, a skoro tak - to uda mu się. I od 1 stycznia 1979 r. DB zaczyna pracę w wydawnictwie Intersong w Hamburgu jako kompozytor i producent. Jest niewymownie szczęśliwy. Przeprowadza się do Hamburga wraz z Eriką, która dostaje tam pracę jako dekoratorka wystaw.
Następne miesiące nie były dla Dietera zdecydowanie słodkie jak cukrowa wata. Wprawdzie ma już podpisaną umowę, ma kontrakt, ale jeszcze nie ma "nazwiska". Nazwisko musi sobie dopiero wyrobić zanim zacznie zbierać najwyżej okruchy z pańskiego stołu. Musi wydawać płyty, musi je produkować dla dzisiaj nikt o nich w zasadzie nie pamięta, nikt o nich nic nie wie. Przede wszystkim na początku dostaje artystów, z którymi musi stanąć przed mikrofonem, z którymi po prostu nikt inny nie chce pracować, ponieważ znani producenci nie wierzą w ich szanse na sukces albo po prostu ta praca wydaje im się za mało lukratywna. Jest to masa młodych artystów, którzy poszukują szansy na jakiś kontrakt. Wielu z tych ludzi odchodzi, tak jak jeszcze do niedawna odprawiano DB - z kwitkiem.
Pomimo tego, że DB szybko zrozumiał, iż podsuwa mu się pracę, której inni nie chcą, stara się pojmować każdy dzień w studio jako szansę - po pierwsze dla siebie, aby nauczyć się czegoś nowego, by zdobyć rutynę, a po drugie - wie doskonale, że ktoś przecież słucha tego, co zrobi. Jego nazwisko nie pojawi się w połączeniu z jakimś wielkim hitem. Traktuje pracę w studio z dużym zaangażowaniem i bardzo poważnie, a jednocześnie komponuje. Komponuje - jak na taśmie - jedną piosenkę za drugą. To jest bardzo ciężka nauka - owa praca w studio. Czas wolny i odprężenie to słowa, które w zasadzie stały się dla niego w tym czasie całkowicie obce. Ale przecież tego właśnie chciał, sam sobie wyszukał takie życie.
DB otrzymuje wreszcie szansę zrobienia czegoś dla siebie samego. Właśnie od roku pracuje jako profesjonalista w tym biznesie, kiedy to ponownie staje przed mikrofonem jako piosenkarz. Pod pseudonimem Steve Benson nagrywa singiel pt: "Don't Throw My Love Away". Niestety także to nagranie nie zostaje zauważone. Za to powoli zaczyna sobie zdobywać nazwisko jako jeden z najzdolniejszych producentów i inżynierów dźwięku. Największe firmy fonograficzne i gwiazdy zwracają na niego uwagę. Coraz częściej menadżerowie notują sobie jego nazwisko w swoich notesach i polecają go swoim podopiecznym jako kompozytora i producenta.
Takie gwiazdy jak Katja Ebstein, Bernhard Brink, The Teens, Roland Kaiser, Tony Holiday czy Bernd ClĂźver zatrudniają DB jako producenta w studio albo proszą, by napisał dla nich jakąś piosenkę. Punktem zwrotnym jest rok 1982, kiedy to po raz pierwszy może odebrać złotą płytę. Na niej widnieje już jego nazwisko, zaś do jej sukcesu przyczynił się jako producent. Był to album "Happy Guitar Dancing" Ricky Kinga - i trzeba przyznać, że do dzisiaj jest to jedyna złota płyta, jaką Ricky King kiedykolwiek otrzymał za swój album.
DB przestaje być już tylko szarą myszką. Jego nazwisko staje się coraz bardziej znane na niemieckiej scenie muzycznej i coraz częściej mówi się o nim. Zewnętrznym świadectwem tego uznania jest to, że jeszcze w roku 1982 po raz kolejny jako piosenkarz staje przed mikrofonem i dokonuje nagrań. Tym razem publikuje pod pseudonimem Sunday singiel "Hale Hey Louise" i prezentuje to w ZDF-Hitparade. Niestety, i tym razem nie wychodzi nic dobrego. O dobrym miejscu na liście przebojów DB musi nadal marzyć. Pomimo tego, że DB rok później znowu może się cieszyć - tym razem ze złotej płyty dla Rolanda Kaisera za album "GefĂźhle sind frei" (Uczucia są wolne), nie jest w zasadzie specjalnie zadowolony, a już zupełnie nie jest szczęśliwy. To nie jest tak, jak sobie wyobrażał. Dieter nie widzi swojej przyszłości w roli człowieka stojącego za kulisami. Jego celem jest stać z przodu, na scenie. Chciałby jako piosenkarz móc zaprezentować swoje utwory.
(cdn)
MODERN TALKING FOREVER!!!
- Pkmodern
- Zarząd Thomas Anders Fanklub Polska
- Posty: 2498
- Rejestracja: pt lis 18, 2005 22:40
Rozdział 4:
Modern Talking
W lutym 1983 r. francuski piosenkarz F.R.David wydaje w Niemczech swą drugą płytę pt.: "Pick Up The Phone". W tym czasie gwiazdor ten pochodzący z Paryża jest jedną z najbardziej podziwianych gwiazd Europy. Jego sprzedany w milionach egzemplarzy przebój "Words" był jednym z największych hitów roku 1982. Zaledwie DB usłyszał po raz pierwszy pierwsze takty tej piosenki, jest dla niego jasne, że musi ją wydać po niemiecku, musi ją wyprodukować w wersji niemieckojęzycznej. "Was macht das schon" - tak się nazywała ta piosenka po niemiecku. Jednakże Dieter nie wie za bardzo, z kim ma wyprodukować tę płytę, ten przebój. Nie może wpaść na pomysł ani odszukać piosenkarza, którego głos pasowałby do tego przeboju.
Podczas gdy DB zaczynał już w studio przygotowania do nagrania płyty, jego współpracownicy z firmy zatroszczyli się o to, żeby znaleźć takiego piosenkarza. Decydującą okazuje się pomoc, która nadeszła z firmy płytowej z Berlina - z firmy Hansa. To tam właśnie podpisany kontrakt ma młody piosenkarz. Znajdował się on pod opieką różnych producentów, jak Daniel David czy G.G. Anderson, ale jak do tej pory nie mógł stworzyć żadnego hitu. Teraz właśnie przyszedł czas, żeby poleciał do Hamburga i porozmawiał z DB. Thomas Anders zgadza się - przede wszystkim dlatego, że usłyszał jaki tytuł dla niego przewidziany jest do nagrania. Także on jest już przekonany o szansach, jakie powstają wraz z nagraniem przeboju "Was macht das schon".
TA, czyli urodzony 1 marca 1963 r. w MĂźnstermaifeld k. Koblencji Bernd Weidung, rozpoczął swoją przygodę z muzyką już w wieku 10 lat. Przez prawie 10 lat pobierał lekcje gry na fortepianie i przygotowywał się w ten sposób gruntownie do swojej kariery. Jego ojciec Peter był burmistrzem MĂźnstermaifeld i w ten sposób mógł mu pomóc w zdobyciu występów na różnych świętach w okolicy miasta.
15 stycznia 1980 r. świętował on właśnie swój pierwszy wielki triumf, wystąpił mianowicie w programie tv Michaela Schanze "Hätten Sie heut' Zeit fĂźr uns?", do którego to programu został wyszukany z grona ponad 700 ubiegających się o to. To właśnie było sygnałem startowym dla jego kariery. Dzięki temu występowi pewna firma płytowa z Frankfurtu zwróciła na niego uwagę i zaproponowała mu podpisanie kontraktu płytowego, który zaowocował w sierpniu 1980 r. pierwszym singlem "Judy". We wrześniu 1980 r. pojechał razem z Thomasem Ohrnerem i dwoma zespołami na 15-dniowe tournee po Niemczech w dużych halach koncertowych.
Po tym gorącym i podniecającym starcie niestety nastąpił okres ciszy. Z wymarzonej szybkiej kariery nic nie wyszło, a jego ojciec postarał się przy tym, by Thomas najpierw zrobił maturę. Potem nie chciał mu już kłaść kłód pod nogi, gdyby ten pragnął nadal zostać muzykiem. Maturę zrobił TA na wiosnę 1982 r. z ocenami 2 i 1 w Państwowym Gimnazjum Eichendorff w Koblencji, do którego chodził dopiero od 10-tej klasy. To, co było dla niego ważne, to możliwość zrobienia klasy, której kierunkiem była muzyka. I w końcu studiował 5 semestrów w Meinz; studiował tam germanistykę i muzykologię.
TA nagrał w 1981 r. jeszcze trzy inne single: "Du weinst um ihn" (Ty opłakujesz go), "Es war die Nacht der ersten Liebe" (To była noc pierwszej miłości) i "Ich will nicht dein Leben" (Nie chcę twojego życia). Jednak dopiero po spotkaniu z DB jego kariera miała otrzymać odpowiedni pęd.
DB - blondyn, typ sportowca, który w międzyczasie zebrał dużo doświadczeń w studio, dysponował rutyną i dokładnie wiedział czego chce i TA - elegancki brunet o śniadej cerze, który wciąż poszukiwał tego właściwego tytułu. Przypadli sobie do gustu. DB nie chciał zbyt długo dyskutować. Poznali się obaj w studio i DB zaczął od razu pracować. Praca nad tym tytułem paliła im się w rękach, tak że nagranie go nie zajęło dużo czasu. I piosenka "Was macht das schon" wkrótce była gotowa.
TA odwalił swoją pracę jako piosenkarz bez większych problemów. Od samego początku stwarzali przy pracy w studio perfekcyjny zespół - dwa młode talenty, które chciały się wznieść na wyżyny. Szukali się i znaleźli, nie znając się wcześniej. Od tamtej pory spotykali się dosyć regularnie w piwnicy domu DB w Hamburgu. Tam próbowali i eksperymentowali w 16-ścieżkowym studio Dietera zanim ostatecznie nagrywali w profesjonalnym studio.
Mimo iż początek nie był koronowany wymarzonym, wyśnionym sukcesem, DB nie chciał już tym razem rezygnować. Jeszcze w tym samym roku wyprodukował razem z TA piosenkę "Wovon träumst du denn (in seinen Armen)" (O czym śnisz w jego ramionach) i tym właśnie tytułem TA trafił wreszcie na czołówki niemieckich list przebojów. 1 października 1983 r. jego nazwisko znajduje się na listach przebojów. Piosenka ta przebiła się do miejsca 16. na liście Top-20 i to był początek, a płyta rozeszła się w nakładzie ponad 30.000 egzemplarzy. To była, jak do tamtej pory, najbardziej rozchwytywana płyta TA. W marcu 1984 r. pojawia się "Endstation Sehnsucht" (Stacja końcowa - Tęsknota), natomiast w czerwcu 1984 r. wydany zostaje singiel zawierający niemiecką wersję piosenki "Send Me An Angel" grupy Real Life, teraz noszącą tytuł "HeiĂkalter Engel".
Po nagraniu płyty DB zamierza udać się na urlop. Wraz ze swą "świeżo upieczoną" żoną Eriką lecą na Majorkę. Tam chce wreszcie gruntownie odpocząć - po raz pierwszy od prawie 5 lat ciężkiej pracy. Mimo to tak naprawdę leniuchować i leżeć tylko w słońcu także tutaj nie może. W zwolnionym nieco tempie pracuje dalej, stwarza nowe pomysły.
Jeden z tych pomysłów postawi w 1985 r. prawie cały świat popu europejskiego na głowie. To jest piosenka "You're My Heart, You're My Soul", która podbijała prawie wszystkie listy przebojów w Europie, zaś w samych tylko Niemczech znajdowała się w ścisłej czołówce przez ponad pół roku. Jest jeszcze jeden pomysł, który okazuje się bardzo znaczący dla przyszłości. DB postanawia zaproponować TA stworzenie od zaraz duetu i śpiewać po angielsku. Po paru miesiącach okazuje się, że to właśnie ten pomysł jest dla nich obu ważniejszy niż potencjalna wygrana w lotto.
W tym czasie także TA znajduje się na południu i zbiera nowe siły. Wspólnie ze swoją przyjaciółką Norą Isabell Balling przebywa na Gran Canaria, gdzie 6 sierpnia 1984 r. zaręczają się. Poznali się gdy TA miał 18 lat. Od czerwca 1984 r. mieszkają wspólnie w Koblencji.
Ledwie zjawili się DB i TA znowu w Niemczech, od razu trafili do studia. Tam harują nad piosenkami, tam dopracowują pomysły związane z duetem, który mają stworzyć. DB jest tak zafascynowany swoim pomysłem, że pracuje jak w transie. Wkrótce pojawia się także pomysł na nazwanie tego duetu: Modern Talking.
Tak więc zespół już powstał i przybiera powoli na kształcie. DB dostarcza piosenek, tekstów, aranżacji i jest odpowiedzialny za kompletną produkcję, natomiast TA dostarcza swoje miękkiego supergłosu i stawia tę najważniejszą kropkę nad "i".
W październiku 1984 r. płyta jest już gotowa i trafia do sklepów muzycznych. Niestety na początku niewiele dzieje się z nowym singlem MT "You're My Heart, You're My Soul". Dni i tygodnie nerwówki mijają. DB jednak nie traci wiary w swój projekt. Jednak z każdym dniem sytuacja staje się coraz trudniejsza. Coraz trudniej jest utrzymać i przekonać wszystkie uczestniczące w tym przedsięwzięciu osoby o sukcesie, przekonać je, by pozostały. I nikt nie mógł sobie wytłumaczyć dlaczego ta płyta nie odniosła sukcesu.
Jeszcze gorsza była sytuacja z pewnego dnia w listopadzie 1984 r. TA jadąc swoim golfem GTI ulega ciężkiemu wypadkowi. Z prędkością 180 km/h uderza w barierkę ochronną na autostradzie. Samochód koziołkuje pięć razy. Jednak tego dnia TA i jego przyjaciółka mają chyba więcej niż tylko dwóch aniołów stróżów przy sobie. Na szczęście nie dzieje się nic złego. Byli zapięci pasami. Po tym przeżyciu, które TA nazywa później swymi ponownymi narodzinami, również przeszkody dla MT powinny się skończyć. Jednakże dopiero po tym, jak ich teledysk puszczono w popularnym w tamtym czasie programie tv Video-Rock-Show "Formel Eins". Dodatkowo DB i TA prezentują się jeszcze w ZDF w programie "Tele-Illustrierte". To właśnie było decydującym momentem dla MT. Od tego czasu cała Europa koncentruje się na DB i TA. "You're My Heart, You're My Soul" jest 25 stycznia 1985 r. po raz pierwszy notowana na niemieckiej liście przebojów. Teraz z każdym dniem przebijają się nowe meldunki. Firma płytowa z trudem nadąża z wydawaniem tych płyt, by dostarczyć je do sklepów, które zamawiają i sprzedają jej tak wiele.
W Belgii, Danii, Finlandii, Francji, Izraelu, Portugalii, Szwajcarii -wszędzie, we wszystkich tych krajach udaje się skok na szczyt. W Hiszpanii i RPA osiągają 2 miejsce, w Szwecji wystarcza na 3 miejsce, w Holandii najwyższa pozycja to miejsce 4. We Włoszech płyta dochodzi do pierwszej dziesiątki i nawet w Japonii "You're My Heart, You're My Soul" notowana jest wśród 20 najpopularniejszych przebojów.
Żadna inna grupa nie zaczynała tego roku tak owocnie, jak MT. Tak optymistyczny rozwój sytuacji nie był przewidziany nawet przez największych optymistów. To przekraczało wszelkie oczekiwania, wszelkie marzenia. Namacalnymi dowodami na ten sukces są w następnych tygodniach złote płyty, które spływają na TA i DB niczym potok.
20 lat po pierwszym występie w Oldenburgu i 5 lat po wejściu do branży muzycznej jako profesjonalisty, DB może świętować wielki, totalny triumf. Jest na szczycie. "You're My Heart, You're My Soul" należy do tych płyt, dzięki którym zupełnie nowa formacja, nowy zespół może dojść do takich wyżyn, może zajść tak daleko. Występy w programach tv, wywiady, sesje zdjęciowe to należy teraz do normalnego rozkładu dnia DB.
(cdn)
Modern Talking
W lutym 1983 r. francuski piosenkarz F.R.David wydaje w Niemczech swą drugą płytę pt.: "Pick Up The Phone". W tym czasie gwiazdor ten pochodzący z Paryża jest jedną z najbardziej podziwianych gwiazd Europy. Jego sprzedany w milionach egzemplarzy przebój "Words" był jednym z największych hitów roku 1982. Zaledwie DB usłyszał po raz pierwszy pierwsze takty tej piosenki, jest dla niego jasne, że musi ją wydać po niemiecku, musi ją wyprodukować w wersji niemieckojęzycznej. "Was macht das schon" - tak się nazywała ta piosenka po niemiecku. Jednakże Dieter nie wie za bardzo, z kim ma wyprodukować tę płytę, ten przebój. Nie może wpaść na pomysł ani odszukać piosenkarza, którego głos pasowałby do tego przeboju.
Podczas gdy DB zaczynał już w studio przygotowania do nagrania płyty, jego współpracownicy z firmy zatroszczyli się o to, żeby znaleźć takiego piosenkarza. Decydującą okazuje się pomoc, która nadeszła z firmy płytowej z Berlina - z firmy Hansa. To tam właśnie podpisany kontrakt ma młody piosenkarz. Znajdował się on pod opieką różnych producentów, jak Daniel David czy G.G. Anderson, ale jak do tej pory nie mógł stworzyć żadnego hitu. Teraz właśnie przyszedł czas, żeby poleciał do Hamburga i porozmawiał z DB. Thomas Anders zgadza się - przede wszystkim dlatego, że usłyszał jaki tytuł dla niego przewidziany jest do nagrania. Także on jest już przekonany o szansach, jakie powstają wraz z nagraniem przeboju "Was macht das schon".
TA, czyli urodzony 1 marca 1963 r. w MĂźnstermaifeld k. Koblencji Bernd Weidung, rozpoczął swoją przygodę z muzyką już w wieku 10 lat. Przez prawie 10 lat pobierał lekcje gry na fortepianie i przygotowywał się w ten sposób gruntownie do swojej kariery. Jego ojciec Peter był burmistrzem MĂźnstermaifeld i w ten sposób mógł mu pomóc w zdobyciu występów na różnych świętach w okolicy miasta.
15 stycznia 1980 r. świętował on właśnie swój pierwszy wielki triumf, wystąpił mianowicie w programie tv Michaela Schanze "Hätten Sie heut' Zeit fĂźr uns?", do którego to programu został wyszukany z grona ponad 700 ubiegających się o to. To właśnie było sygnałem startowym dla jego kariery. Dzięki temu występowi pewna firma płytowa z Frankfurtu zwróciła na niego uwagę i zaproponowała mu podpisanie kontraktu płytowego, który zaowocował w sierpniu 1980 r. pierwszym singlem "Judy". We wrześniu 1980 r. pojechał razem z Thomasem Ohrnerem i dwoma zespołami na 15-dniowe tournee po Niemczech w dużych halach koncertowych.
