Cześć!
Przede wszystkim witam forumowiczów. Do tej pory czytałem Wasze posty "z zewnątrz", nie zabierając udziału w dyskusji, ale w końcu postanowiłem zarejestrowac sie i czasem coś od siebie dorzucić. Chociaż na samym forum jestem nowy, to ArCrack zna mnie o tyle, że dokonaliśmy kiedyś wymiany sporej ilości płytek.
Ale do rzeczy: od dzisiaj jestem szczęśliwym posiadaczem płyty "P.o.N.R", więc mogę sie wypowiadać na jej temat. Udało mi się tez obejrzeć (to akurat dzięki Wam) występ SiB na ZDF. I od niego zacznę, a rozpisywał się specjalnie nie będę: nędza. Playback, playback'iem, ale trzymanie mikrofonu jakby to jakiś świństwo było (dwoma paluszkami i na dystans), dość ograniczona choreografia... Ale najgorsze to to,że Kohler tak się zapamiętał ruszając z wokalem w partii chórku, że mu się słowa plątały (zwróciliście uwagę?). Trochę wstyd... Chociaż, i to dotyczy też samej płyty, czuje się przypływ emocji, gdy można usłyszeć muzykę, którą kochało sie przez lata.
I podobnie o samej płycie. Jest to rzeczywiście nasladownictwo Bohlena, ale przecież o to chodziło i, podobnie jak u niego, prawdziwa wydaje sie opinia jednego z krytyków muzycznych, którą kiedyś przeczytałem: można muzyki Dietera nie lubić, ale już po dwóch przesłuchaniach nie sposób się od niej uwolnić. I SiB osiągnęło ten sam efekt. Dlatego nie zgadzam się z druzgocącą oceną płyty, która zamieszczona jest na stronie i-netowej. Ja czułem takie specyficzne mrowienie, gdy słuchałem piosenek SiB, gdyż przypominają one to, co u Bohlena lubiłem najbardziej. A że zwrotki nudne... Hmmm, podobnie było u Dietera (może poza "starym" M.Talking). Zawsze miałem wrażenie, że dwie zwrotki sa w jego piosenkach tylko po to, żeby mieć do czego refren przylepić.
W każdym razie mam nadzieję, że "P.O.N.R." nie będzie ostatnim...