Jak dobrze wiecie, MT grało pełnowymiarowe koncerty, ale dopiero przy okazji swojego triumfalnego powrotu w latach dziewięćdziesiątych, zaczynając od dużej trasy w ramach promocji albumu "Back for Good" a kończąc na drastycznie zredukowanej serii koncertów promujących krążek "Universe". Czy można jednak powiedzieć, że były to koncerty w pełni na żywo? Oglądając np. cały koncert z Moskwy z trasy BfG bardziej słychać podkład puszczony z taśmy niż cokolwiek innego, chociaż na scenie widzimy cały zespół - jak mniemam - profesjonalnych muzyków. To samo można powiedzieć o koncercie z Budapesztu - największego jeśli chodzi o publiczność. I o tym ostatnim, berlińskim z 2003 roku.
Ubolewam też trochę nad faktem, że Modern Talking w latach '80 nigdy nie dało koncertu. Takiego z prawdziwego zdarzenia. Fakt, sama forma w jakiej zespół wówczas funkcjonował uniemożliwiała organizowanie jakichkolwiek tras koncertowych, bo w końcu gdzie by był czas na skomponowanie, nagranie i wypuszczenie dwóch albumów w ciągu jednego roku?
Jednak przykład pierwszych koncertów Thomasa po pierwszym rozpadzie zespołu, gdy występował w RPA i Chile doskonale pokazuje, że takie koncerty mogły naprawdę fajnie wyglądać, no i brzmieć. Gdyby MT poszło w tę stronę, to myślę, że udział Dietera i Luisa w przygotowaniach do takich koncertów tym bardziej pomógłby w przetłumaczeniu typowo studyjnego projektu na wersję sceniczną.
Takie doświadczenie zapewne nie byłoby bez znaczenia dla charakterystycznego brzmienia MT. Częstszy kontakt z publiką i wychwytywanie tego co jej się najbardziej podoba zapewne przyczyniłoby się do pewnej ewolucji muzyki tworzonej przez Dietera. Kto wie, może jego nieusidlona gitara w końcu zostałaby podłączona i przestałaby być tylko rekwizytem?