Po tym gorącym i podniecającym starcie niestety nastąpił okres ciszy. Z wymarzonej szybkiej kariery nic nie wyszło, a jego ojciec postarał się przy tym, by Thomas najpierw zrobił maturę. Potem nie chciał mu już kłaść kłód pod nogi, gdyby ten pragnął nadal zostać muzykiem. Maturę zrobił TA na wiosnę 1982 r. z ocenami 2 i 1 w Państwowym Gimnazjum Eichendorff w Koblencji, do którego chodził dopiero od 10-tej klasy. To, co było dla niego ważne, to możliwość zrobienia klasy, której kierunkiem była muzyka. I w końcu studiował 5 semestrów w Meinz; studiował tam germanistykę i muzykologię.
TA nagrał w 1981 r. jeszcze trzy inne single: "Du weinst um ihn" (Ty opłakujesz go), "Es war die Nacht der ersten Liebe" (To była noc pierwszej miłości) i "Ich will nicht dein Leben" (Nie chcę twojego życia). Jednak dopiero po spotkaniu z DB jego kariera miała otrzymać odpowiedni pęd.
DB - blondyn, typ sportowca, który w międzyczasie zebrał dużo doświadczeń w studio, dysponował rutyną i dokładnie wiedział czego chce i TA - elegancki brunet o śniadej cerze, który wciąż poszukiwał tego właściwego tytułu. Przypadli sobie do gustu. DB nie chciał zbyt długo dyskutować. Poznali się obaj w studio i DB zaczął od razu pracować. Praca nad tym tytułem paliła im się w rękach, tak że nagranie go nie zajęło dużo czasu. I piosenka "Was macht das schon" wkrótce była gotowa.
TA odwalił swoją pracę jako piosenkarz bez większych problemów. Od samego początku stwarzali przy pracy w studio perfekcyjny zespół - dwa młode talenty, które chciały się wznieść na wyżyny. Szukali się i znaleźli, nie znając się wcześniej. Od tamtej pory spotykali się dosyć regularnie w piwnicy domu DB w Hamburgu. Tam próbowali i eksperymentowali w 16-ścieżkowym studio Dietera zanim ostatecznie nagrywali w profesjonalnym studio.
Mimo iż początek nie był koronowany wymarzonym, wyśnionym sukcesem, DB nie chciał już tym razem rezygnować. Jeszcze w tym samym roku wyprodukował razem z TA piosenkę "Wovon träumst du denn (in seinen Armen)" (O czym śnisz w jego ramionach) i tym właśnie tytułem TA trafił wreszcie na czołówki niemieckich list przebojów. 1 października 1983 r. jego nazwisko znajduje się na listach przebojów. Piosenka ta przebiła się do miejsca 16. na liście Top-20 i to był początek, a płyta rozeszła się w nakładzie ponad 30.000 egzemplarzy. To była, jak do tamtej pory, najbardziej rozchwytywana płyta TA. W marcu 1984 r. pojawia się "Endstation Sehnsucht" (Stacja końcowa - Tęsknota), natomiast w czerwcu 1984 r. wydany zostaje singiel zawierający niemiecką wersję piosenki "Send Me An Angel" grupy Real Life, teraz noszącą tytuł "HeiĂkalter Engel".
Po nagraniu płyty DB zamierza udać się na urlop. Wraz ze swą "świeżo upieczoną" żoną Eriką lecą na Majorkę. Tam chce wreszcie gruntownie odpocząć - po raz pierwszy od prawie 5 lat ciężkiej pracy. Mimo to tak naprawdę leniuchować i leżeć tylko w słońcu także tutaj nie może. W zwolnionym nieco tempie pracuje dalej, stwarza nowe pomysły.
Jeden z tych pomysłów postawi w 1985 r. prawie cały świat popu europejskiego na głowie. To jest piosenka "You're My Heart, You're My Soul", która podbijała prawie wszystkie listy przebojów w Europie, zaś w samych tylko Niemczech znajdowała się w ścisłej czołówce przez ponad pół roku. Jest jeszcze jeden pomysł, który okazuje się bardzo znaczący dla przyszłości. DB postanawia zaproponować TA stworzenie od zaraz duetu i śpiewać po angielsku. Po paru miesiącach okazuje się, że to właśnie ten pomysł jest dla nich obu ważniejszy niż potencjalna wygrana w lotto.
W tym czasie także TA znajduje się na południu i zbiera nowe siły. Wspólnie ze swoją przyjaciółką Norą Isabell Balling przebywa na Gran Canaria, gdzie 6 sierpnia 1984 r. zaręczają się. Poznali się gdy TA miał 18 lat. Od czerwca 1984 r. mieszkają wspólnie w Koblencji.
Ledwie zjawili się DB i TA znowu w Niemczech, od razu trafili do studia. Tam harują nad piosenkami, tam dopracowują pomysły związane z duetem, który mają stworzyć. DB jest tak zafascynowany swoim pomysłem, że pracuje jak w transie. Wkrótce pojawia się także pomysł na nazwanie tego duetu: Modern Talking.
Tak więc zespół już powstał i przybiera powoli na kształcie. DB dostarcza piosenek, tekstów, aranżacji i jest odpowiedzialny za kompletną produkcję, natomiast TA dostarcza swoje miękkiego supergłosu i stawia tę najważniejszą kropkę nad "i".
W październiku 1984 r. płyta jest już gotowa i trafia do sklepów muzycznych. Niestety na początku niewiele dzieje się z nowym singlem MT "You're My Heart, You're My Soul". Dni i tygodnie nerwówki mijają. DB jednak nie traci wiary w swój projekt. Jednak z każdym dniem sytuacja staje się coraz trudniejsza. Coraz trudniej jest utrzymać i przekonać wszystkie uczestniczące w tym przedsięwzięciu osoby o sukcesie, przekonać je, by pozostały. I nikt nie mógł sobie wytłumaczyć dlaczego ta płyta nie odniosła sukcesu.
Jeszcze gorsza była sytuacja z pewnego dnia w listopadzie 1984 r. TA jadąc swoim golfem GTI ulega ciężkiemu wypadkowi. Z prędkością 180 km/h uderza w barierkę ochronną na autostradzie. Samochód koziołkuje pięć razy. Jednak tego dnia TA i jego przyjaciółka mają chyba więcej niż tylko dwóch aniołów stróżów przy sobie. Na szczęście nie dzieje się nic złego. Byli zapięci pasami. Po tym przeżyciu, które TA nazywa później swymi ponownymi narodzinami, również przeszkody dla MT powinny się skończyć. Jednakże dopiero po tym, jak ich teledysk puszczono w popularnym w tamtym czasie programie tv Video-Rock-Show "Formel Eins". Dodatkowo DB i TA prezentują się jeszcze w ZDF w programie "Tele-Illustrierte". To właśnie było decydującym momentem dla MT. Od tego czasu cała Europa koncentruje się na DB i TA. "You're My Heart, You're My Soul" jest 25 stycznia 1985 r. po raz pierwszy notowana na niemieckiej liście przebojów. Teraz z każdym dniem przebijają się nowe meldunki. Firma płytowa z trudem nadąża z wydawaniem tych płyt, by dostarczyć je do sklepów, które zamawiają i sprzedają jej tak wiele.
W Belgii, Danii, Finlandii, Francji, Izraelu, Portugalii, Szwajcarii -wszędzie, we wszystkich tych krajach udaje się skok na szczyt. W Hiszpanii i RPA osiągają 2 miejsce, w Szwecji wystarcza na 3 miejsce, w Holandii najwyższa pozycja to miejsce 4. We Włoszech płyta dochodzi do pierwszej dziesiątki i nawet w Japonii "You're My Heart, You're My Soul" notowana jest wśród 20 najpopularniejszych przebojów.
Żadna inna grupa nie zaczynała tego roku tak owocnie, jak MT. Tak optymistyczny rozwój sytuacji nie był przewidziany nawet przez największych optymistów. To przekraczało wszelkie oczekiwania, wszelkie marzenia. Namacalnymi dowodami na ten sukces są w następnych tygodniach złote płyty, które spływają na TA i DB niczym potok.
20 lat po pierwszym występie w Oldenburgu i 5 lat po wejściu do branży muzycznej jako profesjonalisty, DB może świętować wielki, totalny triumf. Jest na szczycie. "You're My Heart, You're My Soul" należy do tych płyt, dzięki którym zupełnie nowa formacja, nowy zespół może dojść do takich wyżyn, może zajść tak daleko. Występy w programach tv, wywiady, sesje zdjęciowe to należy teraz do normalnego rozkładu dnia DB.
(cdn)
MODERN TALKING FOREVER!!!
- Pkmodern
- Zarząd Thomas Anders Fanklub Polska
- Posty: 2498
- Rejestracja: pt lis 18, 2005 22:40
Rozdział 5:
Pożegnanie i nowy początek.
W marcu 1985 r. ukazuje się drugi singiel MT "You Can Win If You Want". Tytuł ten wyraża niemalże wszystko, co DB może powiedzieć o doświadczeniach, jakie zebrał do tej pory. On rzeczywiście wygrał, bardziej przekonywująco i wybitnie, niż można to było przyjąć i niż to się udaje. Teraz dopiero okazuje się jak dobrze odrobił swoje lekcje. Bez tych doświadczeń, bez rutyny, którą zdobył przez ostatnie 5 lat, nie byłby w stanie dokonać tego wszystkiego i pokonać te wszystkie problemy. Wszystkie terminy koncertów, które nawarstwiały się po całej Europie, nie pozostawiają mu zbyt wiele czasu na komponowanie i pracę w studio. Jednak to nie jest wielka przeszkoda, ponieważ w tej chwili właśnie może sięgnąć do materiałów, które nagromadził w swoich szufladach, na kasetach, które wcześniej ponagrywał - bez wielkiej straty na jakości tego materiału.
To właśnie pokazuje "You Can Win If You Want" - bardziej niż wyraźnie, a sukces dał mu do tego prawo. I jeśli pierwszy singiel MT był sensacją, "You Can Win If You Want" przebija to wszystko. I podobnie dzieje się z "Cheri Cheri Lady", "Brother Louie" i "Atlantis Is Calling (S.O.S. For Love)" aż do połowy 1986 r. Każdy z tych singli zostaje numerem 1 i pozostaje za każdym razem więcej niż trzy miesiące na listach przebojów. I prawie jednocześnie z "You Can Win If You Want" pojawia się pierwszy LP MT "The First Album".
To właśnie ta intensywność wydawnictw zaskakuje wielu fachowców. To prawie tak jakby właśnie od lat DB czekał na tę szansę, by otworzyć wszystkie wentyle i szerokim strumieniem wypuścić wszystko, co do tej pory napisał i wyprodukował; co nie było dotąd zbyt pożądane.
Zszokował też nieco piosenką "There's Too Much Blue In Missing You", która pojawia się na pierwszym albumie. To właśnie w tej piosence DB prezentuje się jako wokalista. TA pozostał w tym przypadku jako głos w tle. Pomimo to fakt ten nie wpada w oko. Dopiero kiedy MT prezentują po raz pierwszy tę piosenkę w tv, wszyscy zauważają to.
"You're My Heart You're My Soul", "You Can Win If You Want", "There's Too Much Blue In Missing You", "Diamonds Never Made A Lady", "The Night Is Yours, The Night Is Mine", "Do You Wanna", "Lucky Guy", "One In A Million" i "Bells Of Paris" to tytuły z pierwszego albumu, który poznają bardzo szybko fani w całej Europie.
DB wydaje się bardzo zadowolony, wydaje się delektować tą szaloną pracą tego czasu. Chwilami wydaje się jakby miał 7 żyć, jak gdyby potrzebował tego stresu aby coś stworzyć. Podczas gdy MT znajduje się na niemalże wszystkich listach przebojów, DB zaszywa się po raz kolejny w studio i tworzy drugi album zespołu. I na tym nie koniec. Po raz drugi nagrywa przebój MT "The Night Is Yours, The Night Is Mine" i pod pseudonimem Ryan Simmons wysyła to na rynek. W tym przypadku przebój ten śpiewany jest bez TA.
Są to w zasadzie pierwsze objawy kryzysu. DB przygotowuje swoją rezygnację w udziału w całym tym projekcie. Jeszcze zanim publiczność cokolwiek dostrzeże. W tym stadium także w wywiadach powoli dają się słyszeć te tony niezgody. DB zaczyna odnosić się krytycznie do TA i wydaje się być poirytowany jego nastawieniem do pracy. Dieter spędza prawie 2 m-ce bez przerwy pracując w studio nad nowym LP i przyczynę kryzysu upatruje się w podziale pracy, ponieważ TA jako piosenkarz pojawia się w studio zaledwie na dwa dni, a DB spędza nad tym naprawdę dużo czasu. Od skomponowania piosenek do ostatnich miksowań tych tytułów DB odwala całą robotę niemalże sam.
Najważniejszym człowiekiem Dietera, a jednocześnie najważniejszym partnerem do rozmów podczas długich godzin spędzanych w studio był Luis Rodriguez, który oficjalnie jako inżynier dźwięku posiadał kontrolę nad całą techniczną stroną pracy. Dla DB Luis Rodriguez był kimś więcej niż tylko człowiekiem odpowiedzialnym za miksowanie i inne techniczne sprawy. Był to człowiek, który w dużym stopniu miał wpływ na kształt dźwięku. Do niego DB miał również zaufanie w sprawach związanych z muzyką.
Nic więc dziwnego, że nazwisko LR występuje na wielu albumach, które powstały pod reżyserią DB, jako współ producent. Występuje on nie tylko przy produkcjach MT, również przy płytach, które DB nagrał z innymi muzykami. Niemalże jak bliźniacy, obaj panowie rozumieją się doskonale w studio. LR nosi w sobie podobną siłę, podobny zapał do pracy i niesamowite nastawienie do muzyki, którym także wyróżnia się DB. Obaj stają się niemalże nierozłącznym teamem - teamem, który na dłuższy czas opanowuje listy przebojów.
Luis jest w studio cieniem DB i jego drugim "ja". Być może dla publiczności mógł tym cieniem być TA, ale tak naprawdę nie udaje mu się to zbyt dobrze. Fakt ten staje się coraz bardziej jasny. Obaj są zbyt różni, ich cele zbyt rozbieżne. Podczas gdy TA całą sprawę chce brać raczej od strony zabawy, DB nie dopuszcza żadnych niedociągnięć. Dieter angażuje się całkowicie w tę sprawę. Coraz częściej dochodzi do sprzeczek i kłótni. Najpierw skrycie, a potem - coraz jawniej. Aż w fazie końcowej tworzy się z tego niemalże wojna pomiędzy DB i TA.
Typowe dla tego stanu rzeczy jest to, jak rozwijają się ich występy. Na początku rozmawia się jeszcze o trasach koncertowych, które mają prowadzić przez całą Europę. A sukces przy koncercie testowym obiecuje niesamowite wyniki. W połowie 1985 r. wchodzi na jeden występ w hali OsnabrĂźkker ponad 2.000 fanów, a na początku 1986 r. w hali w Hamburgu przyszło ponad 4.000 fanów. Ci fani są napaleni na MT, chcą zobaczyć obu wykonawców na scenie. I także w tej dziedzinie tych dwóch artystów mogło być naprawdę czymś wyjątkowym w Europie.
Jednak bardzo szybko okazuje się, że TA nie jest partnerem, który mógłby podołać temu długotrwałemu stresowi i wielkiemu obciążeniu. W połowie 1985 r. TA powala niemalże załamanie nerwowe. Stres i hektyczny sposób życia przełamują go, podczas gdy DB tak naprawdę nie ma nigdy dość. TA spada na wadze w krótkim czasie o ponad 8 funtów a DB wydaje się być w kwitnącej formie.
Pewnego dnia w drodze z Nicei do Londynu TA ginie bagaż, w którym m.in. były przedmioty związane z kosmetyką. Wszystko było warte prawie 10 tys. marek i to wydarzenie dobija Thomasa. Kiedy dociera do Koblencji, lekarz zaleca mu przynajmniej tydzień całkowitego spokoju.
Niewiele później - 27 czerwca 1985 r. TA bierze ślub kościelny. W kościele pw. Serca Jezusowego w Koblencji stoi wspólnie z Norą przed ołtarzem. Wszystko to staje się niesamowitym przedstawieniem; show, które przeradza się w spektakl z prawie 3.000 wrzeszczących fanów w totalnie przepełnionym kościele, w którym zaproszeni prominenci, przyjaciele i krewni niemalże nie mogą znaleźć dla siebie miejsca. A reporterzy i fotografowie depczą sobie wzajemnie po nogach. DB jest również zaproszony, jednak w ostatniej chwili odmawia. Jego ojciec po zawale serca trafia do szpitala. Dieter obawia się najgorszego i natychmiast jedzie do Oldenburga, chce być przy swoim ojcu.
Ale kto zna Dietera, ten wie doskonale, że takie spektakle jak ślub Thomasa i Nory nie są ulubioną jego rozrywką. Z okazji ślubu Thomas prezentuje Norze biały sznur pereł ze zwisającymi turkusowymi serduszkami. A do kościoła jadą oboje Rolls Royce'm. Podróż poślubna prowadzi najpierw do Ofterwang w Oberallgäu. W Cannes zaparkowany przed dyskoteką "Studio Circus" samochód - czarne audi - zostaje skradziony. A w Monaco Thomas i Nora poznają księżniczkę Stefanię, która zaprasza ich na kawę.
To wszystko odbyło się po tym, jak TA podpisał kontrakt na dalsze dwa lata - do końca 1987 r. - współpracy z MT. Podczas gdy Dieter pracował w studio nad nowymi piosenkami, czytał o tych wszystkich wycieczkach Thomasa w gazetach i słyszał od czasu do czasu coś od przyjaciół. Nic dziwnego więc, że między obu muzykami dochodziło do coraz większego rozłamu. Być może cały ten projekt z duetem byłby jeszcze do uratowania; DB stara się oddzielić życie prywatne od zawodowego i z punktu widzenia pragmatycznego spojrzeć na wszystkie te rzeczy.
Co robi TA w swoim czasie wolnym, nie interesuje już DB, o ile nie dotyczy to jego samego. Zupełnie inaczej sprawa się miała gdy MT miał występować publicznie. To doprowadzało do dużych napięć.
I tak na początku 1986 r. TA nie zjawił się pod jakimiś dziwnymi wymówkami na kręceniu telewizyjnego występu w Hitparade "Formel Eins", gdzie MT miał odebrać swoje czwarte wyróżnienie za 1 miejsce na liście przebojów piosenki "Brother Louie". Także zaplanowany wcześniej występ w show "P.I.T." nie doszedł do skutku, ponieważ TA się nie zjawił. Dzień przed nagraniem odmówił twierdząc, że ma objawy... żółtaczki. Niewiele później DB "zachorował". 27 maja 1986 r. w Rosenheim miało się zacząć niemieckie tournee MT. TA czekał nadaremno na Dietera. Ten doznał bowiem kontuzji przy grze w tenisa i lekarze zalecili mu cztery tygodnie zwolnienia. Thomas był zdecydowany, by to tournee odbyć samemu, o ile organizatorzy byliby zadowoleni z jego solowych występów.
Coraz wyraźniej było już widać, że między DB i TA nie układa się najlepiej. A Dieter musiał z tym walczyć. Coraz mniej mówił o muzyce w swych wywiadach, a coraz częściej był pytany właśnie o to. Coraz częściej też krytycy i reporterzy stawiają mu pytania o TA i Norę. Niestety Dieter, który starał się o to, by nie tylko na listach przebojów mieć sukcesy, lecz także aby cały ten pomysł z duetem wykreować na wielkie wydarzenie w muzyce, musiał w pewnym momencie się poddać i stwierdzić, że wszystkie jego starania są daremne. Niestety. Krytycy i ich opinie w gazetach były coraz bardziej cyniczne i złośliwe. Dziennikarze wynajdywali coraz częściej określenia na TA, które graniczyły wręcz z obrazą. Thomas próbował się wtedy bronić przed tym i oskarżył nawet kilku dziennikarzy. Niestety, kiedy przegrał pierwszy proces i sędzia powiedział mu, że postępując w taki, a nie inny sposób publicznie, musi się liczyć z tego typu reakcjami reporterów, dziennikarze zaczęli coraz śmielej atakować go i docinać mu dosyć złośliwie.
Zamiast przycichnąć nieco i spróbować zastopować swoim zachowaniem tę dociekliwość i złośliwość reporterów, TA działał w starym stylu i dawał im tym samym "amunicję do strzelania".
W pewien sposób TA dowiódł tym swojej osobowości i można było zrozumieć, że twardo stał przy swojej linii oporu i nie dał się podporządkować. Niestety, to był zły kierunek; tym samym torpedował on cele i zamiary DB.
Tych dwóch coraz rzadziej widywało się publicznie razem. Wręcz przeciwnie - wyraźnie było widać, że schodzą sobie z drogi. Nawet kiedy dostawali jakieś nagrody, kiedy je odbierali, coraz częściej występowali osobno. Ich ostatnim wspólnym przedsięwzięciem była przeprowadzona w roku 1986 trasa koncertowa "Formel Eins" wraz z innymi znanymi muzykami tamtego okresu. To, co miało być wstępem do wcześniej zaplanowanej wspólnej dużej trasy koncertowej, stało się codzienną małą wojną za kurtyną, dzięki której życie reporterów prasy brukowej stało się łatwe i co dawało tym reporterom supermateriał do ich artykułów.
Jednym z tych punktów napięcia był występ w monachijskim "Circus Krone". Podczas gdy przed sceną hałasowali fani, za kulisami leciały wióry. Tylko nakładem wielkiego wysiłku udało się jeszcze Dietera i Thomasa razem postawić przed mikrofonem. Podczas gdy wchodzili na scenę, z tyłu w tle towarzyszyły im dwa cienie - Nora, żona Thomasa i jej przyjaciółka Jutta Temes. Obie występowały jako chórek podczas tego tournee, a w zasadzie udawały tylko, ponieważ dźwięk był nagrany na taśmę i odtwarzany z playbacku podczas koncertów.
Nikt nie zauważył, że w tym czasie za kulisami toczyła się zacięta walka. DB zatrudnił na ten występ w Monachium specjalnie inne dziewczyny - mianowicie Biggi Nandke (l. 22) i Sylvię Zuniga (l. 23) z Monachium - dwie pełne temperamentu fotomodelki w czarnych kabaretkach. Jednak niestety nie mogły one wystąpić.
DB był po tym występie naprawdę rozgoryczony. Jedna z monachijskich gazet zacytowała jego wypowiedź: "Jeśli Thomas może na scenę wziąć sobie swoją żonę, to i ja mam prawo kogoś zaprosić - nawet jeśli miałaby to być moja babka".
Doszło też do tego, że Biggi i Sylvia wywalczyły sobie miejsce na scenie przy pierwszym bisie. Lecz w momencie, kiedy to się stało, Nora i Jutta opuściły spontanicznie i ostentacyjnie scenę; natychmiast za nimi uczynił to Thomas. I tym samym koncert był skończony. Teraz wszyscy już wiedzieli, co jest grane. Nora wściekła się w garderobie, wrzeszczała na Dietera tak głośno, że mógł to słyszeć każdy, kto się znajdował w pobliżu - nawet jeśli nie podsłuchiwał pod drzwiami.
Dieter miał do powiedzenia tylko jedno lakoniczne zdanie: "Dziewczyny, które zaangażowałem, wyglądały lepiej na scenie a Nora nie miała tam nic do roboty, gdyż jak dotąd nie stworzyła jeszcze niczego, co wiązałoby się z MT". Ale nie tylko Dieter, również media reagowały, odrzucając ten stan rzeczy. Także fani reagowali raczej mało pozytywnie. Podczas występu w Kiel Nora, która występowała wtedy również z MT, została przez fanów obrzucona jajkami i pomidorami, a 500 osób krzyczało na całe gardło: "Nora raus!"
Nawet jeśli DB do tego wydarzenia miał choć odrobinę nadziei na to, że dalsza współpraca z TA mogła być do uratowania, po tym już było dla niego raczej pewne, że MT nie ma żadnych szans i że konsekwencje muszą zostać wyciągnięte.
Ponieważ jednak TA wtedy nie był w stanie zrobić kroku bez Nory, ciągle pokazywali się publicznie trzymając się za ręce, ponieważ Nora nie wykazywała także najmniejszej ochoty aby dla dobra Thomasa chociaż troszeczkę zejść na bok; to DB był zmuszony do podjęcia tej decyzji. Dosyć wyraźnie było widać, że fani chcą MT jako duet a nie jako trio.
Nora natomiast uczyniła w krótkim czasie z tego duetu trio. Dla DB chodziło również wtedy o jego własną przyszłość i o muzykę. Wszystko, co do tej pory osiągnął, było wystawione na wielką próbę. Gdyby w tym momencie nie odciął się od tego wszystkiego, nigdy więcej nie stanąłby na nogach.
Dla znawców sceny muzycznej i reporterów po tym właśnie tournee stało się jasne, że MT się podzieli. Niestety, pozostały jeszcze umowy. Przez rok jeszcze sprawy wokół MT kłębiły się i ciągle były dementowane - nie tyle przez sam MT, co przez firmę płytową.
DB planował już od dawna swoją przyszłość bez TA. W studio montował co prawda płyty, które zgodnie z umową musiały być wydane, jednocześnie jednak szukał nowych muzyków. I pracował nad nowym projektem, próbował czegoś nowego.
(cdn)
Pożegnanie i nowy początek.
W marcu 1985 r. ukazuje się drugi singiel MT "You Can Win If You Want". Tytuł ten wyraża niemalże wszystko, co DB może powiedzieć o doświadczeniach, jakie zebrał do tej pory. On rzeczywiście wygrał, bardziej przekonywująco i wybitnie, niż można to było przyjąć i niż to się udaje. Teraz dopiero okazuje się jak dobrze odrobił swoje lekcje. Bez tych doświadczeń, bez rutyny, którą zdobył przez ostatnie 5 lat, nie byłby w stanie dokonać tego wszystkiego i pokonać te wszystkie problemy. Wszystkie terminy koncertów, które nawarstwiały się po całej Europie, nie pozostawiają mu zbyt wiele czasu na komponowanie i pracę w studio. Jednak to nie jest wielka przeszkoda, ponieważ w tej chwili właśnie może sięgnąć do materiałów, które nagromadził w swoich szufladach, na kasetach, które wcześniej ponagrywał - bez wielkiej straty na jakości tego materiału.
To właśnie pokazuje "You Can Win If You Want" - bardziej niż wyraźnie, a sukces dał mu do tego prawo. I jeśli pierwszy singiel MT był sensacją, "You Can Win If You Want" przebija to wszystko. I podobnie dzieje się z "Cheri Cheri Lady", "Brother Louie" i "Atlantis Is Calling (S.O.S. For Love)" aż do połowy 1986 r. Każdy z tych singli zostaje numerem 1 i pozostaje za każdym razem więcej niż trzy miesiące na listach przebojów. I prawie jednocześnie z "You Can Win If You Want" pojawia się pierwszy LP MT "The First Album".
To właśnie ta intensywność wydawnictw zaskakuje wielu fachowców. To prawie tak jakby właśnie od lat DB czekał na tę szansę, by otworzyć wszystkie wentyle i szerokim strumieniem wypuścić wszystko, co do tej pory napisał i wyprodukował; co nie było dotąd zbyt pożądane.
Zszokował też nieco piosenką "There's Too Much Blue In Missing You", która pojawia się na pierwszym albumie. To właśnie w tej piosence DB prezentuje się jako wokalista. TA pozostał w tym przypadku jako głos w tle. Pomimo to fakt ten nie wpada w oko. Dopiero kiedy MT prezentują po raz pierwszy tę piosenkę w tv, wszyscy zauważają to.
"You're My Heart You're My Soul", "You Can Win If You Want", "There's Too Much Blue In Missing You", "Diamonds Never Made A Lady", "The Night Is Yours, The Night Is Mine", "Do You Wanna", "Lucky Guy", "One In A Million" i "Bells Of Paris" to tytuły z pierwszego albumu, który poznają bardzo szybko fani w całej Europie.
DB wydaje się bardzo zadowolony, wydaje się delektować tą szaloną pracą tego czasu. Chwilami wydaje się jakby miał 7 żyć, jak gdyby potrzebował tego stresu aby coś stworzyć. Podczas gdy MT znajduje się na niemalże wszystkich listach przebojów, DB zaszywa się po raz kolejny w studio i tworzy drugi album zespołu. I na tym nie koniec. Po raz drugi nagrywa przebój MT "The Night Is Yours, The Night Is Mine" i pod pseudonimem Ryan Simmons wysyła to na rynek. W tym przypadku przebój ten śpiewany jest bez TA.
Są to w zasadzie pierwsze objawy kryzysu. DB przygotowuje swoją rezygnację w udziału w całym tym projekcie. Jeszcze zanim publiczność cokolwiek dostrzeże. W tym stadium także w wywiadach powoli dają się słyszeć te tony niezgody. DB zaczyna odnosić się krytycznie do TA i wydaje się być poirytowany jego nastawieniem do pracy. Dieter spędza prawie 2 m-ce bez przerwy pracując w studio nad nowym LP i przyczynę kryzysu upatruje się w podziale pracy, ponieważ TA jako piosenkarz pojawia się w studio zaledwie na dwa dni, a DB spędza nad tym naprawdę dużo czasu. Od skomponowania piosenek do ostatnich miksowań tych tytułów DB odwala całą robotę niemalże sam.
Najważniejszym człowiekiem Dietera, a jednocześnie najważniejszym partnerem do rozmów podczas długich godzin spędzanych w studio był Luis Rodriguez, który oficjalnie jako inżynier dźwięku posiadał kontrolę nad całą techniczną stroną pracy. Dla DB Luis Rodriguez był kimś więcej niż tylko człowiekiem odpowiedzialnym za miksowanie i inne techniczne sprawy. Był to człowiek, który w dużym stopniu miał wpływ na kształt dźwięku. Do niego DB miał również zaufanie w sprawach związanych z muzyką.
Nic więc dziwnego, że nazwisko LR występuje na wielu albumach, które powstały pod reżyserią DB, jako współ producent. Występuje on nie tylko przy produkcjach MT, również przy płytach, które DB nagrał z innymi muzykami. Niemalże jak bliźniacy, obaj panowie rozumieją się doskonale w studio. LR nosi w sobie podobną siłę, podobny zapał do pracy i niesamowite nastawienie do muzyki, którym także wyróżnia się DB. Obaj stają się niemalże nierozłącznym teamem - teamem, który na dłuższy czas opanowuje listy przebojów.
Luis jest w studio cieniem DB i jego drugim "ja". Być może dla publiczności mógł tym cieniem być TA, ale tak naprawdę nie udaje mu się to zbyt dobrze. Fakt ten staje się coraz bardziej jasny. Obaj są zbyt różni, ich cele zbyt rozbieżne. Podczas gdy TA całą sprawę chce brać raczej od strony zabawy, DB nie dopuszcza żadnych niedociągnięć. Dieter angażuje się całkowicie w tę sprawę. Coraz częściej dochodzi do sprzeczek i kłótni. Najpierw skrycie, a potem - coraz jawniej. Aż w fazie końcowej tworzy się z tego niemalże wojna pomiędzy DB i TA.
Typowe dla tego stanu rzeczy jest to, jak rozwijają się ich występy. Na początku rozmawia się jeszcze o trasach koncertowych, które mają prowadzić przez całą Europę. A sukces przy koncercie testowym obiecuje niesamowite wyniki. W połowie 1985 r. wchodzi na jeden występ w hali OsnabrĂźkker ponad 2.000 fanów, a na początku 1986 r. w hali w Hamburgu przyszło ponad 4.000 fanów. Ci fani są napaleni na MT, chcą zobaczyć obu wykonawców na scenie. I także w tej dziedzinie tych dwóch artystów mogło być naprawdę czymś wyjątkowym w Europie.
Jednak bardzo szybko okazuje się, że TA nie jest partnerem, który mógłby podołać temu długotrwałemu stresowi i wielkiemu obciążeniu. W połowie 1985 r. TA powala niemalże załamanie nerwowe. Stres i hektyczny sposób życia przełamują go, podczas gdy DB tak naprawdę nie ma nigdy dość. TA spada na wadze w krótkim czasie o ponad 8 funtów a DB wydaje się być w kwitnącej formie.
Pewnego dnia w drodze z Nicei do Londynu TA ginie bagaż, w którym m.in. były przedmioty związane z kosmetyką. Wszystko było warte prawie 10 tys. marek i to wydarzenie dobija Thomasa. Kiedy dociera do Koblencji, lekarz zaleca mu przynajmniej tydzień całkowitego spokoju.
Niewiele później - 27 czerwca 1985 r. TA bierze ślub kościelny. W kościele pw. Serca Jezusowego w Koblencji stoi wspólnie z Norą przed ołtarzem. Wszystko to staje się niesamowitym przedstawieniem; show, które przeradza się w spektakl z prawie 3.000 wrzeszczących fanów w totalnie przepełnionym kościele, w którym zaproszeni prominenci, przyjaciele i krewni niemalże nie mogą znaleźć dla siebie miejsca. A reporterzy i fotografowie depczą sobie wzajemnie po nogach. DB jest również zaproszony, jednak w ostatniej chwili odmawia. Jego ojciec po zawale serca trafia do szpitala. Dieter obawia się najgorszego i natychmiast jedzie do Oldenburga, chce być przy swoim ojcu.
Ale kto zna Dietera, ten wie doskonale, że takie spektakle jak ślub Thomasa i Nory nie są ulubioną jego rozrywką. Z okazji ślubu Thomas prezentuje Norze biały sznur pereł ze zwisającymi turkusowymi serduszkami. A do kościoła jadą oboje Rolls Royce'm. Podróż poślubna prowadzi najpierw do Ofterwang w Oberallgäu. W Cannes zaparkowany przed dyskoteką "Studio Circus" samochód - czarne audi - zostaje skradziony. A w Monaco Thomas i Nora poznają księżniczkę Stefanię, która zaprasza ich na kawę.
To wszystko odbyło się po tym, jak TA podpisał kontrakt na dalsze dwa lata - do końca 1987 r. - współpracy z MT. Podczas gdy Dieter pracował w studio nad nowymi piosenkami, czytał o tych wszystkich wycieczkach Thomasa w gazetach i słyszał od czasu do czasu coś od przyjaciół. Nic dziwnego więc, że między obu muzykami dochodziło do coraz większego rozłamu. Być może cały ten projekt z duetem byłby jeszcze do uratowania; DB stara się oddzielić życie prywatne od zawodowego i z punktu widzenia pragmatycznego spojrzeć na wszystkie te rzeczy.
Co robi TA w swoim czasie wolnym, nie interesuje już DB, o ile nie dotyczy to jego samego. Zupełnie inaczej sprawa się miała gdy MT miał występować publicznie. To doprowadzało do dużych napięć.
I tak na początku 1986 r. TA nie zjawił się pod jakimiś dziwnymi wymówkami na kręceniu telewizyjnego występu w Hitparade "Formel Eins", gdzie MT miał odebrać swoje czwarte wyróżnienie za 1 miejsce na liście przebojów piosenki "Brother Louie". Także zaplanowany wcześniej występ w show "P.I.T." nie doszedł do skutku, ponieważ TA się nie zjawił. Dzień przed nagraniem odmówił twierdząc, że ma objawy... żółtaczki. Niewiele później DB "zachorował". 27 maja 1986 r. w Rosenheim miało się zacząć niemieckie tournee MT. TA czekał nadaremno na Dietera. Ten doznał bowiem kontuzji przy grze w tenisa i lekarze zalecili mu cztery tygodnie zwolnienia. Thomas był zdecydowany, by to tournee odbyć samemu, o ile organizatorzy byliby zadowoleni z jego solowych występów.
Coraz wyraźniej było już widać, że między DB i TA nie układa się najlepiej. A Dieter musiał z tym walczyć. Coraz mniej mówił o muzyce w swych wywiadach, a coraz częściej był pytany właśnie o to. Coraz częściej też krytycy i reporterzy stawiają mu pytania o TA i Norę. Niestety Dieter, który starał się o to, by nie tylko na listach przebojów mieć sukcesy, lecz także aby cały ten pomysł z duetem wykreować na wielkie wydarzenie w muzyce, musiał w pewnym momencie się poddać i stwierdzić, że wszystkie jego starania są daremne. Niestety. Krytycy i ich opinie w gazetach były coraz bardziej cyniczne i złośliwe. Dziennikarze wynajdywali coraz częściej określenia na TA, które graniczyły wręcz z obrazą. Thomas próbował się wtedy bronić przed tym i oskarżył nawet kilku dziennikarzy. Niestety, kiedy przegrał pierwszy proces i sędzia powiedział mu, że postępując w taki, a nie inny sposób publicznie, musi się liczyć z tego typu reakcjami reporterów, dziennikarze zaczęli coraz śmielej atakować go i docinać mu dosyć złośliwie.
Zamiast przycichnąć nieco i spróbować zastopować swoim zachowaniem tę dociekliwość i złośliwość reporterów, TA działał w starym stylu i dawał im tym samym "amunicję do strzelania".
W pewien sposób TA dowiódł tym swojej osobowości i można było zrozumieć, że twardo stał przy swojej linii oporu i nie dał się podporządkować. Niestety, to był zły kierunek; tym samym torpedował on cele i zamiary DB.
Tych dwóch coraz rzadziej widywało się publicznie razem. Wręcz przeciwnie - wyraźnie było widać, że schodzą sobie z drogi. Nawet kiedy dostawali jakieś nagrody, kiedy je odbierali, coraz częściej występowali osobno. Ich ostatnim wspólnym przedsięwzięciem była przeprowadzona w roku 1986 trasa koncertowa "Formel Eins" wraz z innymi znanymi muzykami tamtego okresu. To, co miało być wstępem do wcześniej zaplanowanej wspólnej dużej trasy koncertowej, stało się codzienną małą wojną za kurtyną, dzięki której życie reporterów prasy brukowej stało się łatwe i co dawało tym reporterom supermateriał do ich artykułów.
Jednym z tych punktów napięcia był występ w monachijskim "Circus Krone". Podczas gdy przed sceną hałasowali fani, za kulisami leciały wióry. Tylko nakładem wielkiego wysiłku udało się jeszcze Dietera i Thomasa razem postawić przed mikrofonem. Podczas gdy wchodzili na scenę, z tyłu w tle towarzyszyły im dwa cienie - Nora, żona Thomasa i jej przyjaciółka Jutta Temes. Obie występowały jako chórek podczas tego tournee, a w zasadzie udawały tylko, ponieważ dźwięk był nagrany na taśmę i odtwarzany z playbacku podczas koncertów.
Nikt nie zauważył, że w tym czasie za kulisami toczyła się zacięta walka. DB zatrudnił na ten występ w Monachium specjalnie inne dziewczyny - mianowicie Biggi Nandke (l. 22) i Sylvię Zuniga (l. 23) z Monachium - dwie pełne temperamentu fotomodelki w czarnych kabaretkach. Jednak niestety nie mogły one wystąpić.
DB był po tym występie naprawdę rozgoryczony. Jedna z monachijskich gazet zacytowała jego wypowiedź: "Jeśli Thomas może na scenę wziąć sobie swoją żonę, to i ja mam prawo kogoś zaprosić - nawet jeśli miałaby to być moja babka".
Doszło też do tego, że Biggi i Sylvia wywalczyły sobie miejsce na scenie przy pierwszym bisie. Lecz w momencie, kiedy to się stało, Nora i Jutta opuściły spontanicznie i ostentacyjnie scenę; natychmiast za nimi uczynił to Thomas. I tym samym koncert był skończony. Teraz wszyscy już wiedzieli, co jest grane. Nora wściekła się w garderobie, wrzeszczała na Dietera tak głośno, że mógł to słyszeć każdy, kto się znajdował w pobliżu - nawet jeśli nie podsłuchiwał pod drzwiami.
Dieter miał do powiedzenia tylko jedno lakoniczne zdanie: "Dziewczyny, które zaangażowałem, wyglądały lepiej na scenie a Nora nie miała tam nic do roboty, gdyż jak dotąd nie stworzyła jeszcze niczego, co wiązałoby się z MT". Ale nie tylko Dieter, również media reagowały, odrzucając ten stan rzeczy. Także fani reagowali raczej mało pozytywnie. Podczas występu w Kiel Nora, która występowała wtedy również z MT, została przez fanów obrzucona jajkami i pomidorami, a 500 osób krzyczało na całe gardło: "Nora raus!"
Nawet jeśli DB do tego wydarzenia miał choć odrobinę nadziei na to, że dalsza współpraca z TA mogła być do uratowania, po tym już było dla niego raczej pewne, że MT nie ma żadnych szans i że konsekwencje muszą zostać wyciągnięte.
Ponieważ jednak TA wtedy nie był w stanie zrobić kroku bez Nory, ciągle pokazywali się publicznie trzymając się za ręce, ponieważ Nora nie wykazywała także najmniejszej ochoty aby dla dobra Thomasa chociaż troszeczkę zejść na bok; to DB był zmuszony do podjęcia tej decyzji. Dosyć wyraźnie było widać, że fani chcą MT jako duet a nie jako trio.
Nora natomiast uczyniła w krótkim czasie z tego duetu trio. Dla DB chodziło również wtedy o jego własną przyszłość i o muzykę. Wszystko, co do tej pory osiągnął, było wystawione na wielką próbę. Gdyby w tym momencie nie odciął się od tego wszystkiego, nigdy więcej nie stanąłby na nogach.
Dla znawców sceny muzycznej i reporterów po tym właśnie tournee stało się jasne, że MT się podzieli. Niestety, pozostały jeszcze umowy. Przez rok jeszcze sprawy wokół MT kłębiły się i ciągle były dementowane - nie tyle przez sam MT, co przez firmę płytową.
DB planował już od dawna swoją przyszłość bez TA. W studio montował co prawda płyty, które zgodnie z umową musiały być wydane, jednocześnie jednak szukał nowych muzyków. I pracował nad nowym projektem, próbował czegoś nowego.
(cdn)
MODERN TALKING FOREVER!!!
- Pkmodern
- Zarząd Thomas Anders Fanklub Polska
- Posty: 2498
- Rejestracja: pt lis 18, 2005 22:40
Rozdział 6:
Blue System
Po tym szybkim i niesamowicie dynamicznym rozwoju MT z jego pięcioma hitami nr 1 na listach przebojów, w nieprzerwanym ciągu na jesieni 1986 r. nadszedł "Geronimo's Cadillac". Singiel był poświęcony znanemu indiańskiemu wodzowi Apaczów, który w roku 1865 po wojnie secesyjnej w USA wszedł do historii.
To właśnie ten singiel był pierwszym, który nie wszedł w historii MT na pierwsze miejsca list przebojów. W zasadzie powinno się było z tym liczyć po wcześniejszych sukcesach. Nawet tak wspaniałe i znane zespoły jak ABBA czy The Beatles musiały się liczyć po takiej serii hitów nr 1 z porażką. I zadowolić się miejscami poniżej pierwszej dziesiątki. Pomimo tego był to jeden z pierwszych poważniejszych sygnałów.
Ważniejsza niż plasowanie się na listach przebojów była jednak cała otoczka - to, co było wypisywane w gazetach i przede wszystkim to, co myśleli fani. A tutaj nastawienie wobec MT nie było specjalnie pozytywne. Przede wszystkim przyczepiano się coraz bardziej do Nory. Ona stawała się figurą, która wywoływała niezdrowe emocje. Mimo iż nie należała w zasadzie do zespołu, nie miała żadnego kontraktu, nie pracowała nigdy w studio z MT, to jednak wysuwała się coraz bardziej w życiu publicznym naprzód.
Cała sprawa z rozpadem duetu MT, która w ostatnim czasie rozgorzała, poprzez Norę nabrała nowych barw. Nikt jej tam nie chciał, ale ona ciągle tam była. Głośna, niemiła, denerwująca, natrętna - tak była odbierana przez większość. Zabroniła ona fotografom robić Thomasowi wspólne zdjęcia z Dieterem.
Podczas tournee "Formel Eins" Nora stała niemalże non-stop przy boku TA. A przy niej zaraz stała jej najlepsza przyjaciółka Jutta. Wywiady z TA mogły być przeprowadzane tylko wtedy, gdy Nora była przy tym.
Większości reporterów nie podobało się to, co czyniło ich pracę i życie nieco skomplikowanym. Chętniej rezygnowali z wywiadów. To w końcu TA był tym, który stał na scenie i śpiewał i to z nim chciano rozmawiać, nie z Norą. I odpowiednio ostre i niechętne wypadały potem opowieści o tym wszystkim w gazetach.
Z każdym doniesieniem, z każdym artykułem wzbierało negatywne nastawienie do Nory, a potem i w stosunku do TA. Aż wreszcie przeniosło się to na MT i tym samym na DB. Nawet on nie mógł sobie już pozwolić na to, by wszystko to odwrócić i być tak miłym, aby cała ta sytuacja powróciła do normy, aby wróciło do normy to wszystko, co Nora zepsuła.
Sygnały były łatwo rozpoznawalne i widoczne. Dla DB jednak ważny w tym czasie nie był tylko MT. Teraz zaczynało się wiele dziać wokół niego. On mógł sobie wyszukać muzyków i artystów, z którymi szedł do studia i dla których pisał i produkował piosenki. Nawet w Ameryce czy w Anglii zwrócono na niego uwagę i otrzymywał stamtąd wiele propozycji współpracy. To wszystko mogło w tej chwili zostać zniszczone. Mogło po prostu minąć. Tak więc niska pozycja na listach przebojów hitu "Geronimo's Cadillac" to nie było właściwie załamanie. Był to impuls do tego, że coś musiało się stać. A DB zrozumiał te znaki. Nie był ślepy i nie dał się omamić szybkim sukcesem.
Dwa lata później DB opowiadał, jak w roku 1988 przez Norę trzy ważne występy w telewizji amerykańskiej przeciekły im przez palce. Prawdopodobnie zażądała ona, żeby prezenterki telewizyjne zostały zmienione na takie, które "chciało" MT. Amerykańscy szefowie tv wyśmiali ją tylko. DB szacuje, że przez to zachowanie Nory MT stracił ok. 200 tys. dolarów.
DB już od dawna poszukiwał nowych dróg, podczas gdy publicznie święcone były jeszcze nadal sukcesy MT. Niezapomniany jest wciąż występ w "Peters Pop Show" w tv we wrześniu 1985 r., kiedy to potrzebny był wózek widłowy by przywieźć i pokazać 75 złotych i platynowych płyt, które tego wieczoru zostały wręczone MT za ich osiągnięcia na scenie.
Jednakże w 1985 r. DB nadal pracował jako producent dla innych artystów, tak jak do tej pory. W ten sposób nagrał dla Mary Roos piosenkę pt. "Keine Träne tut mir leid" (Żadne łzy nie sprawiają przykrości). Jednak tak naprawdę pełna sukcesów była współpraca DB z inną piosenkarką, którą uczynił dzięki swoim piosenkom i pomysłom gwiazdą. Była to C.C.Catch.
Mieszkająca wtedy w BĂźnde Caroline MĂźller czyli C.C.Catch została odkryta przez DB podczas konkursu talentów w dyskotece w pobliżu Hamburga. Podczas tego koncertu zaproponował jej kontrakt płytowy i stał się jej producentem. Późnym latem 1985 r. wydany zostaje jej pierwszy singiel "I Can Lose My Heart Tonight".
C.C.Catch zdołała tym tanecznym przebojem wedrzeć się 16 września 1985 r. na listy przebojów i dojść do miejsca 13-tego. Do 1989 r. ta dwójka pracowała razem. Dieter połączył niejako C.C.Catch z tancerzami: Dagiem, Pierre'm i Dirkiem, i zrobił z niej - przy jej pomocy oczywiście oraz przez nią wymyślonej choreografii - królową dyskotek niemieckich. W tym czasie powstało 12 singli i sześć albumów.
Dla Chrisa Normana, byłego wokalisty angielskiej grupy Smokie, napisał Dieter hit "Midnight Lady", który pomógł temu piosenkarzowi w kwietniu 1986 r. powrócić w sensacyjny sposób na scenę.
Tymi oto dokonaniami DB udowodnił, że sukces, jaki odniósł z MT, nie był czystym zbiegiem okoliczności, jak to wówczas określano. A także że sukces ten nie jest tylko i wyłącznie zasługą wyglądu TA. Udowodnił jednocześnie, jak szerokie jest jego muzykalne spektrum, w którym się poruszał i które opanował. Właśnie przy MT chodziło głównie o wygląd TA i podkreślały to ciągłe rozprawy na ten temat ze strony reporterów i krytyków.
Niewiele jednak osób zajmowało się poważnie muzyką i tekstami tych piosenek, które oni śpiewali. Jednak właśnie w tych tekstach DB zajmował się aktualnymi tematami, albo wyrażał przeróżne problemy. Od czasu do czasu pojawiały się także w tekstach wskazówki dotyczące osobistych przeżyć albo osób z otoczenia DB. To jednak było wiadome tylko dla osób, które go znały. Jednak kto postawił DB odpowiednie pytanie, dostawał na nie odpowiedź. Jednak tylko nieliczni pytali go.
I tak np. w "Brother Louie" z lutego 1986 r. DB "schował" coś o swoim ko-producencie L. Rodriguezowi, który do dzisiaj współpracuje technicznie z DB. I jeszcze więcej - nawet jeśli chodzi o interesy, to są oni partnerami. Posiadają w tej chwili sześć studiów nagraniowych w Hamburgu.
Natomiast piosenkę "With A Little Love" Dieter napisał, kiedy 9 lipca 1985 r. urodził się jego syn Marc. To właśnie wtedy Erika została "na łeb, na szyję" przywieziona do szpitala, gdyż nikt nie liczył się akurat w tym czasie z porodem. Kiedy Dieter dowiedział się o tym i zadzwonił do szpitala, jego syn miał już 3 godziny. Imię zaczerpnęli od tragicznie zmarłego wokalisty grupy T-Rex - Marca Bolana.
Piosenkę "Crossing The River" (z albumu BS "Hello America") poświęcił Dieter także swojemu synowi Marcowi. Obaj oni często chodzili na spacery. Te spacery prowadziły ich również czasami nad rzekę w pobliżu, nad którą spędzali wspólnie wiele czasu. Kiedy dochodzili do brzegu, Marc zawsze rozumiał, że bez pomocy ojca nigdy nie pokonałby tej przeszkody.
Dzięki swojemu synowi Marcowi Dieter wpadł również na pomysł piosenki "Give Me Peace On Earth" z longplay'a "In The Middle Of Nowhere". Dla Dietera ta piosenka była jedną z najważniejszych spośród wszystkich, które napisał. Jednakże przez publiczność pozostała ona niemalże nie zauważona. Wydana została w 1986 r. i znalazła się na szarym końcu listy przebojów MT. Żaden inny singiel nie był tak mało popularny. W całym tym zamieszaniu wokół Thomasa, Nory i możliwości rozpadu zespołu przeszedł on niemal nie zauważony.
Rok 1987 minął pod znakiem coraz bardziej nasilających się informacji o rozpadzie MT. Umowa przewidywała wydanie jeszcze dwóch albumów. W czerwcu 1987 r. pojawia się "Romantic Warriors" - 5 album, a w listopadzie tego samego roku wychodzi "In The Garden Of Venus" jako 6 i ostatni album MT. Tym samym zostały wypełnione warunki umów i DB był ostatecznie wolny i mógł zająć się nowymi projektami.
Statystycy obliczają, że MT sprzedał w sumie ponad 42 mln płyt i kaset. Tym samym dopisali oni znaczący kawałek historii muzyki. Z takiego wyniku dumna byłaby niejedna grupa amerykańska lub angielska.
Od tego momentu DB i TA rozchodzą się; TA zaczyna występować solo ze starym repertuarem MT i robi tournee po byłych krajach ZSRR, DB występuje akurat w telewizji ze swoim nowym zespołem BS i nowymi piosenkami.
Podczas dość zaskakującego występu w telewizyjnym show "Tele Ass" 1 października 1987 r. przedstawia BS swój nowy debiutancki singiel "Sorry Little Sarah". To właśnie tym kawałkiem w rytmie samby udało się DB znaleźć zupełnie nowe brzmienie; coś, co różni się zupełnie od tego, co robił z MT. W zespole grają wtedy: DB jako wokalista, Frank Otto - przyjaciel C.C.Catch - jako perkusista, gitarzysta Joachim Vogel oraz Jeanne Dupuy jako piosenkarka w chórkach.
Na Majorce DB kręci wówczas teledysk do "Sorry Little Sarah" właśnie z Jeanne Dupuy. I udaje się natychmiast duży awans na listach przebojów. Co prawda nie dotarli do 1. miejsca, ale pierwsza 10-tka była gwarantowana. DB mógł być zadowolony i był zadowolony. Gdyby od razu dotarł do 1. miejsca, miałby znowu poczucie nacisku i presji, jak to było z MT. Znowu krytycy i zazdrośnicy czekaliby na jego potknięcie. A tak mógł spokojnie budować swój sukces, nie zaczynając od razu od falstartu. Nie można też zapomnieć, że w tym akurat czasie oficjalnie MT jeszcze istniał. Wtedy był jeszcze jeden album do zrealizowania. Tym samym DB uczynił dla siebie samego konkurencję - najpierw musiał zdobyć fanów MT i uczynić z nich fanów BS.
W listopadzie 1987 r. wydany zostaje pierwszy album BS "Walking On A Rainbow". Niemalże równocześnie wychodzi ostatni album MT. Jednakże DB patrzy już tylko w przyszłość. Od menedżerów amerykańskiej gwiazdy filmowej Sylvestra Stallone przychodzi prośba, by zrealizować wspólnie płytę z Brigitte Nielsen.
Sylvester Stallone osobiście ma życzenie, by zaangażować do tej pracy akurat DB. Tak, że krótko przed świętami Bożego Narodzenia Dieter leci do Ameryki. W Lama-Tonstudio w Los Angeles nagrywa pierwsze demo z Brigitte Nielsen.
Jednak wkrótce zjawia się ponownie w Hamburgu, ponieważ rodzina stoi u DB na jednym z pierwszych miejsc. Dieter przeprowadza się wraz z rodziną z bliźniaka w hamburskiej dzielnicy Bergstedt do białej willi w Ohlstedt na przedmieściach Hamburga. W piwnicach tego budynku Dieter urządza tym razem już porządne 40-metrowe studio nagraniowe i wyposaża je w najnowocześniejszą aparaturę. W rogu stoi także duży biały fortepian, dzięki któremu może w każdej chwili usiąść i realizować czy rozwijać nowe pomysły.
Własne studio w domu odpowiada najbardziej sposobowi pracy Dietera. Nad swoimi nowymi piosenkami "majsterkuje" najchętniej w samotności, zanim inni usłyszą te nowe pomysły i zanim one zostaną nagrane. Z pomocą skomplikowanych technik komputerowych, syntezatorów i sekwenserów może produkować niemalże gotowe utwory. Jednak ta jakość nie odpowiada jego wymaganiom i pozwala nagrywać to wszystko w profesjonalnym studio, gdzie jest dużo więcej możliwości i gdzie mogą współpracować z nim inni muzycy.
Kiedy tylko powstaje tytuł i refren jakiejś piosenki, czuje już ją i potrafi ją wypełnić słowami. Gra na gitarze, na basie, na klawiszach i perkusji - a więc może w zasadzie sam nagrywać nowe piosenki i nie potrzebuje do tego innych muzyków. A studio w jego własnych czterech ścianach ma jeszcze tę zaletę, że ciągle pozostaje w pobliżu swojej rodziny.
Radość z powodu własnego nowego domu jednak zostaje pewnego dnia zakłócona. W marcu 1988 r. DB korzystając z pierwszych wiosennych promieni słonecznych, siedzi na tarasie domu i patrzy jak Marc bawi się w pobliżu, gdy nagle z ogrodu sąsiadów wybiega potężny szczekający rottweiler i rzuca się na jego dziecko. DB zamiera serce, blady jak trup mógł tylko przyglądać się i przychodziła mu do głowy tylko jedna myśl - teraz wszystko się skończyło.
A jednak w tym momencie wmieszał się w to wszystko Mickey, terrier Dietera, który rzucił się na dwukrotnie większego i niebezpiezpiecznego rottweilera. Dieter wykorzystał to, by pochwycić swojego syna i uciekł z nim do domu. Psy tymczasem toczyły zaciekły pojedynek. Jazgotały i gryzły się bardzo dotkliwie. Mickey stał niestety na przegranej pozycji, ponieważ ze względu na swoją i przeciwnika wielkość, nie mógł tej walki wygrać. Jednak nie stchórzył. Dopiero kiedy mały biały pies leżał w kałuży własnej krwi, rottweiler zostawił go w spokoju i uciekł. Dieter dowiózł umierającego i mocno krwawiącego Mickey'a do psiej kliniki. I dopiero kiedy lekarze powiedzieli mu, że jego mały przyjaciel przeżyje te ciężkie rany, spadł mu kamień z serca.
Kiedy w maju 1988 r. ukazał się drugi singiel BS "My Bed Is Too Big", nakręcono do niego clip, który DB zrealizował wraz z piosenkarką Jeanne Dupuy i reżyserem Kaim von Katze w Dolinie Śmierci (Death Valley) w słonecznej Kaliforni i z liczącym 10 osób teamem "Formel Eins" bawarskiego studia filmowego.
W tym video DB jedzie czerwonym oldsmobilem (rocznik '52) przez pustynię poprzez ten jedyny w swoim rodzaju krajobraz na świecie. W międzyczasie kręci w Las Vegas jeszcze jeden teledysk - do singla C.C.Catch "House Of Mystic Lights".
26 marca 1988 r. fani mają okazję przeżyć w hali sportowej Alsterdorfer w Hamburgu premierę. Po raz pierwszy tego wieczoru DB występuje w swoim wybranym mieście na żywo. Organizuje to wszystko prywatne radio Schlezwig-Holstein, które rozdaje przy okazji swoje nagrody RSH-Gold. Pomiędzy wyróżnionymi znalazł się również DB. Radość z przyznania mu po raz pierwszy tej nagrody tryska aż z niego. Dziękuje swojej publiczności i Radiu Schlezwig-Holstein słowami: "Dziękuję również wszystkim moim fanom, którzy pozostali mi wierni. Dziękuję!"
W październiku DB pracuje przy stole mikserskim. Trzecie video do singla BS "Under My Skin" promował w prasie jako "Dieter's Horror Video". Dla telewizji ZDF video to było nieco zbyt ostre i musiało do programu "Ronny's Pop Show" zostać zupełnie przerobione - albo nie miało prawa być wyemitowane.
Przez całą noc reżyser Kai von Katze pracował nad nową wersją tego clipu, nieco mniej ostrą, specjalnie dla ZDF. Była to wersja bez szczególnie drastycznych scen, które zastąpiono łagodnymi obrazkami. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności wystarczyło nakręconego materiału, by to zrobić. W rezultacie fani mogli oglądać w "Ronny's Pop Show" całkiem inne video, niż potem w "Formel Eins" w innej niemieckiej stacji telewizyjnej - ARD. Tam bowiem puszczany był oryginał. W tym video główną rolę gra jasnowłosa "anielica", która zagubiła się w piekle.
Zanim owa "anielica" uświadomiła sobie pomyłkę i zobaczyła, gdzie zbłądziła, i zanim zdążyła stamtąd uciec, została pojmana przez władców podziemia. Chcą oni złożyć ją w ofierze diabłu, jednak w ostatnim momencie wkracza do akcji Dieter, który ratuje anioła i kończy tę okrutną historię.
W sumie działa przy nagraniu tego video 50 statystów, duża ilość szczurów, dwa dobermany, tarantule, karp i naturalnie DB. Wszystko to zostało nagrane w pustej fabryce papieru w pobliżu Monachium.
Coraz więcej nakładów wymagały w następnym czasie videoclipy do kolejnych piosenek. DB opowiada w nich krótkie historie, które rozrastają się do postaci małych filmów. W teledysku do singla "When Sarah Smiles" znajdują się wycinki z innych clipów, jak choćby z "My Bed Is Too Big" i "Sorry Little Sarah". Kompozycja tego, co DB chciał pokazał, co czuł, to samotna ulica w Kaliforni i dziewczyna, która uciekła z domu i czeka na pustej ulicy na jakiś samochód, który zabrałby ją w podróż. Potem w dalszym ciągu video widać Dietera, który stoi i śpiewa. Clip ten powstawał podczas pracy na "Love Is Such A Lonely Sword" na Ibizie.
W "Love Is Such A Lonely Sword" widać także przyjaciółkę DB. A wszystko to nakręcono w Cola Comte. To właśnie tutaj wszystkie typowe elementy wyspiarstwa Ibizy wychodzą na jaw. Innym miejscem, w którym kręcono ten clip, była duża biała willa, położona naprzeciwko małej skalistej wysepki Es Vedra. W tym video Dieter siedzi przy fortepianie i śpiewa swoją piosenkę. Tutaj fortepian, przy którym siedzi Dieter, stoi w różnych miejscach: raz na "Midnight Merlin" - wielkim żaglowcu wybudowanym w 1832 r., raz w wodzie, a innym razem na słonecznej plaży.
Specjalnie na to nagranie został zbudowany kosztem 15 tys. marek fortepian, zdolny do pływania. A w związku ze spektakularnymi zdjęciami z powietrza na "Midnight Merlin" kamerzysta wisiał na paralotni i był ciągnięty przez motorówkę.
Na początku kwietnia 1990 r. Dieter leci razem z ekipą filmową Studia Filmowego z Bawarii i nową przyjaciółką Nadją abd el Farrag do Kenii. Tam właśnie rozpoczynają się zdjęcia do nowego video BS "48 Hours". Nadja jest córką Sudańczyka i Niemki, urodziła się 5 lutego 1965 r. w Hamburgu. W tym trwającym ok. 4 minut video Dieter podróżuje jeepem poprzez dziki park aż do wioski Masajów, gdzie spotyka prześlicznej urody Nadję.
Jedno z największych życzeń DB spełnia się 21 sierpnia 1991 r., kiedy to wraz z nim staje w studio w Los Angeles przed mikrofonem jedna z największych amerykańskich gwiazd muzyki soul - Dionne Warwick. Zaczęło się to wszystko w 1989 r., kiedy to Bohlen poleciał do Las Vegas by przeżyć jej koncert na żywo. Dieter siedział wtedy niesamowicie blisko sceny, w pierwszym rzędzie. "It's All Over" - tak właśnie nazywa się ballada, która pewnego lipcowego wieczora wpadła mu w ucho podczas joggingu. W czasie, gdy biega przez las położony niedaleko jego hamburskiej posiadłości w Quickborn, w głowie powstaje mu tytuł "Oh Sooner Or Later - We're All Alone, We're All Alone". Kiedy tylko wrócił do domu, natychmiast poszedł do swego 16-ścieżkowego studia. Tam nagrał natychmiast demo "It's All Over" i wysłał je do Dionne Warwick.
Nie robił sobie zbyt wielkich nadziei, nie liczył, że to wszystko ma jakieś większe szanse powodzenia gdy wysyłał to demo najzwyczajniej w świecie pocztę. Taśma wylądowała na biurku menedżera Clive'a Davisa, który wysłuchał jej i zachwycił się. 20 sierpnia zadzwonił do DB do Hamburga i oznajmił, że także Dionne zachwycona jest tym proponowanym wspólnym nagraniem. Następnego dnia Dieter wraz z Nadją poleciał do Los Angeles, aby nagrać ten duet w studiach Lion's Share Studios I i II. Dionne i Dieter nie potrzebowali nawet jednego dnia, aby piosenka wraz z teledyskiem do niej były gotowe.
(cdn)
Blue System
Po tym szybkim i niesamowicie dynamicznym rozwoju MT z jego pięcioma hitami nr 1 na listach przebojów, w nieprzerwanym ciągu na jesieni 1986 r. nadszedł "Geronimo's Cadillac". Singiel był poświęcony znanemu indiańskiemu wodzowi Apaczów, który w roku 1865 po wojnie secesyjnej w USA wszedł do historii.
To właśnie ten singiel był pierwszym, który nie wszedł w historii MT na pierwsze miejsca list przebojów. W zasadzie powinno się było z tym liczyć po wcześniejszych sukcesach. Nawet tak wspaniałe i znane zespoły jak ABBA czy The Beatles musiały się liczyć po takiej serii hitów nr 1 z porażką. I zadowolić się miejscami poniżej pierwszej dziesiątki. Pomimo tego był to jeden z pierwszych poważniejszych sygnałów.
Ważniejsza niż plasowanie się na listach przebojów była jednak cała otoczka - to, co było wypisywane w gazetach i przede wszystkim to, co myśleli fani. A tutaj nastawienie wobec MT nie było specjalnie pozytywne. Przede wszystkim przyczepiano się coraz bardziej do Nory. Ona stawała się figurą, która wywoływała niezdrowe emocje. Mimo iż nie należała w zasadzie do zespołu, nie miała żadnego kontraktu, nie pracowała nigdy w studio z MT, to jednak wysuwała się coraz bardziej w życiu publicznym naprzód.
Cała sprawa z rozpadem duetu MT, która w ostatnim czasie rozgorzała, poprzez Norę nabrała nowych barw. Nikt jej tam nie chciał, ale ona ciągle tam była. Głośna, niemiła, denerwująca, natrętna - tak była odbierana przez większość. Zabroniła ona fotografom robić Thomasowi wspólne zdjęcia z Dieterem.
Podczas tournee "Formel Eins" Nora stała niemalże non-stop przy boku TA. A przy niej zaraz stała jej najlepsza przyjaciółka Jutta. Wywiady z TA mogły być przeprowadzane tylko wtedy, gdy Nora była przy tym.
Większości reporterów nie podobało się to, co czyniło ich pracę i życie nieco skomplikowanym. Chętniej rezygnowali z wywiadów. To w końcu TA był tym, który stał na scenie i śpiewał i to z nim chciano rozmawiać, nie z Norą. I odpowiednio ostre i niechętne wypadały potem opowieści o tym wszystkim w gazetach.
Z każdym doniesieniem, z każdym artykułem wzbierało negatywne nastawienie do Nory, a potem i w stosunku do TA. Aż wreszcie przeniosło się to na MT i tym samym na DB. Nawet on nie mógł sobie już pozwolić na to, by wszystko to odwrócić i być tak miłym, aby cała ta sytuacja powróciła do normy, aby wróciło do normy to wszystko, co Nora zepsuła.
Sygnały były łatwo rozpoznawalne i widoczne. Dla DB jednak ważny w tym czasie nie był tylko MT. Teraz zaczynało się wiele dziać wokół niego. On mógł sobie wyszukać muzyków i artystów, z którymi szedł do studia i dla których pisał i produkował piosenki. Nawet w Ameryce czy w Anglii zwrócono na niego uwagę i otrzymywał stamtąd wiele propozycji współpracy. To wszystko mogło w tej chwili zostać zniszczone. Mogło po prostu minąć. Tak więc niska pozycja na listach przebojów hitu "Geronimo's Cadillac" to nie było właściwie załamanie. Był to impuls do tego, że coś musiało się stać. A DB zrozumiał te znaki. Nie był ślepy i nie dał się omamić szybkim sukcesem.
Dwa lata później DB opowiadał, jak w roku 1988 przez Norę trzy ważne występy w telewizji amerykańskiej przeciekły im przez palce. Prawdopodobnie zażądała ona, żeby prezenterki telewizyjne zostały zmienione na takie, które "chciało" MT. Amerykańscy szefowie tv wyśmiali ją tylko. DB szacuje, że przez to zachowanie Nory MT stracił ok. 200 tys. dolarów.
DB już od dawna poszukiwał nowych dróg, podczas gdy publicznie święcone były jeszcze nadal sukcesy MT. Niezapomniany jest wciąż występ w "Peters Pop Show" w tv we wrześniu 1985 r., kiedy to potrzebny był wózek widłowy by przywieźć i pokazać 75 złotych i platynowych płyt, które tego wieczoru zostały wręczone MT za ich osiągnięcia na scenie.
Jednakże w 1985 r. DB nadal pracował jako producent dla innych artystów, tak jak do tej pory. W ten sposób nagrał dla Mary Roos piosenkę pt. "Keine Träne tut mir leid" (Żadne łzy nie sprawiają przykrości). Jednak tak naprawdę pełna sukcesów była współpraca DB z inną piosenkarką, którą uczynił dzięki swoim piosenkom i pomysłom gwiazdą. Była to C.C.Catch.
Mieszkająca wtedy w BĂźnde Caroline MĂźller czyli C.C.Catch została odkryta przez DB podczas konkursu talentów w dyskotece w pobliżu Hamburga. Podczas tego koncertu zaproponował jej kontrakt płytowy i stał się jej producentem. Późnym latem 1985 r. wydany zostaje jej pierwszy singiel "I Can Lose My Heart Tonight".
C.C.Catch zdołała tym tanecznym przebojem wedrzeć się 16 września 1985 r. na listy przebojów i dojść do miejsca 13-tego. Do 1989 r. ta dwójka pracowała razem. Dieter połączył niejako C.C.Catch z tancerzami: Dagiem, Pierre'm i Dirkiem, i zrobił z niej - przy jej pomocy oczywiście oraz przez nią wymyślonej choreografii - królową dyskotek niemieckich. W tym czasie powstało 12 singli i sześć albumów.
Dla Chrisa Normana, byłego wokalisty angielskiej grupy Smokie, napisał Dieter hit "Midnight Lady", który pomógł temu piosenkarzowi w kwietniu 1986 r. powrócić w sensacyjny sposób na scenę.
Tymi oto dokonaniami DB udowodnił, że sukces, jaki odniósł z MT, nie był czystym zbiegiem okoliczności, jak to wówczas określano. A także że sukces ten nie jest tylko i wyłącznie zasługą wyglądu TA. Udowodnił jednocześnie, jak szerokie jest jego muzykalne spektrum, w którym się poruszał i które opanował. Właśnie przy MT chodziło głównie o wygląd TA i podkreślały to ciągłe rozprawy na ten temat ze strony reporterów i krytyków.
Niewiele jednak osób zajmowało się poważnie muzyką i tekstami tych piosenek, które oni śpiewali. Jednak właśnie w tych tekstach DB zajmował się aktualnymi tematami, albo wyrażał przeróżne problemy. Od czasu do czasu pojawiały się także w tekstach wskazówki dotyczące osobistych przeżyć albo osób z otoczenia DB. To jednak było wiadome tylko dla osób, które go znały. Jednak kto postawił DB odpowiednie pytanie, dostawał na nie odpowiedź. Jednak tylko nieliczni pytali go.
I tak np. w "Brother Louie" z lutego 1986 r. DB "schował" coś o swoim ko-producencie L. Rodriguezowi, który do dzisiaj współpracuje technicznie z DB. I jeszcze więcej - nawet jeśli chodzi o interesy, to są oni partnerami. Posiadają w tej chwili sześć studiów nagraniowych w Hamburgu.
Natomiast piosenkę "With A Little Love" Dieter napisał, kiedy 9 lipca 1985 r. urodził się jego syn Marc. To właśnie wtedy Erika została "na łeb, na szyję" przywieziona do szpitala, gdyż nikt nie liczył się akurat w tym czasie z porodem. Kiedy Dieter dowiedział się o tym i zadzwonił do szpitala, jego syn miał już 3 godziny. Imię zaczerpnęli od tragicznie zmarłego wokalisty grupy T-Rex - Marca Bolana.
Piosenkę "Crossing The River" (z albumu BS "Hello America") poświęcił Dieter także swojemu synowi Marcowi. Obaj oni często chodzili na spacery. Te spacery prowadziły ich również czasami nad rzekę w pobliżu, nad którą spędzali wspólnie wiele czasu. Kiedy dochodzili do brzegu, Marc zawsze rozumiał, że bez pomocy ojca nigdy nie pokonałby tej przeszkody.
Dzięki swojemu synowi Marcowi Dieter wpadł również na pomysł piosenki "Give Me Peace On Earth" z longplay'a "In The Middle Of Nowhere". Dla Dietera ta piosenka była jedną z najważniejszych spośród wszystkich, które napisał. Jednakże przez publiczność pozostała ona niemalże nie zauważona. Wydana została w 1986 r. i znalazła się na szarym końcu listy przebojów MT. Żaden inny singiel nie był tak mało popularny. W całym tym zamieszaniu wokół Thomasa, Nory i możliwości rozpadu zespołu przeszedł on niemal nie zauważony.
Rok 1987 minął pod znakiem coraz bardziej nasilających się informacji o rozpadzie MT. Umowa przewidywała wydanie jeszcze dwóch albumów. W czerwcu 1987 r. pojawia się "Romantic Warriors" - 5 album, a w listopadzie tego samego roku wychodzi "In The Garden Of Venus" jako 6 i ostatni album MT. Tym samym zostały wypełnione warunki umów i DB był ostatecznie wolny i mógł zająć się nowymi projektami.
Statystycy obliczają, że MT sprzedał w sumie ponad 42 mln płyt i kaset. Tym samym dopisali oni znaczący kawałek historii muzyki. Z takiego wyniku dumna byłaby niejedna grupa amerykańska lub angielska.
Od tego momentu DB i TA rozchodzą się; TA zaczyna występować solo ze starym repertuarem MT i robi tournee po byłych krajach ZSRR, DB występuje akurat w telewizji ze swoim nowym zespołem BS i nowymi piosenkami.
Podczas dość zaskakującego występu w telewizyjnym show "Tele Ass" 1 października 1987 r. przedstawia BS swój nowy debiutancki singiel "Sorry Little Sarah". To właśnie tym kawałkiem w rytmie samby udało się DB znaleźć zupełnie nowe brzmienie; coś, co różni się zupełnie od tego, co robił z MT. W zespole grają wtedy: DB jako wokalista, Frank Otto - przyjaciel C.C.Catch - jako perkusista, gitarzysta Joachim Vogel oraz Jeanne Dupuy jako piosenkarka w chórkach.
Na Majorce DB kręci wówczas teledysk do "Sorry Little Sarah" właśnie z Jeanne Dupuy. I udaje się natychmiast duży awans na listach przebojów. Co prawda nie dotarli do 1. miejsca, ale pierwsza 10-tka była gwarantowana. DB mógł być zadowolony i był zadowolony. Gdyby od razu dotarł do 1. miejsca, miałby znowu poczucie nacisku i presji, jak to było z MT. Znowu krytycy i zazdrośnicy czekaliby na jego potknięcie. A tak mógł spokojnie budować swój sukces, nie zaczynając od razu od falstartu. Nie można też zapomnieć, że w tym akurat czasie oficjalnie MT jeszcze istniał. Wtedy był jeszcze jeden album do zrealizowania. Tym samym DB uczynił dla siebie samego konkurencję - najpierw musiał zdobyć fanów MT i uczynić z nich fanów BS.
W listopadzie 1987 r. wydany zostaje pierwszy album BS "Walking On A Rainbow". Niemalże równocześnie wychodzi ostatni album MT. Jednakże DB patrzy już tylko w przyszłość. Od menedżerów amerykańskiej gwiazdy filmowej Sylvestra Stallone przychodzi prośba, by zrealizować wspólnie płytę z Brigitte Nielsen.
Sylvester Stallone osobiście ma życzenie, by zaangażować do tej pracy akurat DB. Tak, że krótko przed świętami Bożego Narodzenia Dieter leci do Ameryki. W Lama-Tonstudio w Los Angeles nagrywa pierwsze demo z Brigitte Nielsen.
Jednak wkrótce zjawia się ponownie w Hamburgu, ponieważ rodzina stoi u DB na jednym z pierwszych miejsc. Dieter przeprowadza się wraz z rodziną z bliźniaka w hamburskiej dzielnicy Bergstedt do białej willi w Ohlstedt na przedmieściach Hamburga. W piwnicach tego budynku Dieter urządza tym razem już porządne 40-metrowe studio nagraniowe i wyposaża je w najnowocześniejszą aparaturę. W rogu stoi także duży biały fortepian, dzięki któremu może w każdej chwili usiąść i realizować czy rozwijać nowe pomysły.
Własne studio w domu odpowiada najbardziej sposobowi pracy Dietera. Nad swoimi nowymi piosenkami "majsterkuje" najchętniej w samotności, zanim inni usłyszą te nowe pomysły i zanim one zostaną nagrane. Z pomocą skomplikowanych technik komputerowych, syntezatorów i sekwenserów może produkować niemalże gotowe utwory. Jednak ta jakość nie odpowiada jego wymaganiom i pozwala nagrywać to wszystko w profesjonalnym studio, gdzie jest dużo więcej możliwości i gdzie mogą współpracować z nim inni muzycy.
Kiedy tylko powstaje tytuł i refren jakiejś piosenki, czuje już ją i potrafi ją wypełnić słowami. Gra na gitarze, na basie, na klawiszach i perkusji - a więc może w zasadzie sam nagrywać nowe piosenki i nie potrzebuje do tego innych muzyków. A studio w jego własnych czterech ścianach ma jeszcze tę zaletę, że ciągle pozostaje w pobliżu swojej rodziny.
Radość z powodu własnego nowego domu jednak zostaje pewnego dnia zakłócona. W marcu 1988 r. DB korzystając z pierwszych wiosennych promieni słonecznych, siedzi na tarasie domu i patrzy jak Marc bawi się w pobliżu, gdy nagle z ogrodu sąsiadów wybiega potężny szczekający rottweiler i rzuca się na jego dziecko. DB zamiera serce, blady jak trup mógł tylko przyglądać się i przychodziła mu do głowy tylko jedna myśl - teraz wszystko się skończyło.
A jednak w tym momencie wmieszał się w to wszystko Mickey, terrier Dietera, który rzucił się na dwukrotnie większego i niebezpiezpiecznego rottweilera. Dieter wykorzystał to, by pochwycić swojego syna i uciekł z nim do domu. Psy tymczasem toczyły zaciekły pojedynek. Jazgotały i gryzły się bardzo dotkliwie. Mickey stał niestety na przegranej pozycji, ponieważ ze względu na swoją i przeciwnika wielkość, nie mógł tej walki wygrać. Jednak nie stchórzył. Dopiero kiedy mały biały pies leżał w kałuży własnej krwi, rottweiler zostawił go w spokoju i uciekł. Dieter dowiózł umierającego i mocno krwawiącego Mickey'a do psiej kliniki. I dopiero kiedy lekarze powiedzieli mu, że jego mały przyjaciel przeżyje te ciężkie rany, spadł mu kamień z serca.
Kiedy w maju 1988 r. ukazał się drugi singiel BS "My Bed Is Too Big", nakręcono do niego clip, który DB zrealizował wraz z piosenkarką Jeanne Dupuy i reżyserem Kaim von Katze w Dolinie Śmierci (Death Valley) w słonecznej Kaliforni i z liczącym 10 osób teamem "Formel Eins" bawarskiego studia filmowego.
W tym video DB jedzie czerwonym oldsmobilem (rocznik '52) przez pustynię poprzez ten jedyny w swoim rodzaju krajobraz na świecie. W międzyczasie kręci w Las Vegas jeszcze jeden teledysk - do singla C.C.Catch "House Of Mystic Lights".
26 marca 1988 r. fani mają okazję przeżyć w hali sportowej Alsterdorfer w Hamburgu premierę. Po raz pierwszy tego wieczoru DB występuje w swoim wybranym mieście na żywo. Organizuje to wszystko prywatne radio Schlezwig-Holstein, które rozdaje przy okazji swoje nagrody RSH-Gold. Pomiędzy wyróżnionymi znalazł się również DB. Radość z przyznania mu po raz pierwszy tej nagrody tryska aż z niego. Dziękuje swojej publiczności i Radiu Schlezwig-Holstein słowami: "Dziękuję również wszystkim moim fanom, którzy pozostali mi wierni. Dziękuję!"
W październiku DB pracuje przy stole mikserskim. Trzecie video do singla BS "Under My Skin" promował w prasie jako "Dieter's Horror Video". Dla telewizji ZDF video to było nieco zbyt ostre i musiało do programu "Ronny's Pop Show" zostać zupełnie przerobione - albo nie miało prawa być wyemitowane.
Przez całą noc reżyser Kai von Katze pracował nad nową wersją tego clipu, nieco mniej ostrą, specjalnie dla ZDF. Była to wersja bez szczególnie drastycznych scen, które zastąpiono łagodnymi obrazkami. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności wystarczyło nakręconego materiału, by to zrobić. W rezultacie fani mogli oglądać w "Ronny's Pop Show" całkiem inne video, niż potem w "Formel Eins" w innej niemieckiej stacji telewizyjnej - ARD. Tam bowiem puszczany był oryginał. W tym video główną rolę gra jasnowłosa "anielica", która zagubiła się w piekle.
Zanim owa "anielica" uświadomiła sobie pomyłkę i zobaczyła, gdzie zbłądziła, i zanim zdążyła stamtąd uciec, została pojmana przez władców podziemia. Chcą oni złożyć ją w ofierze diabłu, jednak w ostatnim momencie wkracza do akcji Dieter, który ratuje anioła i kończy tę okrutną historię.
W sumie działa przy nagraniu tego video 50 statystów, duża ilość szczurów, dwa dobermany, tarantule, karp i naturalnie DB. Wszystko to zostało nagrane w pustej fabryce papieru w pobliżu Monachium.
Coraz więcej nakładów wymagały w następnym czasie videoclipy do kolejnych piosenek. DB opowiada w nich krótkie historie, które rozrastają się do postaci małych filmów. W teledysku do singla "When Sarah Smiles" znajdują się wycinki z innych clipów, jak choćby z "My Bed Is Too Big" i "Sorry Little Sarah". Kompozycja tego, co DB chciał pokazał, co czuł, to samotna ulica w Kaliforni i dziewczyna, która uciekła z domu i czeka na pustej ulicy na jakiś samochód, który zabrałby ją w podróż. Potem w dalszym ciągu video widać Dietera, który stoi i śpiewa. Clip ten powstawał podczas pracy na "Love Is Such A Lonely Sword" na Ibizie.
W "Love Is Such A Lonely Sword" widać także przyjaciółkę DB. A wszystko to nakręcono w Cola Comte. To właśnie tutaj wszystkie typowe elementy wyspiarstwa Ibizy wychodzą na jaw. Innym miejscem, w którym kręcono ten clip, była duża biała willa, położona naprzeciwko małej skalistej wysepki Es Vedra. W tym video Dieter siedzi przy fortepianie i śpiewa swoją piosenkę. Tutaj fortepian, przy którym siedzi Dieter, stoi w różnych miejscach: raz na "Midnight Merlin" - wielkim żaglowcu wybudowanym w 1832 r., raz w wodzie, a innym razem na słonecznej plaży.
Specjalnie na to nagranie został zbudowany kosztem 15 tys. marek fortepian, zdolny do pływania. A w związku ze spektakularnymi zdjęciami z powietrza na "Midnight Merlin" kamerzysta wisiał na paralotni i był ciągnięty przez motorówkę.
Na początku kwietnia 1990 r. Dieter leci razem z ekipą filmową Studia Filmowego z Bawarii i nową przyjaciółką Nadją abd el Farrag do Kenii. Tam właśnie rozpoczynają się zdjęcia do nowego video BS "48 Hours". Nadja jest córką Sudańczyka i Niemki, urodziła się 5 lutego 1965 r. w Hamburgu. W tym trwającym ok. 4 minut video Dieter podróżuje jeepem poprzez dziki park aż do wioski Masajów, gdzie spotyka prześlicznej urody Nadję.
Jedno z największych życzeń DB spełnia się 21 sierpnia 1991 r., kiedy to wraz z nim staje w studio w Los Angeles przed mikrofonem jedna z największych amerykańskich gwiazd muzyki soul - Dionne Warwick. Zaczęło się to wszystko w 1989 r., kiedy to Bohlen poleciał do Las Vegas by przeżyć jej koncert na żywo. Dieter siedział wtedy niesamowicie blisko sceny, w pierwszym rzędzie. "It's All Over" - tak właśnie nazywa się ballada, która pewnego lipcowego wieczora wpadła mu w ucho podczas joggingu. W czasie, gdy biega przez las położony niedaleko jego hamburskiej posiadłości w Quickborn, w głowie powstaje mu tytuł "Oh Sooner Or Later - We're All Alone, We're All Alone". Kiedy tylko wrócił do domu, natychmiast poszedł do swego 16-ścieżkowego studia. Tam nagrał natychmiast demo "It's All Over" i wysłał je do Dionne Warwick.
Nie robił sobie zbyt wielkich nadziei, nie liczył, że to wszystko ma jakieś większe szanse powodzenia gdy wysyłał to demo najzwyczajniej w świecie pocztę. Taśma wylądowała na biurku menedżera Clive'a Davisa, który wysłuchał jej i zachwycił się. 20 sierpnia zadzwonił do DB do Hamburga i oznajmił, że także Dionne zachwycona jest tym proponowanym wspólnym nagraniem. Następnego dnia Dieter wraz z Nadją poleciał do Los Angeles, aby nagrać ten duet w studiach Lion's Share Studios I i II. Dionne i Dieter nie potrzebowali nawet jednego dnia, aby piosenka wraz z teledyskiem do niej były gotowe.
(cdn)
MODERN TALKING FOREVER!!!
- Malediwy
- Posty: 794
- Rejestracja: wt mar 29, 2005 21:43
- Lokalizacja: Częstochowa
- Pkmodern
- Zarząd Thomas Anders Fanklub Polska
- Posty: 2498
- Rejestracja: pt lis 18, 2005 22:40
Oto ostatnia częśc:
Trasy koncertowe.
26 marca 1988 r. w hali sportowej Alsterdorfer w Hamburgu prywatna stacja radiowa Radio Schlezwig-Holstein rozdaje swoje prestiżowe nagrody RSH-Gold. Między wyróżnionymi jest również DB. Podarte jeansy, biała koszula i jeansowa kurtka marki Blue System - tak właśnie zasiadł on za czarnym keyboardem. Razem z nim są: gitarzysta Joachim Vogel, perkusista Frank Otto i śpiewająca w chórkach Jeanne Dupuy. BS śpiewa tego wieczoru swój przebój "Sorry Little Sarah". Jest to pierwszy występ na żywo nowego zespołu DB.
Jednocześnie występuje on po raz pierwszy na żywo w swoim wybranym i ukochanym Hamburgu. Podczas występu sięga również po gitarę, kiedy wykonują utwór "My Bed Is Too Big". I tym samym jego nowa rola staje się jasna. W przyszłości będzie występował z przodu, przed mikrofonem jako piosenkarz, ale również będzie grał na klawiszach i gitarze.
Na początku 1989 r. przyznano mu w ZSRR wyróżnienie Państwowej Komisji Kultury. Tym samym zostaje wyróżniony jako najbardziej popularny artysta w ZSRR. Nawet takie supergwiazdy jak The Beatles, ABBA czy nawet Michael Jackson, którzy do tej pory sprzedawali tam jako obcokrajowcy najwięcej płyt, nawet oni nie osiągnęli tego, co DB. Dziękuje za to szczególne wyróżnienie na swój sposób: wpływy ze sprzedaży w ZSRR albumów "Twilight" i "Obsession" przeznacza na opiekę nad potrzebującymi oraz na likwidację nędzy i głodu w tym kraju.
Na marginesie rozdania tych nagród dyskutuje się już również o realizacji nowego projektu. Komisja Kultury, która przyznała mu tę nagrodę, chce, aby DB odbył trasę koncertową po ZSRR. A Dieter się zgadza. Na listopad ustalono termin tej trasy. Teraz Dieter ma muzyków, którzy posiadają doświadczenie na scenie, z którymi może jechać na tę trasę.
Pierwsza sensacyjna niespodzianka czeka ich już w listopadzie, tuż po przybyciu na moskiewskie lotnisko. Ok. 15 tys. fanów czeka na DB i jego muzyków na lotnisku i świętuje w niesamowicie radosny sposób ich przybycie. Wrażenie dla tych wszystkich, którzy są w to zaangażowani, jest niesamowite. W specjalnie przygotowanej limuzynie BS jedzie z lotniska do hotelu. Od 3 do 16 listopada BS daje w Rosji w sumie 13 koncertów w halach, gdzie bilety wyprzedane są od tygodni.
Ponad 400.000 fanów może podziwiać BS na scenie. Niesamowite jest też to, jak dobrze znane są tutaj ich piosenki. Prawie każda z nich jest śpiewana przez publiczność niczym potężny chór. Momentami wręcz odejmuje to Dieterowi mowę. Przede wszystkim podczas pierwszych koncertów. To echo, ten oddźwięk, to osłupienie - tego wszystkiego nie oczekiwał, nie liczył się z tym nawet w najśmielszych snach.
Także sceny, które rozgrywają się przed i po koncertach, są jedyne w swoim rodzaju, niemalże nie do opisania. Pojazdy, którymi się poruszają, wejścia, wyjścia - wszystko to jest niesamowicie ciasno okupowane. Tylko z pomocą służb porządkowych i policji udaje się Dieterowi i jego muzykom dotrzeć do samochodów i dostać się do hal, gdzie miały odbyć się koncerty. Także do hotelu muszą przedostawać się przez zbitą masę ludzką. Dieter czuje się bezpieczny tylko w swoim pokoju hotelowym, ponieważ jego fani opanowują nawet hotelowe korytarze. A na ulicach nawet w nocy przy 15-stopniowym mrozie grasują ich setki. Wszędzie wokoło słychać śpiewane przez fanów dobrze znane przeboje z repertuaru zarówno BS jak i MT.
Moskwa służy również za kulisy do nagrania video do "Love Me On The Rocks". Tutaj, w tym video, wszystko to można zobaczyć jeszcze raz - to, co działo się na ulicach, w hotelu i na pierwszym koncercie BS w Moskwie. Widać też Bohlena rozdającego autografy i spacerującego po Placu Czerwonym. Pod koniec tego tournee Dieter staje się "bohaterem rosyjskej młodzieży". To jedno z ostatnich wydarzeń przed tym, gdy ZSRR oficjalnie 31 grudnia 1991 r. rozpada się na grupę mniejszych państw.
W maju 1990 r. BS rozpoczyna nową trasę koncertową po ZSRR. Tym razem w programie znajduje się 21 koncertów. Od 20 tys. do 45 tys. fanów przychodzi na poszczególne występy. Jako perkusista występuje tym razem Michel Rollin, który zastąpił Franka Otto.
Z gitarzystą Lutzem KrĂźgerem, basistą RenĂŠ Engelmannem i klawiszowcem Achimem Stirebenem DB daje na scenie niemal rockowy "power-show", który spełnia ogólne oczekiwania i który wszystkich zaskakuje. Niesamowicie napędzające i spektakularne solówki gitarowe Dietera i Lutza "podkręcają" dodatkowo fanów. Przyjaciółka Dietera Nadja i sympatyczna Afro dbają jako chórek poprzez swój śpiew i taniec o to, by nikt nie zapomniał tych koncertów.
Zaledwie przybywają oni do Niemiec, jeszcze pełni wrażeń z trasy koncertowej po ZSRR, świętują tutaj dalsze triumfy podczas siedmiu koncertów w byłym NRD.
Startują 21 lipca 1990 r. koncertem w Lipsku. Są tutaj gwiazdami "Lipskiego Festiwalu Tańca". Śpiewają przed 60-tysięczną publicznością swoje największe hity, w tym "My Bed Is Too Big", "Sorry Little Sarah", "48 Hours" i "Love Is Such A Lonely Sword". DB podkreśla coraz częściej na scenie ów rockowy charakter swojej muzyki ubiorem, do którego należy specjalnie dla niego przyszykowana kurtka "Blue System" ze skóry.
W niecały rok później - 1 i 2 czerwca 1991 r. - na moskiewskim Stadionie Olimpijskim dochodzi do występu niemieckich zespołów. Inicjatorem tego niecodziennego widowiska jest JĂźrgen MĂźller, ojciec C.C.Catch i jednocześnie menadżer tras koncertowych DB. Artyści występują przed ponad 50 tys. widzów. Wśród wykonawców jest m.in. C.C.Catch i każdego dnia wszyscy oni przekazują na koniec koncertu czek, który ma wesprzeć ofiary Czernobyla. Są to czeki z sumą wpływu za każdy koncert. BS, wzmocniony teraz przez gitarzystę Wolfganga Fritscha i klawiszowca Fritza Granera, występuje tutaj w roli gwiazdy, w roli najważniejszego zespołu.
W sumie BS pozostaje w Rosji jeszcze do 14 czerwca i prowadzi tam trasę koncertową po raz trzeci. To tournee zostaje zakończone koncertami w kilku innych krajach byłego bloku wschodniego, m.in. w Polsce (koncert na festiwalu w Sopocie? - przyp. tłumacza).
Pomimo wzmocnionej aktywności koncertowej, DB obok pracy nad płytami wydawanymi z BS zajmuje się dalej produkcją i współpracą z innymi artystami. Pozwala sobie na tę odrobinę wolności i marzeń. Bardzo wysoko na liście jego marzeń stoi projekt musicalu, który zaczął się krystalizować w głowie DB w 1989 r. i jeszcze nie został do końca zrealizowany.
Centralna historia tego musicalu kręci się wokół małego czarownika, który martwi się największymi problemami Ziemi; wszystkie one sprowadzają się do: głodu, wojny i zanieczyszczenia środowiska, z którymi ów czarownik chciałby walczyć i pokonać je.
Niektóre muzykalne próby zostały już zakończone i wydane na albumie "Twilight". Dieter chce skomponować ten musical dla dzieci i wyczulić je tym samym na problemy, z którymi najwyraźniej dorośli nie mogą sobie poradzić. Ponieważ materiał tego musicalu jest dosyć kompleksowy i cele są dosyć ważne, Dieter nie chce pracować nad nim obok czegoś innego; chce się nad nim skoncentrować i poświęcić się tylko temu musicalowi.
Inne przedsięwzięcia poza działalnością z BS, którymi zwracał na siebie uwagę publiczności, to kompozycje na Międzynarodowy Konkurs Piosenki Eurowizji. Właśnie w 1983 r. napisał po raz pierwszy piosenkę na ten europejski konkurs kompozytorów i autorów tekstów - piosenkę tę śpiewał Bernd ClĂźver, nosiła ona tytuł "Mit 17" (W wieku 17 lat) i zajęła wówczas 3 miejsce. Kolejne podejście do festiwalu Eurowizji miało swój początek 23 marca 1989 r., kiedy to Nino de Angelo z piosenką "Flieger" (Lotnik) wygrał główną nagrodę na niemieckim festiwalu "Piosenka dla Lozanny".
Na Grand Prix Eurowizji w Lozannie DB 6 maja 1989 r. jest obecny dwoma piosenkami jednocześnie; Nino de Angelo, występujący w barwach Niemiec z piosenką "Flieger" zajmuje w ostatecznej klasyfikacji 14 miejsce. Dużo lepiej idzie Austriakowi Thomasowi Forstnerowi, który plasuje się na piątym miejscu i tym samym piosenka będąca kompozycją DB "Nur ein Lied" (Tylko jedna pieśń) święci kolejny triumf. 3 lata później, 9 maja 1992 r. następny Austriak, Tony Wegas, podczas Grand Prix Eurowizji w MalmĂś (Szwecja) śpiewa skomponowaną przez DB piosenkę pt.: "Zusammen geh'n" (Idziemy razem), która ląduje na 10 miejscu klasyfikacji ogólnej.
Do niesamowitego sukcesu, który stawia w cieniu niemalże nawet te największe liczby sprzedanych płyt MT, należy nagrana w 1989 r. przez DB muzyka do serialu telewizji ZDF "Rivalen der Rennbahn" (Rywale z wyścigów konnych), która zostaje wydana również na CD. Są tam m.in. piosenki śpiewane przez BS, Marianne Rosenberg, Ricky Shayne, Nino de Angelo, Ann Turner i Leslie McKeown. Instrumentalne utwory z tej płyty nagrywa Dieter pod pseudonimem Countdown G.T.O. Album ten umożliwia dawnym i obecnie nieco już zapomnianym gwiazdom (jak Marianne Rosenberg czy Leslie McKeown - były wokalista popularnej niegdyś angielskiej grupy Bay City Rollers) powrót na scenę i ponowną popularność.
Muzycy.
Podczas gdy DB pracował w samotności z Luisem Rodriguezem w studio nad nowymi nagraniami, zmieniając od czasu do czasu muzyków, bardzo ważną rzeczą dla niego było także to, by zaprezentować tę muzykę na scenie, by pokazać ją swoim fanom.
Dieter chciał wyjść z odizolowanej atmosfery studio i zobaczyć jak podoba się to, co stworzył; co słuchacze o tym sądzą. Dlatego BS był od samego początku prezentowany jako grupa a nie jako projekt solowy. Rzeczą decydującą o doborze muzyków było tutaj zrozumienie pomiędzy nimi oraz zdolność do tego, by zagrać na scenie to, co stworzono w studio.
Z biegiem lat zmieniali się członkowie BS - przede wszystkim ze względów zawodowych, ponieważ orientowali się muzycznie lub chcieli realizować własne projekty. Jednakże z większością z nich Dieter grał przez lata niezmiennie na scenie. Do tych pierwszych muzyków należeli: gitarzysta Joachim Vogel (ur. 7 lutego 1958 r. w Berlinie), perkusista Frank Otto i śpiewająca w chórkach wokalistka Jeanne Dupuy.
J. Vogel został przez DB zaangażowany z polecenia jego firmy płytowej. Frank Otto natomiast był przyjacielem C.C.Catch i zrezygnował ze współpracy w momencie, kiedy C.C.Catch wyjechała do Londynu aby tam dalej pracować nad swoją karierą (już bez DB - przyp. tłum.). Następcą jako perkusista został Michel Rollin (ur. 1 lutego 1958 r. w Berlinie). Ten wykształcony nauczyciel jęz. francuskiego i geografii dysponował dużym doświadczeniem w koncertach na żywo i także sporą praktyką jeśli chodzi o pracę w studio. W ten sposób również miał kontakt z firmą płytową Dietera. Te kontakty spowodowały, iż w kwietniu 1989 r. dostał pracę w BS. Michel Rollin stał się w tym czasie dla DB kimś w rodzaju łowcy talentów. To on przyprowadził gitarzystę Wolfganga Fritscha (ur. 21 czerwca 1954 r. w Berlinie), klawiszowca Joachima Striebena (ur. 3 stycznia 1957 r. w Bremerhaven) i basistę Dirka Sauera (ur. 7 listopada 1962 r. w Berlinie) do BS. Joachim Strieben dołączył do grupy w 1989 r., kiedy na tournee po ZSRR poszukiwano klawiszowca. Był on wykształconym muzykologiem. Dirk Sauer natomiast był z wykształcenia bankowcem i przyszedł do zespołu 28 czerwca 1992 r. jako basista, stając się tym samym następcą Rene Engelmanna (ur. 7 lutego 1960 r. w Berlinie). Kiedy Dirk nie grał z BS, zajmował się grą w berlińskiej grupie rock-and-rollowej.
Gitarzysta Wolfgang Fritsch (ur. 21 czerwca 1954 r. w Berlinie) został zatrudniony w BS kiedy Joachim Vogel z powodów zawodowych nie mógł dotrzymać terminów, które narzucała mu praca w BS.
Podczas tras koncertowych również Nadja abd el Farrag należała (jako piosenkarka z chórku) do zespołu. Pracowała ona również nad albumem "Hello America" w studio.
Fani.
Jak wszystkie gwiazdy na świecie, także DB ma sporą grupę fanów, którzy towarzyszą mu w jego drodze kariery. Oni byli już z nim w czasach MT, już wtedy zwracali na niego uwagę.
Od kiedy DB ruszył z BS na trasy koncertowe, fani poznają się na koncertach, organizują się w fan-cluby, lub wstępują do fan-clubów już istniejących. Tutaj kontakt z DB i jego muzykami jest szczególnie pielęgnowany, odbywają się regularne spotkania, wydawane są gazetki klubowe i organizowane wycieczki na koncerty - to wszystko należy do stałego programu fan-clubów. Na całym świecie istnieje obecnie ok. 50 fan-clubów DB.
DB odnosi się zupełnie inaczej do swoich fanów niż wiele innych gwiazd. Już pomijając to, że zna wielu z nich osobiście - poprzez odbyte tournee, na których zawsze się z nimi spotykał - zawsze stara się wygospodarować jak najwięcej czasu dla nich. Żaden fan nie musi czekać dłużej niż dwa tygodnie na wiadomości czy autograf.
Oczywiście od tego też są wyjątki - szczególnie wtedy, gdy odbywa się właśnie trasa koncertowa lub DB jest na urlopie. Jednak z reguły ta zasada dwóch tygodni jest dotrzymywana. Do tej pory DB nie stosuje też takich tricków jak niesamowicie realistycznie wydrukowane autografy, ale podpisuje każdą kartkę osobiście.
Z relacji samych fanów wynika, że podczas tras koncertowych Dieter nie ucieka, ale rozmawia z nimi. Także poza koncertami znajduje czas dla nich. Nie znaczy to, że jest do dyspozycji fanów zawsze i w dowolnym czasie; czasami jest bardziej zajęty, czasami mniej, ale ogólnie rzecz biorąc trzeba powiedzieć, że traktuje swoich fanów poważnie i stara się utrzymać z nimi dobry kontakt.
Daty.
07.02.1954 r.: DB rodzi się jako pierwszy syn Hansa i Edith Bohlen w Oldenburgu;
29.09.1954 r.: Rodzi się żona Dietera Erika, w Bad Wildungen;
27.01.1955 r.: Rodzi się Uwe Bohlen, brat Dietera, w Oldenburgu;
01.03.1963 r.: TA (prawdziwe nazwisko Bernd Weidung) rodzi się w MĂźnstermaiferl k/Koblencji
Rok 1964: DB zaczyna naukę gry na gitarze i fortepianie; gra okazjonalnie w zespołach szkolnych albo występuje jako solista w konkursach młodych talentów; pisze jedną ze swoich pierwszych piosenek "Viele Bomben fallen";
Rok 1971: DB zdaje z oceną 1,8 maturę w Oldenburgu i zaczyna studia w Getyndze;
Rok 1972: DB gra w zespole hard-rockowym "Mayfair";
Rok 1973: DB poznaje w dyskotece "Afro-Asiaten-Heim" w Getyndze swoją przyszłą żonę Erikę;
Rok 1977: Wraz z przyjacielem Holgerem DB zakłada w Getyndze duet "Monza" i nagrywa dwa single "HeiĂe Nacht in der City" i "Hallo Taxi Nr 10";
08.11.1978 r.: Dieter zalicza w Getyndze egzamin i może dalej kontynuować studia;
01.01.1979 r.: DB zaczyna pracę dla hamburskiej firmy płytowej Intersong jako kompozytor i producent;
15.01.1980 r.: Pierwszy występ telewizyjny TA - w show Michaela Schanze "Hätten Sie heut' Zeit fĂźr uns?";
Sierpień '80 r.: TA wydaje swój pierwszy singiel "Judy";
Luty '81 r.: Ukazuje się "Du weinst um ihn";
Rok 1981: "Es war die Nacht der ersten Liebe" i "Ich will nicht dein Leben" - kolejne single TA;
Rok 1982: DB otrzymuje jako producent swoją pierwszą złotą płytę za album "Happy Guitar Dancing" Ricky Kinga; również w tym samym roku prezentuje wraz z grupą Sunday na liście przebojów ZDF piosenkę "Hale, Hey Louise";
Luty '83 r.: Początek współpracy pomiędzy DB i TA - od produkcji singla "Was macht das schon" (niem. wersja piosenki F.R. Davida "Pick Up The Phone");
Rok 1983: Bernd ClĂźver zdobywa 3 miejsce na konkursie Eurowizji z piosenką "Mit 17";
Marzec '83 r.: Wydanie singla "Was macht das schon" przez TA;
Lipiec '83 r.: "Wovon träumst du denn (in seinen Armen)" - TA;
01.10.1983 r.: TA pierwszy raz na niemieckiej liście przebojów z piosenką "Wovon träumst du denn (in seinen Armen)";
11.11.1983 r.: DB i Erika biorą ślub w USC w Hamburgu;
Marzec '84 r.: TA wydaje "Endstation Sehnsucht";
Czerwiec '84 r.: TA wydaje "HeiĂkalter Engel" (niem. wersja piosenki "Send Me An Angel");
Listopad '84 r.: "Es geht mir gut heut' Nacht" - TA;
28.12.1984 r.: TA i Nora Isabell Balling biorą ślub cywilny; TA nazywany jest od tamtej pory Thomas Weidung Balling;
21.01.1985 r.: MT debiutują na niemieckiej liście przebojów z piosenką "You're My Heart, You're My Soul";
Lipiec '85 r.: Wydanie solowego singla "The Night Is Yours - The Night Is Mine" przez DB pod pseudonimem Ryan Simmons;
09.07.1985 r.: Urodziny pierwszego syna DB - Marca (godz. 17:50);
27.07.1985 r.: Ślub kościelny TA i Nory Isabell Balling - kościół pw. Serca Jezusowego w Koblencji;
01.10.1987 r.: W tv-show "Tele Ass" DB prezentuje po raz pierwszy swój nowy solowy projekt BS i debiutancki singiel "Sorry Little Sarah";
26.03.1988 r.: Pierwszy występ na żywo BS w hali sportowej Alsterdorfer w Hamburgu;
18.12.1988 r.: Powstaje odcinek serialu kryminalnego telewizji ARD "Tatort" zatytułowany "Moltke", w którym jedną z ról gra DB;
21.12.1988 r.: Rodzi się syn DB - Marvin Benjamin;
23.03.1989 r.: DB komponuje dla Nino de Angelo piosenkę "Flieger", która wygrywa niemieckie eliminacje do konkursu Eurowizji w Lozannie;
06.05.1989 r.: Nino de Angelo zdobywa utworem "Flieger" 14 miejsce na wspomnianym konkursie Eurowizji w Lozannie jako reprezentant Niemiec. Austriak natomiast, Thomas Forstner, plasuje się w tym samym konkursie na piątym miejscu z piosenką "Nur ein Lied" (także skomponowaną przez DB);
03.11.1989 r.: Rozpoczyna się pierwsza trasa koncertowa BS po Rosji;
16.11.1989 r.: Koniec tournee po ZSRR, gdzie na 13 koncertów przyszło w sumie 400 tysięcy fanów;
23.02.1990 r.: Rodzi się córka DB - Marielin;
21.08.1991 r.: DB nagrywa w Los Angeles piosenkę "It's All Over" w duecie z Dionne Warwick na album "Deja vu";
09.05.1992 r.: DB trzyma kciuki za Austriaka Tony'ego Wegasa, który występuję na konkursie Eurowizji w MalmĂś (Szwecja) z piosenką "Zusammen geh'n".
I TAK WÂŁAŚNIE WYGÂŁÂĄDA TÂŁUMACZENIE "TWĂRCA".
ZAPRASZAM DO WYRAŻANIA SWOICH OPINII NA TEMAT TREŚCI TEJ KSIÂĄŻKI. CO WAS ZASKOCZYÂŁO - O CZYM NIE WIEDZIELIŚCIE - CO WYJAŚNIÂŁO NIEDOPOWIEDZIANE FAKTY?
POZDRAWIAM SERDECZNIE!!!
PKMODERN
Trasy koncertowe.
26 marca 1988 r. w hali sportowej Alsterdorfer w Hamburgu prywatna stacja radiowa Radio Schlezwig-Holstein rozdaje swoje prestiżowe nagrody RSH-Gold. Między wyróżnionymi jest również DB. Podarte jeansy, biała koszula i jeansowa kurtka marki Blue System - tak właśnie zasiadł on za czarnym keyboardem. Razem z nim są: gitarzysta Joachim Vogel, perkusista Frank Otto i śpiewająca w chórkach Jeanne Dupuy. BS śpiewa tego wieczoru swój przebój "Sorry Little Sarah". Jest to pierwszy występ na żywo nowego zespołu DB.
Jednocześnie występuje on po raz pierwszy na żywo w swoim wybranym i ukochanym Hamburgu. Podczas występu sięga również po gitarę, kiedy wykonują utwór "My Bed Is Too Big". I tym samym jego nowa rola staje się jasna. W przyszłości będzie występował z przodu, przed mikrofonem jako piosenkarz, ale również będzie grał na klawiszach i gitarze.
Na początku 1989 r. przyznano mu w ZSRR wyróżnienie Państwowej Komisji Kultury. Tym samym zostaje wyróżniony jako najbardziej popularny artysta w ZSRR. Nawet takie supergwiazdy jak The Beatles, ABBA czy nawet Michael Jackson, którzy do tej pory sprzedawali tam jako obcokrajowcy najwięcej płyt, nawet oni nie osiągnęli tego, co DB. Dziękuje za to szczególne wyróżnienie na swój sposób: wpływy ze sprzedaży w ZSRR albumów "Twilight" i "Obsession" przeznacza na opiekę nad potrzebującymi oraz na likwidację nędzy i głodu w tym kraju.
Na marginesie rozdania tych nagród dyskutuje się już również o realizacji nowego projektu. Komisja Kultury, która przyznała mu tę nagrodę, chce, aby DB odbył trasę koncertową po ZSRR. A Dieter się zgadza. Na listopad ustalono termin tej trasy. Teraz Dieter ma muzyków, którzy posiadają doświadczenie na scenie, z którymi może jechać na tę trasę.
Pierwsza sensacyjna niespodzianka czeka ich już w listopadzie, tuż po przybyciu na moskiewskie lotnisko. Ok. 15 tys. fanów czeka na DB i jego muzyków na lotnisku i świętuje w niesamowicie radosny sposób ich przybycie. Wrażenie dla tych wszystkich, którzy są w to zaangażowani, jest niesamowite. W specjalnie przygotowanej limuzynie BS jedzie z lotniska do hotelu. Od 3 do 16 listopada BS daje w Rosji w sumie 13 koncertów w halach, gdzie bilety wyprzedane są od tygodni.
Ponad 400.000 fanów może podziwiać BS na scenie. Niesamowite jest też to, jak dobrze znane są tutaj ich piosenki. Prawie każda z nich jest śpiewana przez publiczność niczym potężny chór. Momentami wręcz odejmuje to Dieterowi mowę. Przede wszystkim podczas pierwszych koncertów. To echo, ten oddźwięk, to osłupienie - tego wszystkiego nie oczekiwał, nie liczył się z tym nawet w najśmielszych snach.
Także sceny, które rozgrywają się przed i po koncertach, są jedyne w swoim rodzaju, niemalże nie do opisania. Pojazdy, którymi się poruszają, wejścia, wyjścia - wszystko to jest niesamowicie ciasno okupowane. Tylko z pomocą służb porządkowych i policji udaje się Dieterowi i jego muzykom dotrzeć do samochodów i dostać się do hal, gdzie miały odbyć się koncerty. Także do hotelu muszą przedostawać się przez zbitą masę ludzką. Dieter czuje się bezpieczny tylko w swoim pokoju hotelowym, ponieważ jego fani opanowują nawet hotelowe korytarze. A na ulicach nawet w nocy przy 15-stopniowym mrozie grasują ich setki. Wszędzie wokoło słychać śpiewane przez fanów dobrze znane przeboje z repertuaru zarówno BS jak i MT.
Moskwa służy również za kulisy do nagrania video do "Love Me On The Rocks". Tutaj, w tym video, wszystko to można zobaczyć jeszcze raz - to, co działo się na ulicach, w hotelu i na pierwszym koncercie BS w Moskwie. Widać też Bohlena rozdającego autografy i spacerującego po Placu Czerwonym. Pod koniec tego tournee Dieter staje się "bohaterem rosyjskej młodzieży". To jedno z ostatnich wydarzeń przed tym, gdy ZSRR oficjalnie 31 grudnia 1991 r. rozpada się na grupę mniejszych państw.
W maju 1990 r. BS rozpoczyna nową trasę koncertową po ZSRR. Tym razem w programie znajduje się 21 koncertów. Od 20 tys. do 45 tys. fanów przychodzi na poszczególne występy. Jako perkusista występuje tym razem Michel Rollin, który zastąpił Franka Otto.
Z gitarzystą Lutzem KrĂźgerem, basistą RenĂŠ Engelmannem i klawiszowcem Achimem Stirebenem DB daje na scenie niemal rockowy "power-show", który spełnia ogólne oczekiwania i który wszystkich zaskakuje. Niesamowicie napędzające i spektakularne solówki gitarowe Dietera i Lutza "podkręcają" dodatkowo fanów. Przyjaciółka Dietera Nadja i sympatyczna Afro dbają jako chórek poprzez swój śpiew i taniec o to, by nikt nie zapomniał tych koncertów.
Zaledwie przybywają oni do Niemiec, jeszcze pełni wrażeń z trasy koncertowej po ZSRR, świętują tutaj dalsze triumfy podczas siedmiu koncertów w byłym NRD.
Startują 21 lipca 1990 r. koncertem w Lipsku. Są tutaj gwiazdami "Lipskiego Festiwalu Tańca". Śpiewają przed 60-tysięczną publicznością swoje największe hity, w tym "My Bed Is Too Big", "Sorry Little Sarah", "48 Hours" i "Love Is Such A Lonely Sword". DB podkreśla coraz częściej na scenie ów rockowy charakter swojej muzyki ubiorem, do którego należy specjalnie dla niego przyszykowana kurtka "Blue System" ze skóry.
W niecały rok później - 1 i 2 czerwca 1991 r. - na moskiewskim Stadionie Olimpijskim dochodzi do występu niemieckich zespołów. Inicjatorem tego niecodziennego widowiska jest JĂźrgen MĂźller, ojciec C.C.Catch i jednocześnie menadżer tras koncertowych DB. Artyści występują przed ponad 50 tys. widzów. Wśród wykonawców jest m.in. C.C.Catch i każdego dnia wszyscy oni przekazują na koniec koncertu czek, który ma wesprzeć ofiary Czernobyla. Są to czeki z sumą wpływu za każdy koncert. BS, wzmocniony teraz przez gitarzystę Wolfganga Fritscha i klawiszowca Fritza Granera, występuje tutaj w roli gwiazdy, w roli najważniejszego zespołu.
W sumie BS pozostaje w Rosji jeszcze do 14 czerwca i prowadzi tam trasę koncertową po raz trzeci. To tournee zostaje zakończone koncertami w kilku innych krajach byłego bloku wschodniego, m.in. w Polsce (koncert na festiwalu w Sopocie? - przyp. tłumacza).
Pomimo wzmocnionej aktywności koncertowej, DB obok pracy nad płytami wydawanymi z BS zajmuje się dalej produkcją i współpracą z innymi artystami. Pozwala sobie na tę odrobinę wolności i marzeń. Bardzo wysoko na liście jego marzeń stoi projekt musicalu, który zaczął się krystalizować w głowie DB w 1989 r. i jeszcze nie został do końca zrealizowany.
Centralna historia tego musicalu kręci się wokół małego czarownika, który martwi się największymi problemami Ziemi; wszystkie one sprowadzają się do: głodu, wojny i zanieczyszczenia środowiska, z którymi ów czarownik chciałby walczyć i pokonać je.
Niektóre muzykalne próby zostały już zakończone i wydane na albumie "Twilight". Dieter chce skomponować ten musical dla dzieci i wyczulić je tym samym na problemy, z którymi najwyraźniej dorośli nie mogą sobie poradzić. Ponieważ materiał tego musicalu jest dosyć kompleksowy i cele są dosyć ważne, Dieter nie chce pracować nad nim obok czegoś innego; chce się nad nim skoncentrować i poświęcić się tylko temu musicalowi.
Inne przedsięwzięcia poza działalnością z BS, którymi zwracał na siebie uwagę publiczności, to kompozycje na Międzynarodowy Konkurs Piosenki Eurowizji. Właśnie w 1983 r. napisał po raz pierwszy piosenkę na ten europejski konkurs kompozytorów i autorów tekstów - piosenkę tę śpiewał Bernd ClĂźver, nosiła ona tytuł "Mit 17" (W wieku 17 lat) i zajęła wówczas 3 miejsce. Kolejne podejście do festiwalu Eurowizji miało swój początek 23 marca 1989 r., kiedy to Nino de Angelo z piosenką "Flieger" (Lotnik) wygrał główną nagrodę na niemieckim festiwalu "Piosenka dla Lozanny".
Na Grand Prix Eurowizji w Lozannie DB 6 maja 1989 r. jest obecny dwoma piosenkami jednocześnie; Nino de Angelo, występujący w barwach Niemiec z piosenką "Flieger" zajmuje w ostatecznej klasyfikacji 14 miejsce. Dużo lepiej idzie Austriakowi Thomasowi Forstnerowi, który plasuje się na piątym miejscu i tym samym piosenka będąca kompozycją DB "Nur ein Lied" (Tylko jedna pieśń) święci kolejny triumf. 3 lata później, 9 maja 1992 r. następny Austriak, Tony Wegas, podczas Grand Prix Eurowizji w MalmĂś (Szwecja) śpiewa skomponowaną przez DB piosenkę pt.: "Zusammen geh'n" (Idziemy razem), która ląduje na 10 miejscu klasyfikacji ogólnej.
Do niesamowitego sukcesu, który stawia w cieniu niemalże nawet te największe liczby sprzedanych płyt MT, należy nagrana w 1989 r. przez DB muzyka do serialu telewizji ZDF "Rivalen der Rennbahn" (Rywale z wyścigów konnych), która zostaje wydana również na CD. Są tam m.in. piosenki śpiewane przez BS, Marianne Rosenberg, Ricky Shayne, Nino de Angelo, Ann Turner i Leslie McKeown. Instrumentalne utwory z tej płyty nagrywa Dieter pod pseudonimem Countdown G.T.O. Album ten umożliwia dawnym i obecnie nieco już zapomnianym gwiazdom (jak Marianne Rosenberg czy Leslie McKeown - były wokalista popularnej niegdyś angielskiej grupy Bay City Rollers) powrót na scenę i ponowną popularność.
Muzycy.
Podczas gdy DB pracował w samotności z Luisem Rodriguezem w studio nad nowymi nagraniami, zmieniając od czasu do czasu muzyków, bardzo ważną rzeczą dla niego było także to, by zaprezentować tę muzykę na scenie, by pokazać ją swoim fanom.
Dieter chciał wyjść z odizolowanej atmosfery studio i zobaczyć jak podoba się to, co stworzył; co słuchacze o tym sądzą. Dlatego BS był od samego początku prezentowany jako grupa a nie jako projekt solowy. Rzeczą decydującą o doborze muzyków było tutaj zrozumienie pomiędzy nimi oraz zdolność do tego, by zagrać na scenie to, co stworzono w studio.
Z biegiem lat zmieniali się członkowie BS - przede wszystkim ze względów zawodowych, ponieważ orientowali się muzycznie lub chcieli realizować własne projekty. Jednakże z większością z nich Dieter grał przez lata niezmiennie na scenie. Do tych pierwszych muzyków należeli: gitarzysta Joachim Vogel (ur. 7 lutego 1958 r. w Berlinie), perkusista Frank Otto i śpiewająca w chórkach wokalistka Jeanne Dupuy.
J. Vogel został przez DB zaangażowany z polecenia jego firmy płytowej. Frank Otto natomiast był przyjacielem C.C.Catch i zrezygnował ze współpracy w momencie, kiedy C.C.Catch wyjechała do Londynu aby tam dalej pracować nad swoją karierą (już bez DB - przyp. tłum.). Następcą jako perkusista został Michel Rollin (ur. 1 lutego 1958 r. w Berlinie). Ten wykształcony nauczyciel jęz. francuskiego i geografii dysponował dużym doświadczeniem w koncertach na żywo i także sporą praktyką jeśli chodzi o pracę w studio. W ten sposób również miał kontakt z firmą płytową Dietera. Te kontakty spowodowały, iż w kwietniu 1989 r. dostał pracę w BS. Michel Rollin stał się w tym czasie dla DB kimś w rodzaju łowcy talentów. To on przyprowadził gitarzystę Wolfganga Fritscha (ur. 21 czerwca 1954 r. w Berlinie), klawiszowca Joachima Striebena (ur. 3 stycznia 1957 r. w Bremerhaven) i basistę Dirka Sauera (ur. 7 listopada 1962 r. w Berlinie) do BS. Joachim Strieben dołączył do grupy w 1989 r., kiedy na tournee po ZSRR poszukiwano klawiszowca. Był on wykształconym muzykologiem. Dirk Sauer natomiast był z wykształcenia bankowcem i przyszedł do zespołu 28 czerwca 1992 r. jako basista, stając się tym samym następcą Rene Engelmanna (ur. 7 lutego 1960 r. w Berlinie). Kiedy Dirk nie grał z BS, zajmował się grą w berlińskiej grupie rock-and-rollowej.
Gitarzysta Wolfgang Fritsch (ur. 21 czerwca 1954 r. w Berlinie) został zatrudniony w BS kiedy Joachim Vogel z powodów zawodowych nie mógł dotrzymać terminów, które narzucała mu praca w BS.
Podczas tras koncertowych również Nadja abd el Farrag należała (jako piosenkarka z chórku) do zespołu. Pracowała ona również nad albumem "Hello America" w studio.
Fani.
Jak wszystkie gwiazdy na świecie, także DB ma sporą grupę fanów, którzy towarzyszą mu w jego drodze kariery. Oni byli już z nim w czasach MT, już wtedy zwracali na niego uwagę.
Od kiedy DB ruszył z BS na trasy koncertowe, fani poznają się na koncertach, organizują się w fan-cluby, lub wstępują do fan-clubów już istniejących. Tutaj kontakt z DB i jego muzykami jest szczególnie pielęgnowany, odbywają się regularne spotkania, wydawane są gazetki klubowe i organizowane wycieczki na koncerty - to wszystko należy do stałego programu fan-clubów. Na całym świecie istnieje obecnie ok. 50 fan-clubów DB.
DB odnosi się zupełnie inaczej do swoich fanów niż wiele innych gwiazd. Już pomijając to, że zna wielu z nich osobiście - poprzez odbyte tournee, na których zawsze się z nimi spotykał - zawsze stara się wygospodarować jak najwięcej czasu dla nich. Żaden fan nie musi czekać dłużej niż dwa tygodnie na wiadomości czy autograf.
Oczywiście od tego też są wyjątki - szczególnie wtedy, gdy odbywa się właśnie trasa koncertowa lub DB jest na urlopie. Jednak z reguły ta zasada dwóch tygodni jest dotrzymywana. Do tej pory DB nie stosuje też takich tricków jak niesamowicie realistycznie wydrukowane autografy, ale podpisuje każdą kartkę osobiście.
Z relacji samych fanów wynika, że podczas tras koncertowych Dieter nie ucieka, ale rozmawia z nimi. Także poza koncertami znajduje czas dla nich. Nie znaczy to, że jest do dyspozycji fanów zawsze i w dowolnym czasie; czasami jest bardziej zajęty, czasami mniej, ale ogólnie rzecz biorąc trzeba powiedzieć, że traktuje swoich fanów poważnie i stara się utrzymać z nimi dobry kontakt.
Daty.
07.02.1954 r.: DB rodzi się jako pierwszy syn Hansa i Edith Bohlen w Oldenburgu;
29.09.1954 r.: Rodzi się żona Dietera Erika, w Bad Wildungen;
27.01.1955 r.: Rodzi się Uwe Bohlen, brat Dietera, w Oldenburgu;
01.03.1963 r.: TA (prawdziwe nazwisko Bernd Weidung) rodzi się w MĂźnstermaiferl k/Koblencji
Rok 1964: DB zaczyna naukę gry na gitarze i fortepianie; gra okazjonalnie w zespołach szkolnych albo występuje jako solista w konkursach młodych talentów; pisze jedną ze swoich pierwszych piosenek "Viele Bomben fallen";
Rok 1971: DB zdaje z oceną 1,8 maturę w Oldenburgu i zaczyna studia w Getyndze;
Rok 1972: DB gra w zespole hard-rockowym "Mayfair";
Rok 1973: DB poznaje w dyskotece "Afro-Asiaten-Heim" w Getyndze swoją przyszłą żonę Erikę;
Rok 1977: Wraz z przyjacielem Holgerem DB zakłada w Getyndze duet "Monza" i nagrywa dwa single "HeiĂe Nacht in der City" i "Hallo Taxi Nr 10";
08.11.1978 r.: Dieter zalicza w Getyndze egzamin i może dalej kontynuować studia;
01.01.1979 r.: DB zaczyna pracę dla hamburskiej firmy płytowej Intersong jako kompozytor i producent;
15.01.1980 r.: Pierwszy występ telewizyjny TA - w show Michaela Schanze "Hätten Sie heut' Zeit fĂźr uns?";
Sierpień '80 r.: TA wydaje swój pierwszy singiel "Judy";
Luty '81 r.: Ukazuje się "Du weinst um ihn";
Rok 1981: "Es war die Nacht der ersten Liebe" i "Ich will nicht dein Leben" - kolejne single TA;
Rok 1982: DB otrzymuje jako producent swoją pierwszą złotą płytę za album "Happy Guitar Dancing" Ricky Kinga; również w tym samym roku prezentuje wraz z grupą Sunday na liście przebojów ZDF piosenkę "Hale, Hey Louise";
Luty '83 r.: Początek współpracy pomiędzy DB i TA - od produkcji singla "Was macht das schon" (niem. wersja piosenki F.R. Davida "Pick Up The Phone");
Rok 1983: Bernd ClĂźver zdobywa 3 miejsce na konkursie Eurowizji z piosenką "Mit 17";
Marzec '83 r.: Wydanie singla "Was macht das schon" przez TA;
Lipiec '83 r.: "Wovon träumst du denn (in seinen Armen)" - TA;
01.10.1983 r.: TA pierwszy raz na niemieckiej liście przebojów z piosenką "Wovon träumst du denn (in seinen Armen)";
11.11.1983 r.: DB i Erika biorą ślub w USC w Hamburgu;
Marzec '84 r.: TA wydaje "Endstation Sehnsucht";
Czerwiec '84 r.: TA wydaje "HeiĂkalter Engel" (niem. wersja piosenki "Send Me An Angel");
Listopad '84 r.: "Es geht mir gut heut' Nacht" - TA;
28.12.1984 r.: TA i Nora Isabell Balling biorą ślub cywilny; TA nazywany jest od tamtej pory Thomas Weidung Balling;
21.01.1985 r.: MT debiutują na niemieckiej liście przebojów z piosenką "You're My Heart, You're My Soul";
Lipiec '85 r.: Wydanie solowego singla "The Night Is Yours - The Night Is Mine" przez DB pod pseudonimem Ryan Simmons;
09.07.1985 r.: Urodziny pierwszego syna DB - Marca (godz. 17:50);
27.07.1985 r.: Ślub kościelny TA i Nory Isabell Balling - kościół pw. Serca Jezusowego w Koblencji;
01.10.1987 r.: W tv-show "Tele Ass" DB prezentuje po raz pierwszy swój nowy solowy projekt BS i debiutancki singiel "Sorry Little Sarah";
26.03.1988 r.: Pierwszy występ na żywo BS w hali sportowej Alsterdorfer w Hamburgu;
18.12.1988 r.: Powstaje odcinek serialu kryminalnego telewizji ARD "Tatort" zatytułowany "Moltke", w którym jedną z ról gra DB;
21.12.1988 r.: Rodzi się syn DB - Marvin Benjamin;
23.03.1989 r.: DB komponuje dla Nino de Angelo piosenkę "Flieger", która wygrywa niemieckie eliminacje do konkursu Eurowizji w Lozannie;
06.05.1989 r.: Nino de Angelo zdobywa utworem "Flieger" 14 miejsce na wspomnianym konkursie Eurowizji w Lozannie jako reprezentant Niemiec. Austriak natomiast, Thomas Forstner, plasuje się w tym samym konkursie na piątym miejscu z piosenką "Nur ein Lied" (także skomponowaną przez DB);
03.11.1989 r.: Rozpoczyna się pierwsza trasa koncertowa BS po Rosji;
16.11.1989 r.: Koniec tournee po ZSRR, gdzie na 13 koncertów przyszło w sumie 400 tysięcy fanów;
23.02.1990 r.: Rodzi się córka DB - Marielin;
21.08.1991 r.: DB nagrywa w Los Angeles piosenkę "It's All Over" w duecie z Dionne Warwick na album "Deja vu";
09.05.1992 r.: DB trzyma kciuki za Austriaka Tony'ego Wegasa, który występuję na konkursie Eurowizji w MalmĂś (Szwecja) z piosenką "Zusammen geh'n".
I TAK WÂŁAŚNIE WYGÂŁÂĄDA TÂŁUMACZENIE "TWĂRCA".
ZAPRASZAM DO WYRAŻANIA SWOICH OPINII NA TEMAT TREŚCI TEJ KSIÂĄŻKI. CO WAS ZASKOCZYÂŁO - O CZYM NIE WIEDZIELIŚCIE - CO WYJAŚNIÂŁO NIEDOPOWIEDZIANE FAKTY?
POZDRAWIAM SERDECZNIE!!!
PKMODERN
MODERN TALKING FOREVER!!!
-
Przemo
- Posty: 344
- Rejestracja: wt lis 08, 2005 22:27
- Lokalizacja: Warszawa
Ksiązka o tyle ciekawa, że w jednym miejscu mamy wszystko. Sporo ciekawostek, choć wszystko polane takim"uwielbieńczym" sosem. Wspominane są kolejne przyjaciółki Dietera (fajne określenie
), ale milczeniem autor ksiązki pominął rozwód Dietera z Eriką. Co mnie najbardziej zaskoczyło? Końcówka, że Dieter tak bardzo dba o fanów. Z czasów "drugiego" Modern Talkint miałem wrażenie, że fanami interesuje się akurat tylko Thomas. Ciekawą informacją jest tez, że Blue System miał byc nie projektem solowym Dietera, ale zespołem z krwi i kości. I rzeczywiście początkowo tak było, ale z czasem (gdzieś tak od albumu "Lucifer") wszystko wróciło "do normy": studio, studio, studio i wynajmowani ad hoc muzycy. Tego też w książce nie ma.
Nie zmienia to oczywiście faktu, że fajnie jest poczytać coś o swoim idolu i w związku z tym SERDECZNIE DZIĂKUJĂ PKMODERN za dostarczenie mi (za innych nie piszę, bo nie czuję się uprawniony) tej przyjemności.
Pozdrawiam,
Nie zmienia to oczywiście faktu, że fajnie jest poczytać coś o swoim idolu i w związku z tym SERDECZNIE DZIĂKUJĂ PKMODERN za dostarczenie mi (za innych nie piszę, bo nie czuję się uprawniony) tej przyjemności.
Pozdrawiam,
Przemo
- fan
- Użytkownik nieaktywny
- Posty: 133
- Rejestracja: ndz lut 05, 2006 13:21
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
- ArCrack
- Administrator
- Posty: 4548
- Rejestracja: wt lut 01, 2005 11:45
- Kontakt:
- Pkmodern
- Zarząd Thomas Anders Fanklub Polska
- Posty: 2498
- Rejestracja: pt lis 18, 2005 22:40
Re: Dieter Bohlen - "Twórca" ("Der Macher")
Proponuję dla "nowych" Fanów muzy Dietera zapoznanie się z pozycją "Twórca", którą tu zamieściłem dwa lata temu. Są tu pewne informacje, które wyjaśnią to i owo na temat historii Dietera i nie tylko...
MODERN TALKING FOREVER!!!
- Mateusz
- Posty: 1056
- Rejestracja: pn wrz 05, 2005 19:48
Re: Dieter Bohlen - "Twórca" ("Der Macher")
Hehe tą pozycję czytalem już kilka lat temu na stronie niejakiego Martini_Martineza który udzielał się na stronie Sebastiana (swoją droga ciekawe cio się dzieje z tym gościem?) Kawał dobrej lektury, polecam
:)
"Osoba która używa więcej niż trzech pytajników lub wykrzykników w jednym zdaniu to osoba z zaburzeniami osobowości."
T. Prachett
T. Prachett
- Peter
- Posty: 8164
- Rejestracja: pt paź 12, 2007 17:56
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Dieter Bohlen - "Twórca" ("Der Macher")
Bardzo ciekawa książka. Szkoda, że nigdzie nie mogę tego kupić. Ale dzięki Pk modern za kawał dobrej roboty. 